Euro? Tak robią to Austriacy

Pięćdziesiąt dni przed Euro 2008 senną atmosferę na jednej z aren mistrzostw Europy stadionie w Innsbrucku przerywa tylko warkot maszyn kładących asfalt na pobliskim wielkim parkingu.

- Jakie mieliśmy największe problemy? Zdobycie pieniędzy, ale od momentu, w którym miasto Innsbruck zdecydowało się, że chce gościć mistrzostwa Europy, problemów nie było już żadnych - powiedziała Jana Klosterhuber z firmy Olympiaworld, która zarządza sportowym centrum w Innsbrucku i jednocześnie bierze udział w organizacji Euro 2008.

Reklama

Nam, stojącym przed wyzwaniem organizacji Euro 2012, trudno w to uwierzyć, ale w porównaniu z Austriakami startujemy z dramatycznie niskiego pułapu.

Przejeżdżając przed Wiedeń, Salzburg czy obserwując Innsbruck, jak na dłoni widać, że mistrzostwa to nie tylko stadiony. Impreza pokroju Euro to ogromne wyzwanie logistyczne. Rozwiązania Austriaków właśnie w tej kwestii są po prostu rewelacyjne. Chodzi m.in. o to, żeby po kilku-, czy kilkunastogodzinnej podróży zmotoryzowani kibice nie stali w gigantycznych korkach.

Dlatego m.in. w Innsbrucku stadion dzieli od lotniska kilka minut jazdy autobusem, a od autostrady zaledwie kilkaset metrów. Po prostu zjeżdża się z niej na parking. Jeśli dodać, że wszystko jest świetnie opisane, mamy pewność, że kibice nie przyjadą tu krążyć po mieście w poszukiwaniu stadionu czy przynajmniej miejsca parkingowego, ale po prostu zobaczyć mecz.

Tyle, że Austriacy w momencie przyznania Euro mieli już autostrady, hotele i tanie pensjonaty. Nawet zjazd z autostrady na parking w Innsbrucku został zbudowany wcześniej i jego powstanie nie miało nic wspólnego z organizacją mistrzostw.

Obok stadionu potrzebne jest wielkie centrum na potrzeby VIP-ów i sponsorów. W innych miastach powstaną wielkie namioty, w Innsbrucku zaadaptuje się do tego dwa lodowiska. Stoją tuż obok Tivoli-Neu, więc wystarczy połączyć je ze stadionem mostem. Jeszcze bliżej będzie lądowisko helikopterów dla VIP-ów.

Obok obiektu powstaje wielki parking, ale organizatorzy twierdzą, że transport podczas ME przejmie na siebie komunikacja miejska. Miasto wpompowało w jej rozbudowę 200 tys. euro, a ile trzeba przeznaczyć na to pieniędzy i czasu w dziesięciokrotnie większej Warszawie?

W Polsce ogromne problemy związane są z niewyjaśnioną własnością gruntów. - U nas nie było z tym kłopotów. Teren, na którym znajduje się sportowe centrum należy do miasta - tłumaczyła Jana Klosterhuber z firmy Olympiaworld, która bierze udział w organizacji Euro 2008. - Kawałek rzeczywiście jest własnością prywatnego właściciela, ale po prostu wydzierżawił go.

Niespełna dwa miesiące przez pierwszym meczem Euro w Innsbrucku na samym stadionie kompletna cisza, trwają tylko wykończeniowe prace wewnątrz (oczywiście spotkaliśmy robotników z Polski!).

Obiekt w Innsbrucku nie powala na kolana pięknem bryły, ale przy jego powstawaniu kluczowe znacznie miała funkcjonalność.

Powstał w 2000 roku z myślą o piłkarzach FC Wacker Innsbruck i drużynie futbolu amerykańskiego Swarco Raiders Tirol. Innsbruck jako aglomeracja liczy niespełna 170 tysięcy mieszkańców dlatego pojemność 15 tysięcy miejsc była zupełnie wystarczająca. Jednak gdy zdecydowano, że będzie jedną z aren Euro 2008, konieczna stała się rozbudowa.

Po podniesieniu trzech trybun, będzie mogło oglądać mecze 30 tysięcy kibiców i 2 tysiące VIP-ów oraz dziennikarzy. Jednak tak duży obiekt nie będzie już potrzebny po zakończeniu meczów w grupie D, zwłaszcza że Wacker raczej spadnie z austriackiej Bundesligi. Dlatego część dobudowana specjalnie na Euro zostanie w ciągu pięciu miesięcy zdemontowana i sprzedana. Kupcy na poszczególne części już są.

Co ciekawe, samo powiększenie trybun było droższe od budowy całego stadionu. Górna konstrukcja sprowadzona została z Chin za 30 mln euro (w cenie montaż i rozbiórka), podczas gdy w 2000 roku budżet budowy stadionu zamknął się w kwocie 25 mln euro.

- Czy to się nam opłaci? Uważamy, że wyjdziemy na plus - przekonywała Jana Klosterhuber z firmy Olympiaworld, która zarządza sportowym centrum w Innsbrucku i jednocześnie bierze udział w organizacji Euro 2008. - Poza tym, miasto żyje z turystyki i sportu, dlatego musi się promować, a takiej reklamy, jak podczas Euro, nie można przeliczyć na pieniądze. Przecież to trzecia z największych sportowych imprez na świecie.

O ile bryła stadionu nie wzbudza wielkich emocji, o tyle w środku trudno mieć do czegoś zastrzeżenia. No, do trawy owszem, ale ta zostanie zdjęta po zakończeniu sezonu austriackiej ligi, a w jej miejsce organizatorzy nałożą nową, która przyjedzie z Budapesztu nawinięta na wielkie rolki.

Widoczność z trybun jest świetna. Kibice siedzą bardzo blisko murawy i mają bardzo dobre warunki do śledzenia wydarzeń na boisku. Nachylenie górnej części wynosi aż 45 stopni, czyli stromizna jest większa niż na zeskoku Bergisel!

Część widzów będzie miała niesamowity widok na alpejskie szczyty, bo stadion - podobnie zresztą, jak cały Innsbruck - jest przepięknie położony.

Trzy mecze Euro (Hiszpania - Rosja, Szwecja - Hiszpania i Rosja - Szwecja) będzie mogło obejrzeć na stadionie po 30 tys. widzów, ale pani burmistrz Hilde Zach z całym swoim sztabem stara się by w czerwcu zapewnić odpowiednie warunki 100 tysiącom kibiców każdego dnia. Pomoże w tym słynna Bergisel. Jedna z najbardziej znanych skoczni narciarskich świata w czerwcu zamieni się w 15-tysięczną arenę, na której ustawione zostaną gigantyczne telebimy. Wstęp za darmo.

Powiecie, że to tylko namiastka? Niezupełnie. Skocznię dzieli od stadionu dwa-trzy kilometry w linii prostej, więc echo dopingu i żywiołowych reakcji widzów na Tivoli-Neu odbite od alpejskich grani podgrzeje atmosferę na Bergisel. I niech kto powie, że skocznia narciarska to obiekt, z którego korzysta się raz do roku?

Wiadomo, że nie samą piłką żyje kibic! W knajpkach starego miasta już dziś czuć atmosferę Euro, ale różne rodzaje austriackiego piwa to nie jedyna atrakcja Innsbrucka. To naprawdę przyjazne miasto z piękną starówką.

Jego symbolem jest Goldenes Dachl (złoty dach) na jednej z kamienic w centrum. Zdobi go ponad dwa i pół tysiąca pozłacanych miedzianych dachówek, na które pieniądze wyłożył cesarz Maksymilian I.

Warto zobaczyć też cesarski pałac Hofburg (XVI w.) i wybrać się pieszo lub kolejką w góry, by zachwycać się widokami, które zapierają dech w piersiach. Zmęczeni mogą wybrać lenistwo w gorących źródłach Aqua Dome w Langenfeld, około pół godziny jazdy samochodem od Innsbrucka.

Stolica Tyrolu dwukrotnie organizowała zimowe igrzyska olimpijskie (1964 i 1976), a w 2005 roku mistrzostwa świata elity w hokeju na lodzie. Dziś przed nią nowe wyzwanie, ale nie ma wątpliwości, że jest na nie świetnie przygotowana.

Mirosław Ząbkiewicz, Innsbruck

Dowiedz się więcej na temat: problemy | firmy | parking | kibice | autostrady | VIP | obiekt | Innsbruck | EURO 2008

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje