Reklama

Reklama

David Beckham walczy z czasem

Powiedzieć, że to koniec międzynarodowej kariery piłkarskiej Davida Beckhama, to nie taka prosta sprawa. Bywało już, że Brytyjczyk doprowadzał do usunięcia trenerów, którzy chcieli wysłać go na emeryturę. I chociaż ma już 35 lat i dopiero zaczyna dochodzić do formy po zerwaniu ścięgna Achillesa, wciąż uważa się za Piotrusia Pana futbolu.

Dla Anglii Beckham jest kimś więcej niż piłkarzem. Status ikony, jakim się cieszy, wykracza daleko poza świat sportu - w dziedzinę popkultury. Jego obecność w kadrze zapewnia Angielskiej Federacji Piłki Nożnej miliony funtów od sponsorów, a jego zaangażowanie w walkę o organizację mistrzostw świata w 2018 r. na Wyspach jest, według wielu, warte całej jego wagi w złocie.

"David zawsze do dyspozycji"

Kraj, który uzyska prawo do zorganizowania mundialu za osiem lat (oprócz Anglii starają się o to Rosja, USA, a także Belgia wspólnie z Holandią i Portugalia w tandemie z Hiszpanią), poznamy już w grudniu tego roku. To zdecydowanie zły czas, by ogłosić wszem i wobec, że David Beckham się skończył.

Reklama

Tymczasem to właśnie zrobił selekcjoner reprezentacji Anglii, Fabio Capello, wypowiadając się dla telewizji ITV Sport na kilka minut przed rozpoczęciem towarzyskiego spotkania Anglików z Węgrami na londyńskim Wembley. Pytany o to, czy widzi dla Beckhama przyszłość w kadrze, odpowiedział: "Nie. Chcę mu bardzo podziękować za pomoc podczas Pucharu Świata, ale na reprezentację jest już prawdopodobnie trochę za stary".

Agent Beckhama zareagował błyskawicznie. "Dla waszej wiadomości - brzmiał komunikat odczytany na antenie BBC - nie było żadnych rozmów o emeryturze. David zawsze będzie do dyspozycji swojego kraju i jeśli będzie potrzebny - pomoże reprezentacji".

Sam Beckham nieprzerwanie wypowiada się w podobnym tonie. W dniu, w którym Capello publicznie i bez żadnego ostrzeżenia zamknął mu drzwi przed nosem, rozpoczął - wcześniej niż było to planowane - treningi z Los Angeles Galaxy.

Ograniczył się jedynie do lekkich ćwiczeń sprawnościowych, ale mimo to z przekonaniem oznajmił później dziennikarzom: "Czekałem na to prawie pięć miesięcy. Lekarz mówił o pierwszym października, ale ja mam nadzieję, że będę mógł wrócić na boisko nawet kilka tygodni wcześniej. Kiedy będę się czuł dobrze, sam będę to wiedział".

Spowodowane kontuzją pauzowanie uzmysłowiło Davidowi, jak bardzo wciąż kocha ten sport. "Niektórzy mówią, że w moim wieku miłość do futbolu nie jest już tak silna, jak wtedy, gdy ma się 21 lat. Ale w moim przypadku tak nie jest" - twierdzi Beckham.

Piłkarz, nieświadom słów, jakie padły z ust Capello w Londynie, powtórzył to, co powiedział jego agent: nigdy nie zrezygnuje z gry dla swojego kraju. Owszem, pojawiają się zdolni, młodzi gracze, ale on zawsze będzie do dyspozycji.

Właśnie to zaangażowanie jest jednym z powodów tego, że fani tak bardzo się z nim utożsamiają.

Potrafił wrócić do gry

W tym tygodniu dwaj gracze powołani przez Capello do gry w kadrze - bramkarz Paul Robinson i obrońca Wes Brown - odpowiedzieli selekcjonerowi mniej więcej tyle: "Dzięki, ale nie. Dzięki". Obaj trzydziestolatkowie postanowili skoncentrować się na lukratywnych karierach klubowych.

Beckham po raz kolejny udowadnia, że jest inny. Jego kontrakty reklamowe, podpisane z koncernami z całego świata, są związane z jego pozycją w drużynie narodowej równie mocno, co milionowe zarobki, którymi cieszył się, dzieląc swój czas pomiędzy Galaxy i AC Milan - jeden z najlepszych klubów w Europie.

W środę, po raz pierwszy od trzech lat, przyznał jednak, że to próba reprezentowania dwóch klubów jednocześnie (a właściwie trzech, doliczając kadrę narodową) doprowadziła do kontuzji, która kosztowała go niezagranie na mundialu.

"Tak wielki wysiłek, podejmowany każdego miesiąca, przez okrągły rok, dał się we znaki mojemu organizmowi" - powiedział Becham. I dodał: "Obecnie koncentruję się na regenerowaniu go i na tym, by wrócić do gry tak szybko, jak się da - a potem spokojnie odpocząć i przygotować się do kolejnego sezonu".

Wcześniej David Beckham deklarował, że będzie grał aż do czterdziestki - tak, jak wielki kapitan Milanu, Paolo Maldini. Różnica jest jednak taka, że Maldini zrezygnował z gry w reprezentacji Włoch na siedem lat przez zakończeniem kariery klubowej. Jeden z najlepszych lewych obrońców w historii futbolu był też nieporównanie bardziej utalentowany.

Beckham - trzeba mu to przyznać - wspiął się na szczyty, dysponując ograniczonymi możliwościami. Nigdy nie był nadzwyczaj szybki; nie potrafił też pokonywać przeciwników czystym sprytem. Potrafił za to - wykorzystując dar, który zainspirował twórców filmu "Podkręć to jak Beckham" - podawać i wykonywać rzuty wolne we właściwym tempie i z niesamowitą precyzją, podkręcając lot piłki.

Potrafił - czego dowodzi historia jego kariery - wrócić do gry po zawodzie, jaki sprawił samemu sobie i swojemu krajowi, gdy kiedy został odsunięty od reprezentacji z uwagi na agresywne zachowania na boisku (przykładem incydent na mistrzostwach świata we Francji, w 1998 r.). Utrzymał swoją pozycję w kadrze, czasem tylko dzięki sile woli, przez trzy mundiale i sto piętnaście spotkań - pod tym względem nie może się równać z nim żaden inny angielski zawodnik z pola.

Nie ma miejsca dla Piotrusia Pana...

Beckham kocha piłkę nożną prostą, stałą i czułą miłością. Cechuje go również patriotyzm, przewyższający nawet kult celebryty, z jakim wziął ślub, wiążąc się z Victorią Adams - byłą członkinią Spice Girls.

Para ta prowadzi królewskie życie. Interesami małżonków opiekuje się ta sama firma, a sława Davida - co godne uwagi - nie tylko okazała się trwalsza od sławy jego żony, ale też przyniosła mu o wiele więcej pieniędzy.

Trener Capello wrócił z RPA okryty wstydem. Jego drużyna została poniżona przez młodszą i szybszą reprezentację Niemiec. Niemniej Włoch jest najlepiej opłacanym szkoleniowcem świata - angielska federacja płaci mu ponad sześć milionów euro rocznie, w związku z czym kibice mają prawo oczekiwać czegoś więcej niż tego, co zobaczyli podczas zakończonych niedawno mistrzostw. Capello zapowiada, że nie poda się do dymisji, i że podejmie wszelkie trudne decyzje, jakie okażą się konieczne, by skutecznie przebudować drużynę.

Wypowiedź, którą trener Anglików obwieścił koniec reprezentacyjnej kariery Beckhama, była tyleż obcesowa, co niewdzięczna. Przybrała ona taki kształt po części dlatego, że pytanie o jego los trener usłyszał na kilka chwil przed meczem, ale też dlatego, że Capello wciąż nie dość dobrze posługuje się językiem angielskim, mimo iż od objęcia przezeń obecnej posady minęły już ponad dwa lata.

Kiedy spotkanie Anglia - Węgry jeszcze trwało, sztab Beckhama i związkowi spece od PR zorientowali się, że oschłe odprawienie zawodnika o tak słusznym dorobku może wywołać burzę. I mieli rację - brytyjskie media, wciąż przeżywające słaby występ na mistrzostwach, ruszyły do ataku na Capello, gdy tylko wybrzmiał końcowy gwizdek towarzyskiego meczu.

Capello był gotowy. "Myślę, że David wie, iż nie ma dla niego przyszłości w reprezentacji, ponieważ musimy się zmienić" - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej. "David jest fantastycznym graczem. Był bardzo ważnym zawodnikiem, ale musimy obserwować nowych piłkarzy z myślą o przyszłości. Wiek ma znaczenie" - dodał.

Ostatnio w Anglii słychać było głosy, by Beckham objął stałą posadę przy reprezentacji, a nawet - wspólnie z byłym selekcjonerem, Svenem-Goranem Erikssonem, pokierował Aston Villą, której trener kilka dni temu zrezygnował ze swej funkcji.

Jeśli Beckham zdecyduje się podążać tą ścieżką, więcej będzie zależało od niego samego. Tymczasem jednak ma przed sobą dwie drogi: długą i ciężką harówkę, by dojść do formy tak dobrej, na jaką tylko pozwoli mu jego dojrzały organizm, albo schyłek kariery, którą zakończy jako celebryta. W prawdziwym świecie wyczynowego sportu nie ma miejsca dla Piotrusia Pana.

Rob Hughes

"New York Times" / "International Herald Tribune"

Tłum. Katarzyna Kasińska, śródtytuły od INTERIA.PL

Czytaj też:

Beckham nie chce pożegnalnego meczu

Capello: Beckham za stary na grę w kadrze Anglii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne