Reklama

Reklama

Finał Ligi Światowej: Triumf Brazylii

Siatkarska reprezentacja Brazylii po raz drugi w historii zwyciężyła Ligę Światową. Canarinhos w finale LŚ rozgrywanym w katowickim Spodku pokonali Włochy 3:0 (25:15, 25:22, 25:19).

Włochom nie udało się się wygrać Ligi Światowej po raz 8. a trzeci z kolei. Brazylijczycy powtórzyli sukces sprzed 8. lat, kiedy wygrali turniej finałowy w Sao Paulo. Zwycięstwo nad mistrzami świata przyszło w sobotę Brazylijczykom łatwo.

Reklama

W pierwszym secie Włosi dotrzymywali rywalom kroku jedynie na początku. Od stanu 6:6 grali już tylko "canarinhos" a Włochom przypadła rola statystów. W efekcie przegrali różnicą aż 10. punktów. Niewiele zmieniło się w drugiej partii. Brazylijczycy, dowodzeni przez swojego kapitana Nalberta Bitencourta, nie mieli w sobotę słabych stron.

Po przerwie przed trzecim setem Włosi wyszli na parkiet ze spuszczonymi głowami, smutni i jakby zrezygnowani. Rywale wbiegli z uśmiechami na twarzach i bez problemów rozstrzygnęli 112. spotkanie 12. edycji LŚ na swoją korzyść. Nie pomogły zmiany w składzie dokonywane przez włoskiego trenera Andreę Anastasiego. W końcówce siatkarze włoscy popełnili masę prostych błędów, jakby sami chcieli jak najszybciej zakończyć ten nierówny pojedynek.

Po zakończeniu gry kibice na stojąco oklaskami nagrodzili zwycięzców. Brazylijczycy otrzymali ogromny puchar i wielki czek na pół miliona dolarów. Najskuteczniejszym zawodnikiem turnieju został Jugosłowianin Ivan Miljković, najlepszym atakującym - Andre Nascimento z Brazylii, blokującym - jego kolega z zespołu Gustavo Endres a najlepiej serwował Włoch Luigi Mastrangelo.

Po meczu trener Brazylii, Bernardo Rezende, który od niedawna prowadzi drużynę powiedział: - To dobry zespół, od dłuższego czasu pracujący w tym samym składzie. Moja rola ograniczyła się do odpowiedniego umotywowania zawodników. Dużo z nimi przebywam, wiele rozmawiamy. Zależy mi na tym, by był to zespół nie jednego turnieju, tylko żeby tak jak Włosi pozostał na szczycie przez wiele lat. O naszym sukcesie zadecydowała chyba stabilność gry. Dzisiaj, w finale, do zwycięstwa przyczyniła się skuteczna zagrywka i blok. Poradziliśmy sobie zarówno z Giombinim w dwóch pierwszych setach jak i z Cisollą w trzecim. Nalbert Bitencourt - od lat kapitan reprezentacji - pokazał, że jest prawdziwym liderem

- Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że udało się pokonać Włochów. To przecież najlepszy zespół ostatniej dekady. To była trudna walka. Zagraliśmy podobnie jak w piątkowym półfinale, tyle że bardziej pilnowaliśmy punktów - powiedział kapitan Brazylii.

Zdecydowanie mniej rozmowny był kapitan Włochów, Lorenzo Bernardi. - Brazylijczycy pokazali, ze byli najlepsi w tym turnieju i zasłużyli na zwycięstwo - powiedział.

- Nie było wyjścia - Brazylia grała dziś tak doskonale, że musiała z nami wygrać. Zrobiliśmy wszystko co było możliwe. Mimo porażki jestem zadowolony. Osiągnąłem dużo z młodym zespołem"- stwierdził szkoleniowiec Włochów Andrea Anastasi.

Brazylia: Lima, Randow, Godoy, Nascimento, Bitencourt, Endres oraz Santos (libero), Rodrigues, Garcia. Włochy: Vermiglio, Mastrangelo, Bernardi, Rosalba, Fei, Giombini oraz Corsano (libero), Tencati, Casoli, Cisolla, Widzów: 10.100

Dowiedz się więcej na temat: Canarinhos | Włochy | kapitan | Włosi | finał | triumf | reprezentacja Brazylii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje