Reklama

Reklama

Fortuna: Chcę normalnie żyć

Wojciech Fortuna, były mistrz olimpijski z Sapporo, trafił do aresztu w Nowym Sączu. Za olimpijczykiem wystawiono list gończy za znęcanie się nad rodziną w 1997 roku. Fortuna przez ostatnie pięć lat przebywał w USA. Do kraju powrócił w tym roku.

- W marcu tego roku byłem w ambasadzie polskiej w USA, gdzie dowiedziałem się, że nie mogę przedłużyć paszportu, bo jest za mną list gończy. Poprosiłem o paszport jednorazowy i wróciłem do Polski - opowiadał Fortuna "Dziennikowi Polskiemu".

- W Zakopanem kupiłem dom, dostałem meldunek, zmieniłem dowód osobisty, zrobiłem prawo jazdy. Nie ukrywałem się. Byłem zatrzymywany przez policję drogową do rutynowych kontroli i nic.

- Kupiłem też mieszkanie w Suwałkach i razem z żoną spędzaliśmy czas po połowie, w Zakopanem i na Mazurach. W czwartek w zeszłym tygodniu zadzwonił do mnie naczelnik TOPR i poinformował, że w jednej z gazet jest za mną list gończy.

Reklama

- Od razu pojechałem do Zakopnego. W piątek zgłosiłem się do sędziego, który powiedział, że list został wystawiony 8 sierpnia i że właściwie powinien mnie zamknąć. Polecił napisać prośbę o nienakładanie aresztu i złożyć na dziennik podawczy. Po tym pojechałem do domu. Tego samego dnia wieczorem przyjechało po mnie czterech policjantów, którzy kazali się spakować i odwieźli do aresztu - zrelacjonował całą sytuację "DP" Fortuna.

- Skąd list gończy? Przed wyjazdem do USA spotykałem się z pewną kobietą. Nie wylewaliśmy za kołnierz, do tego dochodziły awantury z jej eksmężem. I jeśli chodzi o pobicie to nie jej dotyczy, ale właśnie jego.

- Sądzę, że zostanę ukarany, ale mam nadzieję, że nie będę musiał siedzieć w więzieniu. Wróciłem do kraju, żeby żyć normalnie, zająć się rodziną. Mam drugą szansę i chcę ją wykorzystać - zakończył Fortuna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje