Reklama

Reklama

Do kogo powinien przyjść święty Mikołaj? Ci sportowcy zasłużyli na prezenty za postawę fair play

Szósty dzień grudnia to ulubiona data w życiu niemal wszystkich dzieci. Mają wtedy szansę na otrzymanie upragnionego podarku od świętego Mikołaja. Warunek jest jeden - muszą wyróżniać się dobrym zachowaniem. Na wizytę "brodacza z Rovaniemi" czekać może także spora część sportowców, którzy zasłużyli sobie na prezent wyjątkową postawą fair-play. Oto kilka kandydatur.

Leeds United i Vejle BK

Pod koniec kwietnia sporo zamieszania wywołał gol... Mateusza Klicha. Polak trafił do siatki w starciu z Aston Villą, co spowodowało spore oburzenie w szeregach rywali. W tym samym czasie na murawie leżał bowiem ich napastnik Jonathan Kodjia, dlatego domagali się przerwania gry. Bramka jednak musiała zostać uznana, przez co doszło do sprzeczki obu ekip.

Po wznowieniu gry szkoleniowiec Leeds Marcelo Bielsa nakazał swoim podopiecznym, by pozwolili przyjezdnym doprowadzić do wyrównania. Do polecenia trenera nie zastosował się tylko Pontus Jansson, który zaciekle próbował powstrzymać Alberta Adomaha. Ten jednak ze spokojem wpakował futbolówkę do pustej bramki. Spotkanie skończyło się wynikiem 1-1.

Reklama

Wyjątkowość tego gestu potęguje fakt, że jednobramkowe zwycięstwo gwarantowało Leeds bezpośredni awans do Premier League. Strata punktów spowodowała, że musieli walczyć o promocję w barażach, w których ostatecznie polegli z Derby County.

Postawę Leeds doceniła FIFA, wręczając drużynie Klicha nagrodę fair play.

Co ciekawe, w podobnej sytuacji znalazł się inny z Polaków - Kamil Grabara. W trakcie meczu ligi duńskiej z Vejle BK naszego golkipera, strzegącego dostępu do bramki AGF Aarhaus, pokonał Władłen Jurczenko. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Ukrainiec przelobował Grabarę z połowy boiska po rzucie sędziowskim, gdy chciał oddać piłkę ekipie z Arhaus w geście fair play.

Kontrowersje wywołała decyzja arbitra, który orzekł, że ratujący się rozpaczliwą interwencją polski golkiper dotknął futbolówkę, choć powtórki nie pozwoliły na jednoznaczną ocenę sytuacji. Brak kontaktu Grabary z piłką spowodowałby anulowanie gola - by bramka po rzucie wolnym pośrednim była ważna, piłkę musi dotknąć przynajmniej dwóch graczy.

Na szczęście sytuację załagodzili piłkarze Vejle, którzy zachowali się podobnie jak zawodnicy Leeds - pozwolili przeciwnikom swobodnie doprowadzić do wyrównania. Warto odnotować, że w ostatnich minutach spotkania Grabara obronił "jedenastkę" wykonywaną przez Jurczenkę.

Polscy skoczkowie

Przed ostatnimi zawodami Letniego Pucharu Kontynentalnego Norweg Joakim Aune napotkał ogromny problem - na miejsce konkursu nie dotarły jego narty. Jego występ stanął więc pod wielkim znakiem zapytania. Z pomocą ruszyła mu ekipa polskich skoczków, pożyczając narty, w których wystartował. Po zakończeniu zmagań Norweg podziękował Orłom w swoim wpisie na Instagramie.

- Skoki narciarskie są czasem jak jazda rollercoasterem. Jedziesz powoli na samą górę, a najlepsza zabawa jest wtedy, gdy pędzisz na sam dół. Dziękuję za pomoc Andrzejowi Stękale i polskiemu zespołowi - pisał Norweg.

Aleksander Śliwka

W spotkaniu czwartej kolejki PlusLigi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle podejmowała ekipę Aluron Virtu CMC Zawiercie. Po jednym z ataków przyjezdnych arbiter wskazał na aut i przyznał punkt gospodarzom. Drużyna z Zawiercia zgłosiła protest i chciała prosić o wideoweryfikację. Ostatecznie do niej nie doszło, bo przyjmujący ZAKSY Aleksander Śliwka przyznał się, że dotknął piłkę. Grę wznowił więc Aluron.

Braima Suncar Dabo

Biegacz z Gwinei Bissau zebrał owacje na stojąco od całego stadionu już pierwszego dnia tegorocznych lekkoatletycznych MŚ w Doha. Podczas biegu na 5000 metrów chwycił pod rękę kontuzjowanego Jonathana Busby’ego i pomógł mu dotrzeć do mety. Gromkie brawa były zasłużone. Dabo nie miał względu na rangę imprezy i chęć osiągnięcia jak najlepszego czasu, po prostu ruszył na pomoc, za co należy mu się ogromny szacunek.

Jakub Błaszczykowski

Przed transferem do Borussii Dortmund spędził w krakowskiej Wiśle dwa i pół roku. To wystarczyło, by "Biała Gwiazda" zagościła w jego sercu. W ostatnim meczu przed wyjazdem do Niemiec zaprezentował krakowskim kibicom T-shirt z napisem: "Jeszcze tu wrócę". Obietnicy dotrzymał i to w najtrudniejszym momencie w historii 13-krotnego mistrza Polski.

Klubowe kasy niemal świeciły pustkami, kadra została znacznie uszczuplona, bo kilku zawodników rozwiązało kontrakty, a nad Wisłą krążyło widmo upadku. Właśnie w takich okolicznościach Błaszczykowski zdecydował się na powrót na stadion przy ulicy Reymonta.

Jego obecność okazała się być zbawienna - pomógł rozbitej ekipie na wielu polach: sportowo, finansowo, wizerunkowo, medialnie. Jego osoba sprawiła, że przez chmury, które zebrały się nad "Białą Gwiazdą" zaczęły nieśmiało przebijać się słoneczne promyki.

Błaszczykowski pożyczył Wiśle pieniądze, sam zdecydował się grać za 500 złotych miesięcznie, a pieniądze te poświęcał na bilety dla dzieci z domów dziecka. Obecność reprezentanta Polski wzbudzała zaufanie i pomogła wystartować krakowskiemu zespołowi w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu.

Były zawodnik BVB jest gwiazdą na polskich boiskach i choć przegapił sporo spotkań z powodu kontuzji, wciąż wzbudza ogromne zainteresowanie. Świadczy o tym chociażby ostatnia umowa podpisana przez Białą Gwiazdę z jednym ze sponsorów. Jej ciągłość jest uwarunkowana związkiem Błaszczykowskiego z Wisłą.

Na pochwałę zasługują także inni wiślacy, którzy w trudnych chwilach nie zdecydowali się na rozwiązanie kontraktów z powodu zaległych pensji, lecz zostali, by wspólnie walczyć o przyszłość klubu. Choć ekipa ze stolicy Małopolski okupuje obecnie ostatnią lokatę w tabeli Ekstraklasy, droga którą przeszła w powrocie do normalności już zasługuje na uznanie.

Hubert Hurkacz

W sierpniu Hubert Hurkacz spotkał się w drugiej rundzie turnieju ATP w Winston-Salem z niesłyszącym Duckiem Hee Lee. Przy jednym z zagrań Polak mógł wykorzystać niepełnosprawność swojego rywala, lecz gdy sędzia nakazał mu powtórkę pierwszego serwisu nie zaskoczył Koreańczyka mocnym podaniem. asygnalizował, że będzie to pierwszy serw, dzięki czemu Hee Lee mógł się przygotować na niewygodną piłkę.

Ninon Guillon-Romarin

Podczas konkursu w skoku o tyczce na mistrzostwach świata w Doha, doszło do groźnie wyglądającej sceny, a kibice martwili się, czy Angelica Bengtsson nie odniosła poważnych obrażeń. Tuż po odbiciu się Szwedki od ziemi jej tyczka pękła, a zawodniczka spadła plecami na materac, po czym uderzyła głową w metalową część rozbiegu.

Na szczęście okazało się, że to nic poważnego, a Szwedka mogła kontynuować rywalizację. Pomogła jej w tym Francuzka Ninon Guillon-Romarin, która pożyczyła jej swoją tyczkę, na której Bengtsson po chwili ustanowiła rekord kraju.

Młodzieżowa drużyna Galatasaray

W trakcie meczu drużyn do lat 14 Galatasaray - Istanbulspor kapitan gospodarzy Beknaz Almazbekov wywalczył rzut karny nurkując w "szesnastce". Przyjezdni byli oburzeni decyzją arbitra, lecz była już ona nieodwołalna. Do "jedenastki" podszedł sam "poszkodowany", który zachował się honorowo i wykopał piłkę za linię końcową. Bramkarz Istanbulspor nagrodził go za to brawami.

Tomasz Brożek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje