Reklama

Reklama

Edgar Davids - "Pitbull" z Surinamu

Na głowie misternie zaplecione warkoczyki, na nogach białe buty, a na nosie okulary z żółtymi szkłami - tak prezentował się na boisku jeden z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy w historii futbolu - "Pitbull", czyli Edgar Davids.

Podobnie jak opisywany przez nas kilka tygodni Clarence Seedorf, Edgar Davids przyszedł na świat w holenderskiej kolonii - Surinamie. Wychowywał się jednak i dorastał w Amsterdamie, gdzie jego pierwszy klubem był Schellingwoude. Jednak to w słynnej szkółce piłkarskiej Ajaksu zrobiono z niego prawdziwego piłkarza, choć początki nie wróżyły najlepiej. Mały Edgar dwukrotnie nie przechodził selekcji do akademii futbolowej Ajaksu, gdyż uznano, że jest za niski i za drobny. On udowodnił jednak, że nawet nie dysponując imponującymi warunkami fizycznymi (169 cm wzrostu) można zostać prawdziwym boiskowym wojownikiem, przed którym rywale cofają nogę. Trzeba tylko nosić w sobie głęboką i autentyczną nienawiść do porażek.

Reklama

Tak walczył na boisku Edgar Davids:

Przeć naprzód by zmiażdżyć przeciwnika

Boiskowym bandytą Davids co prawda nie był, ale nie należał też do świętoszków. Ksywa "Pitbull" (w Surinamie i w Juventusie nazywano go też "Pirania") nie wzięła się przecież znikąd. Grający na pozycji defensywnego pomocnika Holender niedostatki fizyczne nadrabiał walecznością, agresywnością i nieustępliwością. Jeśli trzeba było, wskakiwał rywalom na plecy, atakował piłkę wyprostowaną nogą, czy nawet szarpał za koszulkę. Żółte i czerwone kartki były wkalkulowane w styl jego gry, zgodnie z przysłowiem "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą".

"Był w stanie z uśmiechem na ustach walczyć na łokcie z chłopakami dużo od siebie starszymi i wygrywać" - wspomina Herman Borman, jeden z pierwszych trenerów Davidsa.

"Zawsze chciałem przeć naprzód i zmiażdżyć przeciwnika" - wyjaśnia sam piłkarz, z którym niewielu mogło równać się pod względem temperamentu, ambicji i woli walki.

Nie był Davids jednak tylko zwykłym przeszkadzającym wyrobnikiem, którego zadaniem było rachowanie kości rywali. Wielu mogło mu zazdrościć techniki. Tej użytkowej: przyjęcia piłki, dokładnego podania i atomowego strzału (kiedyś po jego strzale z 40 metrów piłka odbita od słupka znokautowała bramkarza PSV, Heurelho Gomesa). A także tej "na pokaz". Bo Edgar potrafił zabawiając się z piłką wyczyniać prawdziwe cuda...

Davids noakutuje Heurelho Gomesa strzałem z dystansu:

Kapkował nawet parząc herbatę

"To bóg piłkarskiego freestyle'u i ojciec chrzestny street soccera" - piszą o Davidsie twórcy strony "www.trickmasters.com", którzy uznają "Pitbulla" za swojego guru.

"Edgar potrafił godzinami żonglować piłką będąc we własnym domu. Prawie się z nią nie rozstawał. Kapkował nawet wtedy, gdy robił sobie herbatę" - wspomina Thierry Henry, który spotkał się z Davidsem w Juventusie.

Holender piłkarskich trików nie z tej ziemi nauczył się nie w akademii Ajaksu, lecz podobnie jak największe gwiazdy futbolu - grając z kumplami na ulicy. "Streetsoccer to moja druga miłość" - przyznaje z dumą, bo dziś jest ambasadorem tej "dyscypliny" sportu.

Kilka lat temu założył markę odzieżową, produkującą piłkarski sprzęt wyłącznie na potrzeby ulicznego footballu. Aby wypromować własną firmę i krzewić ideę gry w piłkę na ulicy, wraz z futbolowymi sławami z Niderlandów wyruszył w 2005 roku na tournee po świecie. Grał mecze w Anglii, Francji i Brazylii, wygrywając wszystkie pojedynki. "Chcieliśmy pokazać światu, że w Holandii są najlepsi uliczni piłkarze" - przyznał.

Swoje tournee powtórzył w 2010 roku, ale akcja była zakrojona na szerszą skalę. Amsterdam, Londyn, Paryż, Dakar, Nairobi, Kumasi, Akra, Johanesburg - to miasta, które odwiedził Davids wraz ze swoją streetsoccerową drużyną. Akcję także wspierały wielkie gwiazdy światowego futbolu, m.in. Mikael Essien z Chelsea.

Rok 2010 - ekipa Davidsa na ulicznym turnieju w Londynie:

Pokonał armię robotów-samurajów

Zanim Davids sam zajął się biznesem i promocją własnych interesów, przez lata był jedną z futbolowych ikon napędzającą marketing jednego z największych producentów sprzętu sportowego na świecie. Występując w reklamach amerykańskiej firmy stał się świetnie rozpoznawany w każdym zakątku globu i dorobił miliony dolarów do piłkarskiego kontraktu.

Oprócz wyrazistości w boiskowych poczynaniach, wiele pomógł mu jego nieszablonowy image. Misternie zaplecione warkoczyki na głowie, żółte gogle i kolorowe piłkarskie korki przemawiały do wyobraźni kibiców. Nierzadko młodzi fani futbolu bardziej kojarzyli Davidsa z reklamowych klipów, niż z meczów Ligi Mistrzów. Do diabła z przestrzelonym karnym w finale Champions League przeciw Juventusowi! Dla dzieciaków ważniejsze było to, że Edgar na teledysku potrafi ograć całą armię złych robotów-samurajów, a w jego drużynie grają takie sławy jak Luis Figo, Oliver Bierhof, Francesco Totti, czy nawet sam Josep Guardiola!

Na klipie okulary, które Davids nosił od 1999 roku z powodu choroby oczu - jaskry działały jako gogle na podczerwień, które potrafiły wykryć promienie lasera. Dodajmy, że misją drużyny było odzyskanie "bardziej okrągłej" piłki na zlecenie Louisa Van Gaala.

Davids w branży reklamowej zaistniał również promując wraz Davidem Beckhamem i Roberto Carlosem promując markę Pepsi. "W naszych marzeniach, wszyscy widzimy się w roli zwycięzców" - brzmiała kwestia "Pitbulla". W innej słynnej reklamówce przytwierdzony do stołu z piłkarzykami rozgrywa mecz, którego stawką jest butelka gazowanego napoju.

Szukając następcy między śmietnikiem, a krawężnikiem...

Kariery boiskowej 37-letniego obecnie piłkarza nie będziemy opisywać ze szczegółami, bo potrzebne byłoby na to jeszcze mnóstwo akapitów. Wymienimy jednak kluby w których występował. Były to: Ajax Amsterdam, AC Milan, Juventus, FC Barcelona, Inter Mediolan, Tottenham Hotspur, Ajax i Crystal Palace.

To właśnie w klubie Selhurst Park "Pitbull" zakończył niedawno karierę po raz drugi (wcześniej zawiesił buty na kołku po powrocie do Ajaksu w 2008 r.). Grał tam na półamatorskich zasadach, jako lewy obrońca. Jego ostatnim meczem było przegrane 0-3 spotkanie z walijskim Swansea.

"Dziękuję wszystkim za pomoc i wsparcie. Gra dla Palace była jednym z najlepszych doświadczeń w moim życiu" - te słowa wygłosił odchodząc z pierwszoligowego londyńskiego klubu. Trudno jednak nie wyczuwać kurtuazji w słowach piłkarza, któremu wcześniej zdarzyło się wygrać Ligę Mistrzów, puchar UEFA, Puchar Interkontynentalny, Superpuchar UEFA trzykrotnie zwyciężać w Serie A, czy też grać dla wielkiej Barcelony.

Po zakończeniu kariery Davids może jednak czuć się spełniony. Odcisnął wielkie piętno na futbolu przełomu XX i XXI wieku, zapisując się na stałe w historii dyscypliny. Teraz, w wieku 37 lat, na piłkarskiej emeryturze ze spokojem poświęca się swoim streetsoccerowym pasjom, a jego miłośnikom na całym świecie pozostają poszukiwania drugiego Edgara Davidsa. Kto wie - może gdzieś na ulicach Amsterdamu drybluje między śmietnikiem, a krawężnikiem następca "Pitbulla"?

Edgar "Pitbull" Davids

urodzony 13 marca 1973 r w Paramaribo (Surinam)

Pozycja na boisku: Środkowy pomocnik

Wzrost: 169 cm

Waga: 70 kg

Mecze/gole w karierze klubowej: 514/39

Mecze/gole w reprezentacji Holandii" 74/6

Mecze/gole w ligach:

Eeredivisie: 136/21

Serie A: 192/8

Primera Division: 19/1

Premier League: 40/2

Championship: 6/0

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje