Reklama

Reklama

Dudek dla Interia.pl: Nie boję się nawet Brazylii

Bramkarz Realu Madryt i reprezentacji Polski Jerzy Dudek specjalnie dla INTERIA.PL: - Jeśli w Pradze zbawicielem ma być Jerzy Dudek, to ja nie mam nic przeciwko temu. Ale opieranie taktyki na Czechów na grze bramkarza, byłoby jednak grubym nieporozumieniem.

Bohatera finału Ligi Mistrzów z 2005 r. i rezerwowego golkipera "Królewskich" spotkaliśmy w Chorzowie podczas meczu Polska - Irlandia Płn. Wtedy był kibicem reprezentacji Polski prowadzonej przez Leo Beenhakkera. I pewnie nie podejrzewał nawet, że niespełna trzy tygodnie później dostanie powołanie do reprezentacji, tyle że już od Stefana Majewskiego.

Dariusz Wołowski: Wygląda na to, że Jerzy Dudek i Artur Boruc nie mogą być powoływani do kadry w tym samym czasie. Tak bardzo się nie lubicie?

Reklama

Jerzy Dudek, bramkarz Realu Madryt i reprezentacji Polski: - To trener Paweł Janas przestraszył się i nie zabrał mnie na mundial do Niemiec, obawiając się, że nie zaakceptuję roli rezerwowego, będę chodził z łopatką i kopał dołki pod Arturem. Tymczasem ja wiele razy udowadniałem, że potrafię być człowiekiem drużyny, że jej dobro jest dla mnie ważniejsze, niż moje własne.

Potrafiłem usiąść na ławce, gdy trener Engel uznał, że ma bronić Adam Matysek, czy Radek Majdan, mogłem też z ławki wspierać Artura. Jose Reina, który "wygryzł" mnie z bramki Liverpoolu, a także Iker Casillas nigdy nie twierdzili, że Dudek im przeszkadza. Historia futbolu zna dość przykładów wybitnie wyszkolonych piłkarzy, którzy uważali drużynę za coś z czego się korzysta dla własnej sławy. Mnie to jest obce. Nie należę do ludzi stawiających siebie w centrum świata. Nie widzę więc powodu dlaczego trener kadry nie mógłby powołać mnie i Artura, a na zgrupowaniu zdecydować, którego woli wstawić do bramki.

Podejmuje Pan duże ryzyko. Wracać do kadry na wyjazdowy mecz z Czechami, którzy grają o życie, z polską drużyną - rozbitą i mającą trenera nazywanego "tymczasowym". Robota raczej dla sapera.

- Przesada. Życiem nie ryzykuję. Uprawiam zawód, który kocham, a gra w kadrze, to moment najlepszy z możliwych. Gdy zadzwonił do mnie Stefan Majewski nie miałem chwili wahania. Zresztą trener mniej pytał mnie o formę, ale przede wszystkim chciał wiedzieć, czy mam w sobie motywację, by jechać i bić Czechów. Czy znajdę w sobie do tego siłę? Widać, że zależy mu, by dwa następne mecze kadry były zupełnie inne od dwóch ostatnich, przede wszystkim pod względem zaangażowania i ambicji.

W drużynie narodowej coś się rozsypało, przecież nie mamy gorszych piłkarzy niż Irlandia Płn i Słowenia, a jednak w Mariborze zagraliśmy zupełnie bez wiary. Majewski chce, by w Pradze i Chorzowie to się nie powtórzyło i jak go znam, wybierze piłkarzy, którzy zostawią serce na boisku. Nie wiem jakie będą wyniki tych meczów, ale postaramy się, by po nich reprezentanci Polski znów mogli chodzić po ulicy z podniesioną głową.

Rozstał się Pan z kadrą trzy lata temu po porażce z Finami w eliminacjach Euro 2008, teraz wraca Pan jako strażak, w sytuacji gdy batalia o mundial została właściwie przegrana, a w misję Majewskiego wątpią nawet najwięksi fani kadry.

- Wiem, że w Mariborze nadzieja kibiców reprezentacji umarła, ale świat się nie skończył, więc zawsze może być lepiej. Dobre wyniki pozwolą nam odzyskać zaufanie naszych kibiców i nas samych. Nie ma innej drogi.

A w reprezentacji Polski łatwych meczów nie ma. Ja zagrałem ich ponad 50 i nigdy nie było lekko. Czesi wyjdą na mecz w Pradze, żeby nas "zjeść", ale proszę się nie łudzić, że wyobrażają to sobie jak spacerek. My nie mamy zbyt wiele do stracenia, ale będziemy walczyć o honor, reputację drużyny narodowej. Nikt nie lubi bić się z rannym zwierzęciem. Determinacja i zaangażowanie to w piłce połowa sukcesu. Jeśli zostawimy na boisku ostatnią kroplę potu, to różnie może być. Czesi też to wiedzą.

W Pradze Jerzy Dudek musiałby spisać się między słupkami lepiej, niż w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Szykuje się Pan na mecz życia?

- Jeśli Dudek ma być w Pradze zbawicielem, to ja nie mam nic przeciwko temu. Ale opieranie taktyki na Czechów, czy Słowaków na grze bramkarza, byłoby jednak grubym nieporozumieniem. Musimy mieć raczej pomysł jak odepchnąć ich od naszej bramki. Stać nas na to. Ale ja zrobię wszystko co będzie do mnie należało, a może jeszcze więcej. Wierzę, że mecz życia wciąż przede mną.

W 2005 roku, gdy Liverpool wygrywał z Milanem finał Champions League nikt w Polsce nie miał wątpliwości, że Jerzy Dudek wielkim bramkarzem jest. Ale od tamtej pory cztery lata przesiedział Pan na ławce rezerwowych.

- Siedzenie na ławce nikomu nie pomaga. Nie będę wmawiał, że był to dla mnie łatwy czas. Trenuję, haruję i ...do bramki staje kto inny. Taka jest jednak dola drugiego bramkarza, w Realu trudniejsza jeszcze niż gdziekolwiek indziej. Wszyscy w kadrze zespołu podlegają rotacji, z Ronaldo i Kaką włącznie, każdy z rezerwowych na innych pozycjach dostaje szansę gry, i tylko Ikera Casillasa to nie dotyczy. Co ja mogę zrobić? Zasuwać, trzymać formę i czekać.

Przez te cztery lata - dwa w Liverpoolu i dwa w Madrycie miałem swoje chwile zwątpienia, ale też nauczyłem się korzystać z każdej szansy. Gdy w Pucharze Króla, czy Lidze Mistrzów zastępowałem Ikera dziennikarze hiszpańscy zawsze pisali, że trudno było zauważyć, iż to był mój pierwszy mecz od kilku miesięcy. Mam nadzieję, że po moim występie w kadrze, ludzie w Polsce powiedzą to samo. Trenuję z najlepszymi piłkarzami świata, to chyba coś znaczy? Mentalnie ostatnie cztery lata wzmocniły mnie bardzo. Może trener Majewski szuka właśnie takich jak ja, dla których gra z Czechami to nie mecz jeden z wielu?

Co dalej? Nawet jeśli jakimś cudem wygracie oba mecze, eliminacje i tak pewnie okażą się przegrane. W perspektywie poważnej gry będzie dopiero Euro 2012. A Pan w marcu skończy 37 lat.

- Dla mnie nie ma pytania: "Co dalej". Są dwa mecze z Czechami i Słowakami. Tylko o nich myślę i każdemu z kolegów, którzy przyjadą do Wronek na zgrupowanie poradzę to samo. Każdy mecz w drużynie narodowej może być ostatnim. Ale może być też początkiem czegoś pozytywnego. Ja się nie boję Czechów, gdyby trzeba było jechać do Brazylii i tam wygrać, też bym nie pękł. Nie ma gorszego doradcy w piłce niż strach. To nie jest dyscyplina dla kogoś, kto panicznie boi się porażki. Nie można przyjmować powołania do kadry z lękiem, bo to przecież dla piłkarza największe wyróżnienie.

Rozmawiał: Dariusz Wołowski

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

DUDEK BRONI POWOŁAŃ MAJEWSKIEGO

Kibice do Majewskiego: Gdzie Boruc i "Kosa"? Po co ten Dudek?

Dowiedz się więcej na temat: majewski | mecze | eliminacje | Madryt | bramkarz | bramki | kadry | mecz | Jerzy Dudek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL