Reklama

Reklama

Doping w sporcie - od Hicksa do Gaya i Powella

Sprinterzy Amerykanin Tyson Gay i Jamajczyk Asafa Powell dopisali w niedzielę najnowszy odcinek sagi o dopingu w sporcie. Wszystko zaczęło się ponad sto lat temu, choć historycy nie są zgodni, kiedy miał miejsce pierwszy przypadek niedozwolonego wspomagania.

Historycy początków dopingu dopatrzyli się już w rywalizacji uczestników starożytnych olimpiad, którzy stosowali rozmaite diety i produkty, by biegać szybciej czy skakać dalej. Substancje znajdujące się dziś na liście zakazanych przyjmowali też gladiatorzy.

Reklama

Słowo doping pojawiło się w jednym z angielskich słowników w 1889 roku. Pochodzi od "dop", czyli nazwy napoju alkoholowego przygotowywanego przez członków afrykańskich plemion, a mającego służyć pobudzeniu przed uroczystościami religijnymi bądź działaniami wojennymi.

Dopiero w dwudziestym wieku zaczęto nim określać szereg substancji stosowanych przez sportowców dla poprawienia wydolności czy siły fizycznej.

Niektórzy piszą o regularnym zażywaniu środków wzmacniających przez belgijskich i francuskich kolarzy w latach 70. dziewiętnastego wieku. Za doping uznają też zażywanie efedryny przez angielskiego kolarza Artura Lintona, który w 1896 wygrał wyścig Paryż-Bordeuax i zmarł kilkadziesiąt dni później.

Inni za prekursora niedozwolonego wspomagania uważają Amerykanina Thomasa J. Hicksa. W 1904 roku, podczas igrzysk w St. Louis (USA), w ogromnym upale pierwszy na stadion dotarł Fred Lorz z Nowego Jorku. Został ogłoszony zwycięzcą i sfotografowany z córką prezydenta Franklina Delano Roosevelta - Alice, ale wtedy okazało się, że ćwierć dystansu przejechał w powozie i złoty medal otrzymał jego rodak Hicks.

Później wyszło na jaw, że podczas biegu wzmacniał się... strychniną, podaną mu w jajku, które popijał brandy. Według lekarzy to miało być przyczyną zapaści, której doznał za metą.

Już w latach 20. poprzedniego stulecia stało się jasne, że dla zachowania zdrowych zasad rywalizacji konieczne będzie wprowadzenie prawnych restrykcji. W 1928 roku światowa federacja lekkoatletyczna (IAAF) jako pierwsza zakazała przyjmowania narkotyków czy innych substancji stymulujących.

Problem jednak rozszerzał się na inne dyscypliny i środki, m.in. hormony. Narastająca świadomość o powszechnym stosowaniu środków dopingowych skłoniła (w połowie lat 60.) międzynarodowe federacje sportowe (m.in. kolarską i piłkarską) do wprowadzenia testów sprawdzających "czystość" organizmów zawodników.

Podobnie postąpił w 1967 r. Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Zwłaszcza, że w 1960 r. doping był przyczyną pierwszego i - jak dotąd jedynego - przypadku śmierci sportowca w trakcie igrzysk. Duński kolarz Knud Enemark Jensen zmarł podczas jazdy drużynowej na czas w Rzymie. Spadł z roweru i wkrótce stwierdzono zgon. Sekcja zwłok wykazała, że był pod wpływem dużej dawki amfetaminy.

Po tej tragicznej śmierci kolarza MKOl postanowił stworzyć Komisję Medyczną i opublikował listę zabronionych medykamentów.

Pierwszym olimpijczykiem, który miał pozytywny wynik testu antydopingowego, był szwedzki pięcioboista Hans Gunnar Liljenwall. Stracił brązowy medal igrzysk 1968 r. w Meksyku za używanie... alkoholu.

20 lat później w Seulu doszło do jednego z najgłośniejszym skandali dopingowych w historii. Kanadyjskiego sprintera Bena Johnsona pozbawiono złotego medalu olimpijskiego za bieg na 100 m (9,79 - rekord świata) w 72 godziny po finale za stosowanie stanozololu, to rodzaj sterydu anabolicznego. Tytuł mistrza olimpijskiego i miano najszybszego człowieka świata przyznano drugiemu na mecie Amerykaninowi Carlowi Lewisowi.

Mimo groźby wykrycia, wielu sportowców nie zaprzestawało stosowania dopingu. W 1990 r. ujawniono dokumenty, z których wynikało, że sportsmenkom NRD, głównie pływaczkom i lekkoatletkom, podawano bez ich wiedzy sterydy anaboliczne i inne środki o podobnym działaniu. Robili to trenerzy i lekarze, a wszystko w ramach państwowego systemu zarządzania sportem wyczynowym. Wielu zawodników doznało poważnych uszczerbków na zdrowiu.

Pod koniec lat 90., po licznych aferach dopingowych, MKOl zdecydował się utworzyć Światową Agencję Antydopingową (WADA), z myślą o bardziej skutecznej walce z tym zjawiskiem. Działa od 1999 roku i nie ustaje w wysiłkach, by sport był bardziej czysty, choć środowisko regularnie jest wstrząsane kolejnymi aferami.

Nazwiska lekkoatletów: Niemców Katrin Krabbe i Dietera Baumanna, Amerykanów Marion Jones, Justina Gatlina i Tysona Gaya oraz Jamajczyków Veroniki Campbell-Brown i Asafy Powella czy Greków Ekateriny Thanou i Kostasa Kenterisa będą kojarzyć się tyleż z sukcesami, medalami i rekordami, co dopingowymi skandalami.

Podobne miejsce w historii sportu zajmie Amerykanin Lance Armstrong i wielu innych kolarzy m.in. jego rodak Floyd Landis, Niemiec Jan Ullrich czy Włoch Marco Pantani, który zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków i leków antydepresyjnych.

Dopingiem skażony był też legendarny piłkarz argentyński Diego Maradona, jego rodak, tenisista Mariano Puerta czy pochodzący z Niemiec biegacz narciarski Johann Muehlegg. Trudno sobie wyobrazić, by "lista hańby" była zamknięta...

Dowiedz się więcej na temat: Asafa Powell | Tyson Gay | doping | afera dopingowa | lekkoatletyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje