Reklama

Reklama

Detroit Pistons zastrzegą numer Rodmana

Detroit Pistons, pierwsza drużyna, w której barwach grał w NBA Dennis Rodman ogłosiła dzisiaj, że wycofuje z użycia numer 10, który "Robak" nosił na koszulce grając w barwach Tłoków. Ceremonia odbędzie się 1 kwietnia przy okazji meczu z Chicago Bulls.

Decyzję ogłosił dzisiaj Joe Dumars, obecnie prezydent klubu, a wcześniej wieloletni partner Rodmana w drużynie. W trakcie swojego przemówienia podkreślił, że w ten sposób klub chce uhonorować Rodmana nie tylko za jego osiągnięcia indywidualne, ale i za wkład w stworzenie świetnie funkcjonującej drużyny, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo w latach 1989-1990.

"Robak" został wybrany w drafcie przez Pistons w 1986 roku z numerem 27. Jak pisał w swojej książce "Zły do szpiku kości" koszykówka uratowała mu życie. Wcześniej popadał kilkukrotnie w kłopoty z prawem. Na swojej uczelni Southeastern Oklahoma State był o dziwo najlepszym strzelcem ze średnią z 3 lat na poziomie 25.7 punktu. Dla tych którzy pamiętają Rodmana z ostatnich lat gry taka średnia jest wręcz nie do pomyślenia.

Reklama

Dennis od samego początku gry w Pistons znalazł wspólny język z trenerem Chuckiem Daly, którego wielokrotnie nazywał swoim koszykarskim ojcem. To Daly zaszczepił w nim ducha rywalizacji, o którym Rodman pisał w swojej książce. Na treningach zawsze rywalizował z najlepszymi zawodnikami. Na początku jego kariery był to Adrian Dantley, który był świetnym strzelcem w połowie lat 80., a później Mark Aguirre, czy też w Chicago Scottie Pippen, czy nawet z Michael Jordan.

Takie podejście do gry pozwoliło mu stać się jednym z najwybitniejszych obrońców, możliwe że nawet w historii ligi. W latach 1990 i 1991 wybierany był najlepszym defensorem całej ligi. Był świetnym zbierającym, jego rekordowe osiągnięcie z sezonu 91-92 to 18.7 zbiórki na mecz. Rok później był niewiele gorszy, zbierał 18.3 zbiórki. Były to najlepsze średnie od czasów Wilta Chamberlaina z początku lat 70. Z resztą po zakończeniu przez niego kariery najbardziej zbliżył się do jego wyniku Ben Wallace w 2003 roku i w obecnym sezonie Kevin Love. Jednak różnica to ponad 3 zbiórki na mecz, czyli przepaść.

Rodman poza byciem świetnym obrońcą, był zawodnikiem niezwykle inteligentnym. Świetnie czytał grę. To ta umiejętność pozwoliła mu zostać najlepiej zbierającym graczem ligi przez 7 lat z rzędu. Przecież przy wzroście 2 metry musiał jakoś sobie radzić z rywalami często wyższymi o 20 centymetrów. Jak powiedział swego czasu Phil Jackson, Rodman był zawodnikiem, który najszybciej nauczył się grania trójkątów, z którymi ogromne problemy ma chociażby w tej chwili Ron Artest.

Rodman swoją postawą na boisku szokował, ale jednocześnie porywał. Od momentu odejścia z Detroit jego znakiem rozpoznawczym był często zmieniany kolor włosów. Pamiętam jak dziś, gdy czekałem na pierwszy mecz finałów Chicago Bulls - Seattle Supersonics, komentatorzy TVP potraktowali temat koloru włosów Dennisa jako jeden z najistotniejszych. Wszystkie skandale z jego udziałem znikały jednak gdy wychodził na boisko i robił swoje. Przez wielu uważany był za najlepszego zawodnika finałów 1996 roku, nawet lepszego od Jordana. W 2 z 6 spotkań z tamtych finałów bił rekordy zbiórek w ataku w jednym meczu. Dodatkowo jak zawsze prowokował rywali, wybijał ich z równowagi i poza pierwszym spotkaniem zatrzymał najlepszego gracza Sonics - Shawna Kempa.

Dla mnie osobiście Rodman był wzorem gracza na boisku. Myślę, że nie jestem w tym osamotniony. On był innym zawodnikiem od wszystkich, nie koncentrował się na zdobywaniu punktów. Za cel nadrzędny postawił sobie pomoc drużynie i był w tym mistrzem.

Piotr Zarychta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje