Reklama

Reklama

Fabiański: Nie skreślajcie mnie już na starcie!

- Nie uważam, żeby to był mój osobisty pech, iż gram w jednym klubie z Wojtkiem Szczęsnym. Nie pozwalam skreślać swoich szans, rywalizacja w klubie i reprezentacji jeszcze się nie skończyła - mówi INTERIA.PL wracający po kontuzji bramkarz Arsenalu.

Sobotni sparing "Kanonierów" z FC Koeln był pierwszym meczem Łukasza Fabiańskiego od stycznia, kiedy doznał urazu barku i przeszedł operację. Polski bramkarz zagrał ostatnie 20 minut, w pierwszym składzie Arsene Wenger wystawił Wojciecha Szczęsnego, którego w przerwie zastąpił Vito Mannone. Po sparingu Fabiański stwierdził, że fizycznie czuje się już dobrze, bark go nie boli i jest gotów podjąć rywalizację ze Szczęsnym o pozycję nr 1 w klubie i reprezentacji Polski. - Nie skreślajcie moich szans już na starcie - mówił lekko zirytowany.

Reklama

Dariusz Wołowski: Wraca Pan do gry po pół roku. Takie powroty są trudne.

Łukasz Fabiański: Tak. Staram się jednak zapomnieć to, co za mną. Skupiam się na przyszłości. W czasie rehabilitacji, kiedy nie mogłem trenować na boisku, wykonałem masę pracy na siłowni. Fizycznie czuję się dziś na siłach, by grać. Oczywiście nie mogę mieć jeszcze szczytu formy. Przyjdzie jednak czas i na to.

Bark już w ogóle nie boli?

- Nie.

Ani trochę?

- Sugeruje pan, że nie mówię prawdy? Coś ukrywam? Gdybym czuł ból, Arsene Wenger nie wpuściłby mnie na boisko.

Ale na tournee po Azji Pana nie zabrał?

- Nie, bo zespół właściwie tam nie trenował, koledzy zajmowali się głównie promocją klubu. Ja potrzebowałem treningów, ćwiczyłem więc w Londynie. Czas na powrót do drużyny przeszedł w Kolonii.

Od czasu Pana kontuzji, w Arsenalu wiele się zmieniło. Do bramki wszedł Wojciech Szczęsny, który chce w niej zostać 15 lat. Ma Pan pecha, że gra w jednym klubie z młodszym rodakiem, któremu wszyscy wróżą tak wielką przyszłość...

- Nie uważam tego za mojego osobistego pecha. Poza tym proszę, żebyście nie skreślali mnie zanim rywalizacja się zaczęła. Jestem gotów i czuję się na siłach, by walczyć o powrót do bramki Arsenalu, a także reprezentacji. Z Wojtkiem i kimkolwiek innym. Nie widzę powodu, by odbierać mi szanse już na starcie.

Jeśli wygra Pan rywalizację ze Szczęsnym o pozycję nr 1 w klubie, to zarazem wypchnie go Pan też z bramki reprezentacji. Trudno, żeby Franciszek Smuda stawiał podczas Euro 2012 na rezerwowego Arsenalu, a podstawowego bramkarza londyńskiego klubu trzymał na ławce.

- Chyba tak. Ale nie chcę składać obietnic, odgrażać się, czy coś w tym rodzaju. Jestem zdrowy i chcę wrócić do gry, to chyba naturalne? Zobaczymy co się stanie, ale ja w siebie wierzę, nawet gdyby wszyscy mi powtarzali, jak małe mam szanse. Ja widzę to inaczej. Szanse mam takie, jak rywale.

Trenował Pan w Londynie z Cescem Fabregasem. Do Kolonii on jednak z Panem nie przyjechał. Odejdzie w końcu do Barcelony?

- Jego nieobecność z nami w Kolonii można uznać za znaczącą. Wiele wskazuje na to, że nas opuści, ale chyba nawet trener nie wie jeszcze, co się wydarzy.

Rozmawiał w Kolonii Dariusz Wołowski

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Fabiański | Arsenal Londyn | Wojciech Szczęsny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje