Reklama

Reklama

Fatalne warunki Orłów Leo

Deszcz jest wpisany w każde zgrupowanie. Nie ma co narzekać, bo w marcu w Irlandii Północnej również może padać i musimy być na to gotowi - mówił przed wieczornym treningiem reprezentacji Polski selekcjoner Leo Beenhakker.

Słowa holenderskiego szkoleniowca spełniły się kilka minut po przybyciu na stadion FC Ferreiras, nad którym przeszła potężna ulewa. Na szczęście warunki jakie kadrowicze mają w Portugalii pozwoliły na normalne przeprowadzenie zajęć, gdyż obok głównej płyty stadionu znajduje się nowe, pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią. Jedynym mankamentem zajęć było słabe oświetlenie, gdyż zamiast jupiterów, nad obiektem rozświetliły się tylko cztery proste lampy, na których wisiały po cztery żarówki.

W treningu udział wzięli już zawodnicy, którzy z uwagi na zmęczenie podróżą z Turcji rano ćwiczyli indywidualnie, natomiast Rafał Boguski, który narzeka na ból mięśnia czterogłowego truchtał sam, ale jak zapewnił z każdą godziną czuje się lepiej.

Reklama

Zawodnicy z pola podobnie jak na porannych zajęciach doskonalili umiejętność przenoszenia podaniami ciężaru akcji na różne strony boiska. Bramkarze, którymi zajmował się Frank Hoek oraz Andrzej Dawidziuk uwijali się jak w ukropie. Musieli bronić strzały z bliska, daleka, mocne i techniczne, a także loby.

W środę kadrowiczów czekają poranne zajęcia oraz wieczorny sparing z FC Ferreieras, w którym najprawdopodobniej zagrają dwie różne jedenastki w każdej połowie.

Reklama

Reklama

Reklama