Reklama

Reklama

Echa po zdobyciu DPŚ przez Polaków

"Polacy znowu najlepsi na świecie", "Droga do złota wiodła przez duńskie błoto", "Upragnione złoto zapewnił nam Tomasz Gollob" - informują poniedziałkowe gazety, rozpisując się o zwycięstwie Polaków w Drużynowym Pucharze Świata na żużlu w Vojens. I trudno się dziwić, drugie mistrzostwo świata z rzędu to dowód, że Polska stała się światową stolicą żużla!

Drużynowe mistrzostwo na obcym torze Polacy zdobyli po 14 latach przerwy. Poprzednio ze złota cieszyliśmy się w 1996 roku w Diedenbergen.

Reklama

Polska Speedway Ekstralika należy do dwóch-trzech najsilniejszych na świecie (obok Szwecji i Wielkiej Brytanii). Tegoroczny sukces to efekt długofalowych nakładów, jakie ponoszą nasze najsilniejsze kluby. Zarobki najlepszych żużlowców wynoszą nawet 2 mln zł. Na czysto żużlowcom zostaje jednak dużo mniej, gdyż w tej kwocie muszą opłacić przejazdy i bardzo drogi sprzęt.

Większość ośrodków "czarnego sportu" w kraju nad Wisłą żyje jednak na wyrost. Kluby zalegają z płatnościami. Duńczyk Kennet Bjerre z Betard Wrocław zastrajkował nawet w czerwcu z powodu płacowych zaległości (ok. 200 tys. zł). Na dodatek czerwcowe ulewy spowodowały rewolucję w terminarzu ekstraligi, a to jeszcze bardziej zdołowało budżety klubów. Czy teraz, po spektakularnym sukcesie kwintetu: Tomasz Gollob (12 pkt zdobytych w Vojens), Jarosław Hampel (11 pkt), Rune Holta (10 pkt), Janusz Kołodziej (6 pkt), Adrian Miedziński (5 pkt) wielkie pieniądze wrócą do żużla?

"Czternaście lat czekaliśmy na ten medal. Mam nadzieję, że kiedyś będzie on bardziej doceniany niż ten zdobyty poprzednio" - przyznał menedżer reprezentacji, Marek Cieślak.

Medal może zostać bardziej doceniony, gdyż został zdobyty po heroicznej walce. Wielu obserwatorów zawodów podkreśla ułańską wręcz fantazje i fantastyczne szarże polskich zawodników, którzy odrabiali aż 11-punktową stratę do lidara, a zwycięstwo zapewnił im dopiero finałowy bieg, w którym wygrał niezawodny Tomasz Gollob.

"To było nasze marzenie, by zdobyć mistrzostwo świata na obcym torze. Przyjechaliśmy do jaskini lwa i wygraliśmy. Tor nam nie sprzyjał, podczas tych zawodów zmieniał się kilkakrotnie. Ale my nauczyliśmy się go czytać. Sami widzieliście, jak było ciężko, ale każdy z nas przyłożył się do tego sukcesu. To wielki dzień dla polskiego sportu!" - przyznał cytowany przez Super Express Gollob.

"Dla mnie to złoto jest tym bardziej cenne, że zdobyte z drużyną. Zrobić coś dobrego z zespołem nie jest takie proste. Tym bardziej, że skład został odmłodzony" - podsumował z kolei w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" żużlowiec, który zdobył dla Polski 12 z 15 możliwych punktów. Pewnie zdobyłby komplet, lecz został niesłusznie wykluczony z powtórki po pierwszej serii za uderzenie Nielsena Kristiana Iveresena. "Było w tym więcej jego winy, niż mojej" - skomentował Gollob.

Jego koledzy z reprezentacji byli nieco bardziej sceptycznie nastawieni do sukcesu, podkreślając, że nie są zadowoleni ze swojej jazdy.

Januszowi Kołodziejowi nie wyszły dwa pierwsze biegi, Jarosławowi Hampelowi nie podobało się pogubienie ważnych punktów, a Adrian Miedziński miał duże problemy ze startem.

Szansę na poprawę i zwycięstwo w jeszcze lepszym stylu Polacy będą mieć 9 października, podczas Grand Prix Polski w Bydgoszczy.

Dowiedz się więcej na temat: złoto | złoto | złota | Tomasz Gollob | gollob

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje