Reklama

Reklama

El. MŚ 2010: Słowenia - Polska 3:0

W meczu ostatniej szansy podczas eliminacji do MŚ w RPA Polska została rozbita w Mariborze przez Słowenię 3:0. Jedynym jasnym punktem w ekipie "Biało-czerwonych" był garnitur Leo Beenhakkera. Polscy piłkarze przyszłoroczny mundial obejrzą w telewizji.

ZOBACZ ZAPIS RELACJI NA ŻYWO Z MECZU SŁOWENIA - POLSKA

Reklama

W kontekście do koszmarnego występu na stadionie Ljudski Vrt sobotni remis z Irlandią Płn. należałoby zweryfikować z "kompromitacji" na "całkiem przyzwoity mecz". Ale prawda jest taka, że stacza się nie tylko cała polska piłka klubowa. Wraz z nią pikuje reprezentacja Leo Beenhakkera. Holender stracił już kontrolę nad sytuacją.

DYSKUTUJ O MECZU Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU!

Orły Leo wyszły na murawę na półtorej godziny przed meczem, by się skoncentrować. Jakub Błaszczykowski i Ludovic Obraniak izolowali się, słuchając muzyki. Zamiast się skoncentrować, uśpili się.

Mieliśmy długo utrzymywać się przy piłce, szybkimi podaniami przechodzić z obrony do ataku. Tymczasem od samego początku żywsza i szybsza była Słowenia. Gospodarze rządzili na prawej stronie, gdzie z Miszą Breczko, Valterem Birsą, a później Andrażem Kirmem nie radzili sobie Gancarczyk z Krzynówkiem. Na środku boiska Rogerowi Guerreiro wszelkimi sposobami ochotę do gry odbierał Aleksander Radosavljevicz.

Po stracie "Krzynka" pod nasze pole karne podciągnął akcję obrońca Breczko, by - przy biernej postawie Mariusza Lewandowskiego i Rogera - posłać ją w uliczkę w pole karne, a tam pozostawiony bez opieki Zlatko Dedicz uderzył z dosyć ostrego kąta w krótki róg, po ziemi. Artur Boruc pod pachą przepuścił piłkę do siatki.

Po stracie gola "Biało-czerwoni" przesunęli się do przodu, ale też rywal im to umożliwił, bo wolał się nastawić na kontry, niż na ryzykowny atak pozycyjny. Po jednej z nich dwójka Słoweńców przedziurawiła polska defensywą, choć Kirm po prostopadłym podaniu miał sporą stratę do naszych obrońców. Nie przeszkodziło mu to w błyskawicznym wyjściu lewym skrzydłem i dograniu do Milivoje Novakovicza, który nie mógł nie trafić do pustej bramki.

- Na Wembley w starciu z Anglikami pokazaliśmy, że możemy narobić kłopotów nawet jednej z najsilniejszych ekip świata. Jeśli tak zagramy z Polakami, to powinno być dobrze - powiedział przed spotkaniem z Orłami lewoskrzydłowy Słowenii i Wisły Kraków, Andraż Kirm. Wystarczyło 45 minut meczu na Ljudskim Vrtu, by każdy zrozumiał, że tak dysponowana Słowenia jest poza zasięgiem Polski, która jest pozbawiona walorów szybkościowych.

Orły ruszały się jak muchy w smole nie tylko w obronie, ale też w ataku. W 31. min wyszła nam jedyna akcja przed przerwą. Krzynówek wycofał do Lewandowskiego, a temu z nieudanego strzału wyszło podanie do Pawła Brożka, który jednak tuż przed bramką nie zorientował się i przepuścił piłkę.

W odróżnieniu od spotkania z Irlandią Płn. Beenhakker zaskoczył wyjściowym składem. O ile przesunięcie Michała Żewłakowa na prawą stronę obrony wymusiła kontuzja Pawła Golańskiego, to przesunięcie do pomocy Jacka Krzynówka, który słabo wypadł w sobotę, było niespodziewane. Dzięki temu jednak na lewej obronie znalazło się miejsce dla Seweryna Gancarczyka, a na środku dla Bartosza Bosackiego.

Para Lecha Poznań nie uratowała kadry, ale nie mogła tego zrobić. Orłom nie dość, że brakowało szybkości, to jeszcze pomysłu na grę. Czarna dziura między napastnikami a pomocnikami, między pomocnikami a obrońcami straszyła kibiców Polski, a Słoweńcom pozwalała na rozwinięcie skrzydeł. Nasi stojący obrońcy musieli toczyć pojedynki sprinterskie z rozpędzonymi rywalami.

Na drugą połowę za Obraniaka wszedł Wojciech Łobodziński. Na boisku zajął jednak pozycję Jakuba Błaszczykowskiego, który powędrował do ataku, choć jeszcze dzień wcześniej Leo Beenhakker przekonywał dziennikarzy, że dla niego Kuba nie jest napastnikiem.

Tylko przez moment wydawało się, że Polacy zaczynają grać lepiej: dwa niegroźne i niecelne strzały oddał Mariusz Lewandowski. Gospodarze ciągle byli groźniejsi, o czym świadczył strzał Dedicza głową obok bramki z 55. min.

Na ostatnie pół godziny Leo wpuścił Ebiego Smolarka (za Gancarczyka) i Roberta Lewandowskiego (za Pawła Brożka). Minutę później nie było czego ratować. Cofnięty do obrony Krzynówek pozostawił bez opieki Birsę, a ten w sytuacji sam na sam przelobował Boruca.

Jedynym jasnym punktem w ekipie "Biało-czerwonych" był garnitur Leo Beenhakkera.

Słowenia - Polska 3:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Dedicz (13. z podania Breczko), 2:0 Novakovicz (45. z podania Kirma), 3:0 Birsa (62. z podania Kirma).

Słowenia: Handanović - Breczko, Mavricz, Szuler, Jokicz - Birsa (71. Komac), Radosavljevicz (89. Pecznik), Koren, Dedicz (58. Ljunijankicz), Kirm - Novakovicz.

Trener: Matjaż Kek.

Polska: Boruc - Żewłakow, Bosacki, Dudka, Gancarczyk (61. Smolarek) - Błaszczykowski, M. Lewandowski, Roger, Krzynówek - Obraniak (46. Łobodziński) - Brożek (61. R. Lewandowski).

Trener: Leo Beenhakker.

Sędziował: William Collum ze Szkocji.

Żółte kartki: Dedicz (10. za wymuszanie rzutu karnego), Briczko (40. Za faul na Błaszczykowskim) oraz Błaszczykowski (40. Za niesportowe zachowanie), Obraniak (45. Za faul na Birsie)

Widzów: 12 tys.

Michał Białoński, Dariusz Wołowski z Mariboru

Czytaj także:

Lato zwolnił Beenhakkera!

Kirm: Szkoda mi Pawła i "Łobo"

Oceń Polaków po meczu ze Słowenią

Kibice przechytrzyli PZPN

Żewłakow: To nie był najwyższy wymiar kary

Dowiedz się więcej na temat: garnitur | obraniak | bramki | Jakub Błaszczykowski | beenhakker | krzynówek | biało | Słowenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje