Reklama

Reklama

Fortuna: W polskich skokach źle się dzieje

Mistrz olimpijski w skokach narciarskich z 1972 roku Wojciech Fortuna uważa, że sobotni konkurs drużynowy mistrzostw świata w Oslo utwierdził go w przekonaniu, że w tej konkurencji źle się dzieje w Polsce.

- Po tym konkursie jestem pewien, że jeżeli nie obejmiemy wszystkich naszych młodych, zdolnych skoczków ujednoliconym szkoleniem na dobrym poziomie, nie ma co liczyć na sukcesy. Taki zawodnik jak Małysz zdarza się raz na wiele, wiele lat. Ja dziś nie widzę godnego następcy, który np. będzie w stanie pociągnąć całą drużynę; jedyna nadzieja więc właśnie w dobrym sztabie szkoleniowym - ocenił sobotni występ polskich skoczków w Oslo złoty medalista igrzysk z 1972 roku w Sapporo.

Reklama

Dodał, że nie czuje niedosytu z powodu zakończeniu sobotnich zawodów na jednej serii. - Trzeba było przerwać konkurs ze względów bezpieczeństwa, a poza tym kto miał wygrać to wygrał i szczerze mówiąc po tym co zobaczyłem w pierwszej serii, przestałem liczyć na medal naszej drużyny. Małysz i Żyła sami by tego konkursu dla naszej drużyny nie pociągnęli.

Mieszkający od kilku lat w Gorczycy nad Kanałem Augustowskim Fortuna nie wybiera się do Zakopanego na benefis Adama Małysza (26 marca).

- Będę miał jeszcze wiele okazji na spotkanie z Adamem i podziękowanie mu za to, co dla polskich skoków zrobił. Zdecydowanie wolę się z nim zobaczyć w bardziej kameralnej atmosferze, na przykład w Wiśle, gdzie bywam częściej niż w Zakopanem - zaznaczył.

W sobotnim konkursie MŚ na dużej skoczni polska drużyna, w składzie: Adam Małysz, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Stefan Hula zajęła piąte miejsce. Zwyciężyła Austria, przed Norwegią i Słowenią.

Adam Małysz w obiektywie kibiców. Czekamy na Twoją relację, przyślij zdjęcia i filmy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje