Reklama

Reklama

Frankowski: Pytałem Blanco, po co mu reprezentacja

Nasz mundialowy ekspert, Tomasz Frankowski osobiście zna piłkarza, który pogrążył reprezentację Francji. Na króla strzelców "Franek" typuje jednego z latynoskich napastników i czeka, aż reprezentacja Anglii wreszcie "odpali". O wszystkim opowiada w rozmowie z INTERIA.PL.

INTERIA.PL: Panie Tomaszu, proszę powiedzieć z ręką na sercu: czy jako ekspert ogląda pan wszystkie mecze mistrzostw świata?

Tomasz Frankowski: Generalnie oglądam spotkania, gdy mam czas. Przyznam, że nie obejrzałem wszystkich, bo byłem na wakacjach i nie siedziałem bez przerwy przed telewizorem. Teraz z kolei mam treningi z Jagiellonią, ale staram się obejrzeć jak najwięcej meczów. Zwłaszcza tych, w których grają takie zespoły jak Brazylia, Argentyna, Francja, Włochy, czy Hiszpania.

Podczas meczów częściej pan ziewa z nudów, czy może obgryza paznokcie z emocji?

Reklama

- Ani jedno, ani drugie. Wychodzę z założenia, że z każdego meczu da się coś wyciągnąć. Jeśli cała drużyna nie gra wspaniale, to można na przykład zwrócić uwagę na indywidualną dyspozycję jakiegoś z zawodników.

Wspomniał pan o meczach Anglii, Francji i Włochów, czyli zespołów które raczej zawodzą. Czy zgadza się pan z opinią, że te drużyny czeka w najbliższym czasie wymiana pokoleniowa?

- Ja bym ich nie skazywał na wymianę pokoleniową. Nie wierzę, że to zmęczenie materiału. To też nie przesyt, bo na mistrzostwach każdy chce zagrać jak najlepiej. Wydaje mi się, że bardziej zawodzą taktyka i koncepcja gry.

Czyli błędy popełniają trenerzy w szatni?

- Gołym okiem widać, że coś nie współgra. W końcu 15 Anglików nie zapomniało nagle jak się walczy, a 15 Włochów jak strzela się gole.

Który z dotychczasowych meczów mistrzostw podobał się panu najbardziej?

- Spotkanie Kamerun - Dania. Było wiele ciekawych zagrań, walka od początku do samego końca. Mecz był godny finału mistrzostw świata. Miło było zobaczyć taki mecz, tym bardziej, że wiele ekip chce "przeczmychnąć" przez fazę grupową na jednym oddechu i rozpocząć granie w piłkę dopiero w 1/8 mistrzostw.

Wiele lat gra pan w piłkę, czy po boiskach RPA biegają jacyś pańscy dawni klubowi znajomi?

- To na pewno Cuauhtemoc Blanco z Meksyku, czyli gracz, który pogrążył Francję strzałem z rzutu karnego. Grałem z nim w Chicago Fire i wiem, że jeśli chodzi o karne to stuprocentowy pewniak. Mimo, że ma 37 lat i jest jeszcze starszy ode mnie wciąż gra w reprezentacji. Kiedyś pytałem go "po co ci ta kadra?". On odpowiadał mi cierpliwie, że jeszcze swoje zrobi. Gra po 20-30 minut w meczu i robi różnicę. Wychodzi na to, że to właściwa koncepcja.

Do czego pan zmierza?

- Do tego, że i nasza reprezentacja mogłaby skorzystać z doświadczonych graczy, a nie opierać się na armii dwudziestolatków. Jeden, czy dwóch 30, 32-latków w szatni przed meczem z Hiszpanią mogłoby przekazać młodzieży trochę wiedzy i doświadczenia. Może udałoby się uniknąć kompromitacji w meczu z Hiszpanią. Jeden doświadczony Michał Żewłakow nie ogarnia tematu. No ale to taka moja luźna refleksja na temat reprezentacji.

Wróćmy zatem do tematu MŚ w RPA. Czyj gol podobał się panu najbardziej i kogo typuje pan na króla strzelców mundialu?

- Najbardziej podobała mi się akcja Brazylii i gol Luisa Fabiano na 1-0 w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Aby zostać królem strzelców będzie trzeba strzelić 7 goli. Typuję że tyle strzeli któryś z piłkarzy latynoskich.

Na koniec pytanie: której z drużyn szczególnie pan kibicuje?

- Wszystkim tym, którzy grają ofensywny futbol. Argentynie, Brazylii, Hiszpanii i jednak Anglii. Anglicy byli moim cichym faworytem i spodziewam się, że w końcu "odpalą".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje