Reklama

Reklama

Dozwolona szpryca Marit Bjoergen

Zwycięstwa Marit Bjoergen na dozwolonym przez FIS i WADA dopingu poruszyły nie tylko Polskę. Sprawę opisują także rosyjskie media.

Czy to jest zgodne z duchem sportu, że Marit Bjoergen, najgroźniejsza rywalka Justyny Kowalczyk , może stosować środki, które są na liście środków dopingujących? Czy wszystko da się wytłumaczyć zgodą FIS-u i WADA?

Nie trzeba zamykać Marit w szatni

Sprawa odżyła podczas MŚ w Oslo na dzień przed biegiem na 10 km techniką klasyczną. Słowenka Petra Majdić stwierdziła, że jest tylko jedna droga, aby pokonać Bjoergen: - Trzeba zamknąć ją w szatni przed startem - powiedziała żartem.

Reklama

Rosyjski trener Justyny Kowalczyk, Aleksander Wierietielny nie zgodził się z Majdić: - Nie trzeba wcale zamykać Marit w szatni. Wystarczy zabronić jej zażywania leku, który jest bardzo wysoko na liście zabronionych środków dopingujących. Stosowanie tego leku to niesamowite wsparcie dla tej biegaczki. Dobrze się dzieje, że głośno mówimy o tym nie tylko my, ale także inne ekipy, na przykład Słoweńcy - powiedział Wierietielny.

- Ten mój srebrny medal jest jak złoty. W każdym razie w epoce astmatyków... - żartowała Justyna po wywalczeniu drugiego miejsca w biegu techniką łączoną 2x7,5 km.

Salbutamol dodał jej skrzydeł?

Ową tajemniczą substancją wspomagającą, jaką zażywa Marit Bjoergen, jest salbutamol. Faktycznie, istnieje w wykazie WADA (World Anti-Doping Agency). Jego koncentracja w moczu większa niż 1 nanogram na mililitr jest niedozwolona. Salbutamol powoduje rozkurcz oskrzeli i poprawę wentylacji płuc.

Salbutamol jest główną substancją leku, jaki zażywa Bjoergen - symbicortu. WADA i FIS zezwoliły Marit na korzystanie z tego leku w 2009 r. Efekt był piorunujący.

Na inaugurację sezonu Pucharu Świata 2009/2010 w Beitostoelen Bjoergen dołożyła rywalkom pół minuty na 10-kilometrowej trasie! Była to różnica kolosalna w porównaniu do ostatnich zawodów sezonu 2008/2009 z marca, które ukończyła jako 20., ze stratą dwóch i pół minuty do Kowalczyk!

Cudowne działanie symbicortu mogliśmy zaobserwować także w Vancouver, gdzie Bjoergen zdobyła trzy złote medale, a z Kowalczyk przegrała tylko raz, na dystansie 30 km ze startu wspólnego.

Więcej tlenu w płucach = silniejsze mięśnie

Nikt w Norwegii nigdy nie ukrywał, że gwałtowna progresja wyników Bjoergen jest ściśle związana z zażywaniem preparatu zawierającego salbutamol. Trener Marit, Egil Kristiansen, mówił przed startem olimpijskiego sezonu 2009/2010: - Marit zrobiła spore postępy z punktu widzenia techniki i psychologii, ale najważniejsze, że otrzymała zgodę na zażywanie nowego lekarstwa na astmę, bez którego ona nie jest w stanie funkcjonować.

Lekarz kadry Norwegii, Hans Peter Stokke poszedł jeszcze dalej: - Nowe lekarstwo Marit w znacznym stopniu udrożnia jej drogi oddechowe. Marit otrzymuje więcej tlenu do płuc, a to bezpośrednio wpływa na jej mięśnie - one stają się silniejsze.

Bjoergen: Bez astmy byłabym jeszcze silniejsza

- Nie sądzi pani, że istotny wpływ na pani medale mają lekarstwa przeciwastmatyczne? - zapytali dziennikarze Marit Bjoergen po jej ostatnim triumfie.

- Spodziewałam się tego pytania. Mam astmę. Z jej powodu mam oficjalną zgodę na zażywanie specjalnych preparatów. Według mnie głównym czynnikiem, dzięki któremu zdobywam te medale, były siódme poty, jakie wyciskałam podczas treningów. Sporo pracowałam nad techniką. Jestem przekonana, że gdybym nie chorowała na astmę, osiągnęłabym w tym biegu jeszcze lepszy czas - odparła Norweżka.

Kilka dni temu doktor Stokke opublikował wyniki najnowszych badań organizmu Bjoergen, zgodnie z którymi jego podopieczna ma oddychanie ograniczone o 20 procent w porównaniu z biegaczkami wolnymi od astmy, a salbutamol tylko częściowo pomaga zniwelować tę różnicę.

"Sęk w tym, że jest to stanowisko lekarza Bjoergen, który nie musi być obiektywny, a WADA czy FIS żadnych komunikatów w sprawie stanu zdrowia Bjoergen nigdy nie publikowali. Być może dlatego, że w wypadku astmy diagnoza jest lekarską tajemnicą, a jak to w wypadku każdej tajemnicy bywa, rodzą się pytania. Chociażby takie, dlaczego jedni mogą przyjmować to, co dla innych jest zabronione?" - zwrócił uwagę rosyjski "Sport Express".

"Problem z Bjoergen polega na tym, że każdy powinien się określić: albo wierzy ekspertom WADA, albo nie" - twierdzi w rozmowie z rosyjskim "Sport Expressem" szwedzki ekspert narciarstwa biegowego Klas Berglund. I dodaje: "Ja osobiście wierzę im, a jeśli ktoś jest innego zdania, to nie trafi do niego żadna argumentacja. Znam bardzo dobrze ten typ ludzi nie wierzących nikomu i niczemu. W Szwecji, jak pewnie w każdym innym kraju, jest wystarczająco wielu idiotów, którzy wypisują w internecie, co im tylko wpadnie do głowy".

Haag i Rickardsson też mają zgodę na doping

Berglund zwraca uwagę na fakt, że nie tylko w stosunku do Bjoergen WADA uczyniła wyjątek. Dwukrotna srebrna medalistka olimpijska z Vancouver Anna Haag i mistrz olimpijski w sztafecie Daniel Rickardsson mają również zgodę, na stosowanie takich samych preparatów, jakie przyjmuje Bjorergen. Wokół nich nie ma jednak takiego zamieszania, jakie zrobiło się wokół Norweżki. Tylko dlatego, że tak często nie wygrywają?

Całej sprawie smaczku dodaje fakt, że astma jest stosunkowo słabo rozpoznaną chorobą. Do dzisiaj nie wynaleziono skutecznej metody jej leczenia. Tak naprawdę w praktyce nie jest zbadany temat: "Astma wśród sportowców".

Czy Marit wywoływałaby tak wielkie kontrowersje, gdyby - nawet zażywając salbutamol - zajmowała dalekie miejsca? Pewnie nie. "Ale astmatyk Bjoergen już drugi sezon jest prawie niepokonana i jest o krok od ustanowienia absolutnego rekordu liczby zwycięstw odniesionych na jednych mistrzostwach świata. Jest dosyć oczywiste, że jej fenomen powinien zostać wyraźnie objaśniony od strony medycznej. To będzie najlepsze dla wszystkich, także dla samej Marit Bjoergen, która teraz niemal codziennie musi tłumaczyć, że nie jest wielbłądem" - napisała opiniotwórcza rosyjska gazeta "Sport Express".

Podnosząc larum wobec sukcesów Bjoergen, my Polacy musimy pamiętać, że gdy po medale igrzysk olimpijskich sięgali Otylia Jędrzejczak czy Robert Korzeniowski, nie bolało nas, że chorują na astmę...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje