Reklama

Reklama

Dramatyczne chwile Kasperczaka

Za nami 11. kolejka ekstraklasy. Zespoły z "wielkiej czwórki" czyli: Legia, Polonia, Lech i Wisła odniosły planowe zwycięstwa. Za to coraz bardziej minorowe nastroje panują w Zabrzu.

Henryk Kasperczak miał w Górniku budować wielki zespół, a teraz - po raz kolejny - deklaruje: - Bronimy się przed spadkiem.

Reklama

Były trener Wisły przeżywa w Zabrzu dramatyczne chwile. Miał wyrwać zespół z marazmu, w jaki wprowadził go Ryszard Wieczorek, a tymczasem nic z tego nie wychodzi. Pod jego kierunkiem drużyna wywalczyła zaledwie cztery punkty i odpadła z Pucharu Polski.

Kibice mogą powoli stracić cierpliwość. Oczywiście nikt rozsądny nie wymagał od nowego trenera nawiązania walki o czołowe pozycje, ale Górnik na przedostatnim miejscu w tabeli, to już spora przesada. Ciekawe czy szefowie firmy Allianz sponsorującej Górnika zaczynają żałować, że zatrudnili Kasperczaka. Przecież z zarabiającym dużo mniej Wieczorkiem wyniki nie mogły być gorsze.

Za to ostatni pogromca Górnika - Paweł Janas potwierdza, że jest bardzo dobrym fachowcem i dobrze, że po dwuletniej przerwie wrócił na trenerską ławkę. Jego GKS Bełchatów zaimponował w Zabrzu ogromną determinacją. Doprowadzić ze stanu 1:2 do 3:2, gdy się gra w "10", to naprawdę wyczyn godny uznania.

Nowym liderem ekstraklasy została Legia. Drużyna Jana Urbana, po koszmarnym sierpniu, zaczęła grać na miarę oczekiwań - efektownie i skutecznie. Warszawski klub dysponuje najszerszą i najrówniejszą kadrą w Polsce. Slogan o dwóch równorzędnych zawodnikach na każdą pozycję w przypadku Legii ma potwierdzenie w rzeczywistości.

W spotkaniu z Lechią Urban nieoczekiwanie postawił na Edsona oraz Alaksandra Vukovica i obaj należeli do wyróżniających się zawodników. Ciekawe tylko, czy pozostaną na Łazienkowskiej? Brazylijczykowi w grudniu kończy się kontrakt, a Vuković już dawno zapowiedział, że chce odjeść z Legii.

Niedawno pojawiła się informacja, że w najbliższym oknie transferowym będzie mógł opuścić warszawski klub za dramo. Tymczasem dyrektor sportowy Legii, Mirosław Trzeciak, stanowczo temu zaprzeczył.

Do równowagi, po prestiżowej porażce z Legią, wróciła Wisła. Trener Maciej Skorża w spotkaniu z Ruchem też zastosował rotację w składzie, sadzając na ławce rezerwowych: Marcina Baszczyńskiego, Arkadiusza Głowackiego, Marka Zieńczuka i Wojciecha Łobodzińskiego. Ten ostatni zaczyna przegrywać rywalizację o miejsce w podstawowym składzie z 20-latkiem Patrykiem Małeckim.

Skorża martwił się tylko, że nadal nie może dać odpocząć Pawłowi Brożkowi. Krakowski napastnik, od początku sezonu rozegrał już 21 spotkań spędzając na boisku 1781 minut i przydałaby mu się chwila wytchnienia.

- Wśród zawodników ofensywnych nie mam takiego komfortu, jak w defensywie - wyjaśnił trener Skorża fakt, że "Brozio" spędził na boisku 90 minut.

Po kilku słabszych występach obudził się Lech. To była najwyższa pora, gdyż już w czwartek będziemy za "Kolejorza" ściskać kciuku w meczu fazy grupowej Pucharu UEFA. Przeciwko Odrze Wodzisław popisową partię rozegrał Semir Stilić. Bośniak zdobył gola po bardzo efektownej akcji, wykazując się rzadko spotykanym na naszych boiskach kunsztem technicznym.

Konsekwentnie punkty gromadzi Polonia Warszawa. Ekipa Jacka Zielińskiego nie gra może efektownie, ale do bólu skutecznie. Przekonała się o tym Arka Gdynia, która po świetnym początku żegluje w dolne rejony tabeli, a stołek Czesława Michniewicza zaczyna być jednym z najbardziej gorących w lidze.

Dowiedz się więcej na temat: Wisła | Legia Warszawa | polonia | Maciej Skorża | Zabrze | chwila

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje