Reklama

Reklama

Długowieczni trenerzy w lodowej rynnie - 10 lat Skowrońskiego w kadrze

Mija dziesięć lat pracy Marka Skowrońskiego z reprezentacją Polski w saneczkarstwie. Jednak rekordzistą pod względem długości stażu nie jest, bo w tej dyscyplinie, jak w żadnej innej, stawia się na wiedzę i doświadczenie.

- Po igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City objąłem kadrę narodową. Do 1993 roku pracowałem w KTH Krynica, a w międzyczasie krótko prowadziłem kadrę juniorów i seniorów - powiedział mieszkający w Krynicy 56-letni Skowroński.

Szkoleniowcy w lodowej rynnie niejako są "skazani" na długowieczność. - Pracuję dziesięć lat, ale z liczących się krajów wszyscy trenerzy zajmują stanowiska dłużej ode mnie. Najdłużej jest Włoch Walter Plaikner (mistrz olimpijski 1972 i świata 1971). Najliczniejszą grupę szkoleniowców mają Niemcy. Co jakiś czas dochodzi ktoś młody. Z Rosjanami pracuje pochodzący z Liechtensteinu Wolfgang Schaedler, wcześniej opiekujący się przez ponad 20 lat ekipą Amerykanów. Sborna ma też zajmującego się przygotowaniem kondycyjnym Niemca Martina Hillebranda - stwierdził polski trener.

Reklama

- W saneczkarstwie trenerzy zmieniają się rzadko. Nasza dyscyplina wymaga znajomości torów, sprzętu itp. Tego można się nauczyć będąc praktykiem - dodał.

Prywatnie Skowroński jest żonaty, ma syna i dwie wnuczki. Fascynuje go hokej na lodzie i brydż. - Poza sportem uwielbiam przyrodę. W czasach szkolnych syn jeździł na sankach, wyglądało to obiecująco, ale niestety zlikwidowano saneczkarstwo w Krynicy. Ze względu na wyjazdy trochę zaniedbuję rodzinę, ale na szczęście najbliżsi są wyrozumiali i mnie wspierają - przyznał.

Marek Skowroński jest byłym reprezentantem Polski. W 1981 roku w Hammarstrand zajął dziewiąte miejsce w mistrzostwach świata. Rok wcześniej był dziesiąty w mistrzostwach Europy w Olang. Kilka razy zdobył tytuł mistrza Polski.

Marzą mu się sukcesy z podopiecznym, ale trudno o najwyższe pozycje, m.in. ze względów finansowych. Właśnie dlatego w ostatnich sezonach z walki w lodowej rynnie wycofali się bracia Marcin i Grzegorz Piekarscy, Krzysztof Lipiński czy Przemysław Pochłód. Przed obecnym sezonem z saneczkarstwa zrezygnowała też Ewelina Staszulonek, która była najbliżej czołówki.

- Nie ma w Polsce takiego systemu, jak w wielu krajach, gdzie najlepsi zawodnicy są w wojsku lub policji i mają co miesiąc wynagrodzenie. Pozwala im to na zajęcie się treningami i nie są na garnuszku rodziców. Brakuje nam również odpowiedniej bazy - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje