Reklama

Reklama

Ekstraklasa da się lubić!

Liga polska nie musi być nudna! Dziewiętnastą kolejkę ekstraklasy zapamiętamy z dwóch powodów: po pierwsze wreszcie rozstrzelali się nam napastnicy. Padło 25 bramek, co daje imponującą średnią ponad trzy gole na mecz. Po drugie, na boiskach zanotowaliśmy kilka niespodzianek, które sprawiły że walka (zwłaszcza o utrzymanie) stała się jeszcze bardziej pasjonująca.

ZOBACZ KOMPLET WYNIKÓW 19. KOLEJKI ORAZ TABELĘ EKSTRAKLASY

Po 19. kolejce z wyścigu o mistrzostwo kraju odpadł PGE/GKS Bełchatów, który bez kontuzjowanych Łukasza Garguły i Dawida Nowaka, a także oddanego Legii Tomasza Jarzębowskiego, jest cieniem drużyny z jesieni, prowadzonej przez Pawła Janasa. Asystent Leo Beenhakkera - Rafał Ulatowski przegrał obydwa wiosenne mecze, więc teraz bełchatowianie mają nudy: nie grożą im ani puchary, ani spadek. Ligowe emocje przyniosły już piątkowe mecze. Zarówno w meczu ŁKS-u z Cracovią, jak i Górnika z Arką ich nie brakowało, a kibice na stadionach i przed telewizorami obgryzali nerwowo paznokcie aż do końcowych minut tych spotkań.

Reklama

Do miana horroru roku pretendować może zwłaszcza mecz w Łodzi. Po niespotykanym thrillerze ŁKS pokonał Cracovię 4:3 . "Pasy", mimo że prowadziły już 2:0, a potem 3:2, nie potrafiły dowieźć zwycięstwa do końca. Łodzianie załatwili krakowian kierując dalekie piłki do napastników w polu karnym, z czym nie mogli sobie poradzić gracze Cracovii, z reprezentantem Polski Piotrem Polczakiem w składzie. Cracovię możemy pochwalić za świetną grę tercetu ofensywnego: Paweł Nowak, Paweł Sasin, Bartosz Ślusarski. Ich akcja zakończona bramką na 2:3 to prawdziwy majstersztyk. Takiego "rozklepania" rywali nie powstydziliby się nawet gracze Barcelony. Podsumowując ten mecz nasuwa się jeszcze jedno: nie wiemy ilu kibiców trafiło po tym meczu do szpitali z kłopotami sercowymi, ale mimo to zaryzykujemy apel: chcemy więcej takich spotkań!

W Zabrzu też było ciekawie. Skazywana na porażkę Arka zagrała przy Roosevelta z ogromną determinacją i nad morze przywiozła cenny punkt. Podopieczni Henryka Kasperczaka mogą sobie pluć w brodę, bo dla nich to raczej dwa "oczka" stracone, niż jedno zarobione. Poza tym remis sprawił, że napakowany nowymi zawodnikami Górnik wciąż jest "czerwoną latarnią" tabeli. Choć warto podkreślić, że to właśnie zimowe nabytki zabrzan strzelały w tym meczu gole. Najpierw do siatki trafił Damian Gorawski, potem uczynił to Robert Szczot.

Sobotnie mecze rozpoczął pojedynek Piasta Gliwice z GKS-em Bełchatów. I od razu byliśmy świadkami wielkiej niespodzianki. Bo kto oglądając zeszłotygodniowe popisy gliwiczan w meczu z Cracovią spodziewałby się, że ta drużyna może odprawić z kwitkiem solidny GKS? Ale rozważania teoretyków i znawców musiały wziąć w łeb, bo w 25. min do siatki gości trafił Sebastian Olszar. Taki wynik Piast dowiózł do końca i dzięki niemu wydźwignął się z ostatniego miejsca w tabeli, oddając je Górnikowi. Ciekawe, na jakie niespodzianki stać jeszcze gliwiczan w tej rundzie?

W Gdańsku Lechia zainkasowała trzy punkty w starciu z bladoniebieskim ostatnio Ruchem. Drużyna z Chorzowa gra wiosną niewyraźnie. Najpierw przegrała w Derbach Śląska z Górnikiem 0:1, a teraz dała się pokonać gdańszczanom. Na dodatek, z niewyjaśnionych przyczyn (kłopoty finansowe, zdrowotne, czy sportowe?) do Gdańska nie pojechał jeden z lepszych ofensywnych zawodników Ruchu - Marcin Zając. Jeszcze kilka takich meczów, a przy Cichej zacznie się robić naprawdę nerwowo. Czwarty wiosenny punkt Lechii sprawił, że ekipa Jacka Zielińskiego może z optymizmem przygotowywać się do nadchodzącego starcia z Cracovią.

Śląsk, który na inaugurację wiosny zremisował na wyjeździe właśnie z Lechią, tym razem podejmował Polonię Bytom. Tę samą drużynę, która zatrzymała Wisłę Kraków. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza pokazali jednak, że nie zrobiło to na nich wrażenia i rozjechali bytomian niczym walec. Gospodarzom chyba pomogły sztuczki Sebastiana Mili, który przed meczem na murawie rozpylił środki zwalczające szarańczę (tylko nie wiemy jeszcze, czy PZPN dopuszcza broń chemiczną). W sobotnie popołudnie piłkarze Marka Motyki nie mieli pomysłu na grę. A w drużynie Śląska objawił się następca Krzysztofa Ostrowskiego - Marek Gancarczyk, który zaliczył asysty przy wszystkich trzech trafieniach dla swojej drużyny.

Ostatnim sobotnie spotkanie urosło do miana "meczu kolejki". Przy Reymonta w Krakowie borykająca się z problemami Wisła gościła Polonię Warszawa. Wielu zastanawiało się, jak zawirowania z całego tygodnia (odejście Clebera, porażka z Lechem w Pucharze Polski, anonimowe wypowiedzi piłkarzy o braku atmosfery) wpłyną na "Białą Gwiazdę". Tym, którzy sądzili, że Maciej Skorża w roli trenera Wisły nie doczeka poniedziałku, dwoma golami odpowiedział jak zawsze niezawodny Paweł Brożek. Do tego "Brozio" po każdym z trafień podbiegał, aby wyściskać się ze szkoleniowcem. Czy było to tylko na pokaz? Nie wiemy, ale na telewizyjnych powtórkach wyglądało bardzo realistycznie. Atmosfera w Wiśle musiała się poprawić, bo po zwycięstwie 2:1 "Biała Gwiazda" przeskoczyła "Czarne Koszule" i zajmuje trzecie miejsce w lidze ze stratą pięciu punktów do lidera.

W niedzielę czekały nas dwa spotkania dwóch czołowych ekip ekstraklasy. W Poznaniu Lech podejmował Jagiellonię, a w Warszawie Legia mierzyła się z Odrą.

Sfatygowany ciężkimi bojami "Kolejorz" nie miał łatwej przeprawy z gośćmi z Białegostoku. Podopieczni Franciszka Smudy grający bez Semira Stilicia, Sławomira Peszki i Ivana Turiny długo męczyli się z rywalami. Ulgę trybunom przy Bułgarskiej przyniósł dopiero Robert Lewandowski, który po podaniu Bandrowskiego pokonał Rafała Glikiewicza. Potem miał jeszcze kilka dobrych okazji na gola, ale do siatki już nie trafił. W Poznaniu cieszą się jednak z trzech punktów, a jeszcze bardziej z tego, że przed kolejnym meczem będą mieli aż tydzień na odpoczynek i odpowiednie przygotowanie do starcia z Górnikiem w Zabrzu.

Przy Łazienkowskiej popis skutecznej i efektownej gry dali piłkarze Legii gromiąc Odrę 4:0. Podobno szkoleniowiec stołecznej drużyny, Jan Urban zapowiedział swoim piłkarzom, że ich udusi jeśli nie wygrają. Groźba podziałała, Legia wygrała wysoko i pewnie. Ładnego gola zdobył Maciej Rybus (ze stoickim spokojem przerzucił bramkarza Odry), do siatki trafił także Piotr Giza, który zamiast bronić bramki jak w meczu z Polonią, wreszcie porządził nieco pod bramką rywali. Niezłe spotkanie zaliczyli również Radović i Roger Guerreiro.

ŁKS - CRACOVIA 4:3 (1:2)

GÓRNIK ZABRZE - ARKA GDYNIA 2:2 (1:2)

PIAST GLIWICE - PGE GKS BEŁCHATÓW 1:0 (1:0)

ŚLĄSK WROCŁAW - POLONIA BYTOM 3:0 (1:0)

LECHIA GDAŃSK - RUCH CHORZÓW 2:0 (0:0)

WISŁA KRAKÓW - POLONIA WARSZAWA 2:1 (1:0)

LEGIA WARSZAWA - ODRA WODZISŁAW 4:0 (1:0)

LECH POZNAŃ - JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 1:0 (0:0)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL