Reklama

Reklama

Franek Smuda wpadł w szał

W minioną środę Lech Poznań sięgnął po Remes Puchar Polski. Tym samym też zapewnił sobie prawo gry w trzeciej rundzie Ligi Europejskiej (dawny Puchar UEFA). Mimo tego spekulacje prasowe na temat przyszłości trenera Franciszka Smudy oraz zespołu, a także ewentualnych roszad nie ustają.

W minioną środę Lech Poznań sięgnął po Remes Puchar Polski. Tym samym też zapewnił sobie prawo gry w trzeciej rundzie Ligi Europejskiej (dawny Puchar UEFA). Mimo tego spekulacje prasowe na temat przyszłości trenera Franciszka Smudy oraz zespołu, a także ewentualnych roszad nie ustają.

W czwartek poznańscy piłkarze odbyli tradycyjnie przedmeczowe zajęcia. Po ich zakończeniu do ostatnich doniesień prasy odniósł się bardzo wzburzony poznański szkoleniowiec.

- Jestem wściekły, bo chyba nie wszyscy tu piszący w gazetach są poznaniakami, kibicują temu zespołowi - zaczął Smuda. Po chwili kontynuował: - Jest się zawsze za swoją drużyną, a nie przeciwko. A ostatnio robi się w prasie taką atmosferę, żeby wszystko, co zbudowaliśmy jednym ruchem popsuć. Takie coś mnie do szału doprowadza.

- To nie są nawet plotki. To są głupoty niesamowite. Codziennie czytam, że jestem skłócony raz z Pogorzelczykiem, raz z Rutkowskim. Czasem zastanawiam się, z kim jeszcze następnego dnia. Ludzie złoci o co tu chodzi? Czy takie pisanie komuś coś pomoże? - pyta retorycznie opiekun aktualnego wicelidera Ekstraklasy.

Reklama

- Wiem, jak pracują dziennikarze w Łodzi oraz Krakowie, chociażby. Nie mówię, że macie pisać laurki, mnie, czy chłopakom, ale macie być za zespołem do końca. Generalnie zawsze dziennikarz z danego miasta jest za swoim zespołem - mówił szkoleniowiec "Kolejorza".

Franciszek Smuda odniósł się też do informacji i opinii na temat jego niezbyt kulturalnego zachowania po zakończeniu meczu finałowego Remes Pucharu Polski. Przy szatniach na Smudę czekała liczna grupa poznańskich i nie tylko przedstawicieli mediów. Trener po wyjściu do szatni krzycząc odmówił komentarza, po czym udał się do klubowego autokaru. Dziś wyjaśnił cała zaistniała sytuację.

- Wiecie jak to jest, jak się coś po raz pierwszy zdobywa? - zapytał. Człowiek jest wtedy w euforii, jakimś dosłownie amoku. I z tego zadowolenia, ale też myśli, co jeszcze przed nami wzięło się moje zachowanie. Ja nie cieszę się długo, mnie się radość urywa i chwilę po meczu już wybiegam co będzie dalej. W drodze powrotnej, mimo że były śpiewy, szampan, myślałem już o Polonii Warszawa. Myślałem o finiszu ligi, o tym jak się to wszystko zakończy. Taki był powód mojego zachowania. Emocji jest chwilami tyle, że ciężko mi je utrzymać. Poza tym mam nadzieję, że na taką prawdziwą radość przyjdzie jeszcze pora - zakończył Smuda.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL