Reklama

Reklama

"Do Pekinu po złoty medal"

Chcę walczyć w Pekinie o złoty medal i uważam, że stać mnie na to - zapowiada Szymon Ziółkowski, polski młociarz, mistrz olimpijski z Sydney (2000) i mistrz świata z Edmonton (2001).

Ziółkowski od kilku miesięcy buduje formę na sierpniowe igrzyska olimpijskie. By pojechać na trzecie z rzędu igrzyska musi zdobyć minimum ustalone przez Polski Związek Lekkiej Atletyki, które wynosi 78,50 m.

"Z wywalczeniem kwalifikacji olimpijskiej nie powinno być większych kłopotów. Na uzyskanie minimum mamy czas od pierwszego maja do siódmego lipca, kiedy to odbędą się mistrzostwa Polski. Nie ukrywam, że będę chciał jak najszybciej uzyskać kwalifikację olimpijską. Może uda się już to zrobić w pierwszym starcie - 10 maja podczas mityngu Grand Prix w Osace. Podczas zgrupowania w Portugalii rzuciłem już 77 metrów. To o metr dalej niż rzucałem w tym samym okresie rok temu" - wyjaśnił młociarz AZS Poznań.

Reklama

Mistrz olimpijski z Sydney przygotowania do tegorocznych igrzysk rozpoczął w listopadzie od zgrupowania w Zakopanem. Niedawno wrócił z Portugalii, gdzie trenował przez trzy tygodnie. Przed nim kolejny wyjazd - na miesiąc do Republiki Południowej Afryki.

"Nie czuję znużenia kolejnymi zgrupowaniami. Każdy obóz odbywa się w innym miejscu, na każdym z nich pracujemy też inaczej. Nie ma tutaj mowy o monotonii. Mamy jasno określone cele na ten sezon" - zaznaczył Ziółkowski.

Kariera najlepszego polskiego młociarza to czas wzlotów i upadków. Po zdobyciu złotego medalu na IO w Sydney w 2000 roku i mistrzostwa świata w Edmonton rok później, nastąpiło kilka "chudych" lat. Od trzech sezonów poznański lekkoatleta powoli wraca do elity najlepszych młociarzy. W 2005 roku z mistrzostw świata w Helsinkach przywiózł brązowy medal. W kolejnym sezonie rzucał coraz lepiej, ale na mistrzostwach Europy w Goeteborgu był dopiero piąty. Ostatni rok nie należał do najbardziej udanych.

"Ubiegły rok nie był zły, ale przez długi czas borykałem się z różnymi kontuzjami. Na mistrzostwach świata w Osace byłem siódmy, ale to był wyjątkowy konkurs. Rzuciłem 80,09, a taka odległość dała mi na przykład złoto w Sydney. A w Osace aż siedmiu zawodników rzuciło ponad 80 metrów. Dla mnie ten konkurs był takim "przyrodniczym ewenementem" i pewnie szybko się nie powtórzy" - podkreślił Ziółkowski.

Nie ukrywa, że jego celem w Pekinie będzie walka o medal. "I to mówię jak najbardziej poważnie - chcę walczyć o złoty medal i uważam, że stać mnie na to. Rywale do medalu na pewno będą ci sami co podczas mistrzostw świata w Osace - Iwan Tichon, Wadim Dewiatowski, Primoż Kozmus, Krisztian Pars, Libor Charfreitag i Koji Murofushi. Nie sądze by przed igrzyskami pojawił się ktoś spoza tej grupy" - powiedział.

"Najważniejsze, że kłopoty ze zdrowiem mam już za sobą. Teraz nic mi nie dolega, nic mnie nie boli... Choć w naszym środowisku mówi się, że jak rano nic cię nie boli, to sprawdź czy żyjesz" - dodał żartobliwie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje