Reklama

Reklama

Fantastyczny LeBron odebrał Bulls przewagę parkietu

LeBron James dzięki świetnej grze w końcówce poprowadził Miami Heat do wygranej 85:75 w drugim meczu serii z Chicago Bulls. Dzięki temu stan rywalizacji został wyrównany na 1-1.

James rzucił 9 ze swoich 29 punktów w najważniejszym momencie czwartej kwarty przełamując remis na 9-punktowe prowadzenie gości. Dwyane Wade dołożył 24, a wracający po kontuzji Udonis Haslem 13. Bulls zagrali bardzo słabo w ofensywie, notując kiepskie skuteczności, zarówno z gry (34.1%), jak i z linii rzutów wolnych (61.5%). Najwięcej punktów dla nich zdobył Derrick Rose - 21, ale trafił zaledwie 7 z 23 rzutów z gry.

Świetną robotę wykonał Udonis Haslem. Rzucił 13 punktów i zebrał 5 piłek, będąc czwartym do brydża w ataku Heat. W tym meczu widać było jak bardzo brakowało go przez praktycznie cały sezon. Wśród Byków nie było zbyt dużego wsparcia dla MVP tego sezonu. Jedynie Luol Deng rzucił powyżej 10 punktów (13), ale tylko 2 w drugiej połowie spotkania. Cała ławka rezerwowych Byków zagrała zdecydowanie gorzej niż w pierwszym meczu. Wtedy łącznie uzbierali 33 punkty, teraz tylko 20.

Reklama

Heat w całym spotkaniu oddali o 14 rzutów z gry mniej od Bulls. To pokłosie kolejnej świetnej gry na tablicy ofensywnej Byków, którzy już w pierwszych 5 i pół minutach mieli 8 ponowień w ataku. Udało im się je jednak zamienić na zaledwie 5 punktów drugiej szansy.

Decydującym momentem spotkania okazało się ostatnie 7 minut gry. Wtedy to od remisu 73:73 LeBron James zdobył 9 z 12 ostatnich punktów drużyny, trafiając bardzo trudne rzuty. Podobnie zagrał w meczu zamykającym serię z Boston Celtics. W tym czasie świetnie funkcjonowała obrona "Żaru", pozwalając gospodarzom na trafienie zaledwie 1 z 11 rzutów z gry.

Bardzo ważnym elementem było nie przegranie przez Heat walki na tablicach. Po tym jak w pierwszym meczu Byki miały o 12 zbiórek więcej, rywale odbili się i pokonali w tym aspekcie gry gospodarzy 45:41. Oczywiście duża w tym zasługa samych Bulls, którzy nie trafiali raz za razem dając kolejne szanse do zbiórek w obronie.

Heat zyskali przewagę własnego parkietu, ale żeby ją utrzymać muszą wygrać następne dwa spotkania. Nie wiem jak wy, ale ja liczę na 7 spotkań w tej rywalizacji, gdyż jest naprawdę pasjonująca. Trzeci mecz tej serii już w niedzielę o 2:30 czasu polskiego.

(1) Chicago Bulls - (2) Miami Heat 75:85 (1-1)

Bulls: Derrick Rose - 21 (8 as), Luol Deng - 13, Joakim Noah - 9 (8 zb), Taj Gibson - 8 (3 blk), Carlos Boozer - 7 (8 zb), Ronnie Brewer - 7, Keith Bogans - 5, Kyle Korver - 3, C.J. Watson - 2, Omer Asik - 0

Heat: LeBron James - 29 (10 zb, 5 as, 3 prz), Dwyane Wade - 24 (9 zb), Udonis Haslem - 13, Chris Bosh - 10 (8 zb), Mike Bibby - 5, Jamaal Magloire - 2, Mike Miller - 2 (7 zb), Joel Anthony - 0, James Jones - 0, Mario Chalmers - 0, Juwan Howard - 0

Skrót meczu:

Więcej o NBA przeczytasz na blogu "Z krainy NBA" - Kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje