Reklama

Reklama

Final Four: Skra gotowa zrealizować marzenia

Dwa lata temu gdy siatkarze PGE Skra Bełchatów zajęli trzecie miejsce w Final Four Ligi Mistrzów uznano to za wielki sukces. W obecnej edycji, która podobnie jak wówczas, rozegrana zostanie w Łodzi, mistrzowie Polski mierzą w zwycięstwo.

Trener Jacek Nawrocki od początku sezonu nie ukrywał, że za cel numer jeden stawiają sobie wygraną w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych. Wówczas jeszcze nie wiedział, że ich atutem będzie własna hala.

Jego słowa potwierdza prezes Konrad Piechocki. "Jesteśmy gotowi do dużych wyzwań i chcemy zrealizować nasze marzenia" - powiedział Piechocki.

Polscy kibice dali się już poznać z najlepszej strony. W weekend postarają się nie tylko o odpowiednią oprawę, ale i o kolejny rekord. To właśnie w łódzkiej hali była do tej pory najwyższa frekwencja na meczu Ligi Mistrzów. Mecz Skry z CAI Teruel w Atlas Arenie obejrzało 12 100 osób. Tym razem ma ich być jeszcze więcej.

Reklama

Na początek, w sobotnim półfinale, Skra zmierzy się z Dynamem Moskwa. Bełchatowianie wiedzą jak grać z Rosjanami. Już raz ich pokonali - w lutym 2009 roku wyeliminowali ich w 1/8 LM. Jednak moskiewski zespół jest głodny wielkiego sukcesu i liczy na to, że w tym roku w końcu uda im się zostać najlepszą drużyną klubową w Europie.

Najmocniejszym ogniwem drużyny prowadzonej przez Jurija Czerednika jest Brazylijczyk Dante Amaral. Nie tylko jednak on decyduje o sile tego zespołu. Trener Sbornej Daniele Bagnoli powołał do kadry aż sześciu zawodników Dynama, a libero Teodor Sałparow od lat gra w reprezentacji Bułgarii.

"Doceniamy tego przeciwnika i mamy świadomość, że jest to bardzo silny zespół. W ubiegłym sezonie Dynamo w Lidze Mistrzów przegrało tylko jeden mecz - z nami. Mam wewnętrzne przeświadczenie, że jesteśmy w stanie powtórzyć ten wynik. Grają teraz wprawdzie jeszcze lepiej niż przed rokiem, ale my też jesteśmy mocniejsi. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, która powinna procentować" - wyjaśnił Piechocki.

Po obronę tytułu przyjechało do Łodzi Trentino BetClic. W półfinale czeka na nich teoretycznie najsłabsza drużyna Final Four 2009/10 słoweńskie ACH Volley Bled. Już sam ich awans do najlepszej czwórki jest niespodzianką.

Zaledwie dziesięcioletnie Trentino może pochwalić się już bogatą listą sukcesów. Każde inne miejsce niż pierwsze zostanie odebrane jako porażka. Nic dziwnego - Włosi przyzwyczaili swoich kibiców do wygrywania.

W tym sezonie mogą poszczycić się już tytułem klubowego mistrza świata (w finale pokonali Skrę), a na krajowym podwórku sięgnęli po Puchar. Na swojej drodze do Final Four LM pokonali Asseco Resovię. Mówi się o nich jako drużynie marzeń, zespole bez słabych punktów.

Największą ich bronią są skrzydłowi. Brazylijczyk Leandro Neves Vissotto, Kubańczyk Osmany Juantorena, Bułgar Matej Kazijski - to indywidualności, które mogą same przesądzić o wyniku spotkania. "To tylko ludzie i Skra ma takie atuty, że jest w stanie ich pokonać. Dobra zagrywka, zespołowość, doświadczenie i publiczność. To wszystko powinno dać im zwycięstwo" - ocenił libero polskiej reprezentacji Krzysztof Ignaczak.

Przed szansą występu w barwach Trentino staje Łukasz Żygadło. Pierwszy rozgrywający Brazylijczyk Raphael ma wybity palec i jego występ w Łodzi stoi pod znakiem zapytania. Polak dostawał już w tym sezonie możliwość gry, a trener Radostin Stojczew za każdym razem go chwalił.

Niespodzianką w "wielkiej" czwórce jest obecność mało znanego na europejskiej arenie zespołu ACH Volley Bled. Słoweńcy potrafili jednak już raz zaskoczyć siatkarski świat. Nikt nie liczył na to, że uda im się przejść włoską Lube Bancę Marche Maceratę. A oni, charyzmą, wiarą we własne siły i bez kompleksów pokonali Włochów i awansowali do Final Four.

"Nie wierzę w to, że mogliby powtórzyć taki wyczyn. Są kopciuszkiem, który musi się jeszcze uczyć. Trentino to za mocny dla nich przeciwnik" - uważa Ignaczak.

Półfinały zaplanowano na sobotę (15.30 i 18.30). Zwycięzcy awansują do niedzielnego finału (14.30). Pokonani spotkają się w meczu o trzecie miejsce (11.30).

Polska będzie po raz trzeci gościć turniej Final Four Ligi Mistrzów. W 2002 roku gospodarzem zawodów w Opolu był Mostostal Azoty Kędzierzyn-Koźle, który w spotkaniu o trzecie miejsce przegrał z Iraklisem Saloniki 2:3. W finale włoska Lube Banca Marche Macerata wygrała z Olympiakosem Pireus 3:1.

Dwa lata temu w Łodzi Skra stanęła na najniższym stopniu podium. W decydującym spotkaniu pokonała słynny włoski klub Sisley Treviso. Po puchar sięgnął rosyjski Dynamo Tattransgaz Kazań, a na drugim miejscu znalazła się Copra Piacenza.

Zwycięstwo w Final Four to nie tylko prestiż, ale także pieniądze. Za pierwsze miejsce klub dostanie czek na 30 tys. euro.

Czytaj również:

Ignaczak: Skra pod presją? Raczej przed szansą

"Skra może być najlepsza w Europie"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama