Reklama

Reklama

Euro, czyli biznes na całego

Od koszulek, czapeczek przez plecaki, maskotki, miniatury głównego trofeum aż do zeszytów szkolnych czy dziecięcych szlafroków kąpielowych - wydawałoby się, że podczas piłkarskich mistrzostw Europy sprzedać można wszystko, na czym zmieści się logo imprezy. W Austrii i Szwajcarii okazało się, że równie ważna jest cena.

Kto wybrał się na zakupy w pierwszych dniach turnieju - niech żałuje. Po upływie dwóch tygodni wiele pamiątek i gadżetów potaniało. Mimo to na niektóre, jak zapalniczki czy breloczki, trudno znaleźć nabywców. Nie "schodzą" także mające chronić od słońca chusty na głowę, szczególnie w Szwajcarii, gdzie wiele meczów rozgrywanych było przy padającym deszczu. Trudno znaleźć też chętnych na biało-czerwoną pościel z logo ME i podobiznami maskotek.

Obserwacje i informacje sprzedawców nie pozostawiają złudzeń - biznes "koszulkowy" ma się najlepiej. Ulice miast-gospodarzy Euro- 2008 pełne są kibiców w strojach piłkarskich ulubionych drużyn. Również pamiątkowe t-shirty z logo ME, wizerunkiem pucharu Henry'ego Delaneya, czy nazwami miast i zespołów rozgrywających tam mecze mają wielu nabywców.

Reklama

Zgodnie z zasadą, że "nieobecni nie mają racji", w oficjalnych fan-shopach na stadionach czy tzw. strefach kibiców koszulki drużyn, które żegnają się z turniejem można kupić prawie za połowę wcześniejszej ceny. W piątek największe wzięcie miały stroje reprezentacji Portugalii, która ledwie kilkanaście godzin wcześniej przegrała z Niemcami i odpadła w ćwierćfinale.

W Wiedniu wyjątkiem był strój polskiej reprezentacji, ponieważ... cały asortyment został wykupiony przez kibiców "biało-czerwonych" i trzeba było czekać aż towar zostanie uzupełniony.

Prawa do rozprowadzania licencjonowanych produktów Euro-2008 UEFA sprzedała dwóm sieciom handlowym w Austrii i Szwajcarii. Austriacka "Billa" już od pewnego czasu kusi klientów przeceną o 50 procent. Według Claudii Schwedler, rzecznika prasowego firmy, do takiego posunięcia zmusiły ... pełne magazyny pamiątek.

O tym, że był to ruch słuszny świadczyć mogły choćby tłumy Polaków opuszczających z pełnymi torbami jeden ze sklepów tej sieci położony tuż przy stadionie w Klagenfurcie, gdzie w poniedziałek zespół Leo Beenhakkera żegnał się z mistrzostwami. "Tanie jak barszcz. Obdaruję całą rodzinę" - słychać było głosy.

Osobny rozdział to Trix i Flix, czyli oceniane dość krytycznie pod względem wizualnym maskotki imprezy. O komputerowo stworzonych ludzikach wiadomo jedynie, że ich włosy mają symbolizować górskie szczyty - najbardziej charakterystyczne widoki podczas austriacko- szwajcarskiego turnieju. "Austriacki" Trix ubrany jest w białą koszulkę z numerem "20", "szwajcarski" Flix na czerwonej nosi "08". Nigdy nie pojawiają się oddzielnie, zawsze przyjaźnie nastawieni do otoczenia, m.in. starają się rozbawić publiczność przed rozpoczęciem gry na stadionach.

Trudno wyrokować, czy klienci kupują, bo ceny spadły, czy ... z przyzwyczajenia, gdy odzywa się kolekcjonerska pasja. Szokują różnice cen - za najmniejsze trzeba zapłacić od 3,99 euro w supermarkecie do 15 w oficjalnym fan-shopie.

Warto jednak zwrócić uwagę, że od dłuższego czasu maskotki wielkich sportowych imprez rozmnażają się, występując albo w parach, albo w różnych kolorach. A nóż kibic "perfekcjonista", czy mający problem z wyborem skusi się na wszystkie dostępne ...

Z Wiednia - Paweł Puchalski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL