Reklama

Reklama

"Czuję się prześladowany"

Pierwszy kolarz przyłapany na dopingu w tegorocznym Tour de France, Hiszpan Manuel Beltran nie wie dlaczego został wykluczony z wyścigu i czuje się prześladowany z powodu swych związków z Lance'em Armstrongiem - donosi w niedzielę hiszpańska prasa.

Pierwszy kolarz przyłapany na dopingu w  tegorocznym Tour de France, Hiszpan Manuel Beltran nie wie  dlaczego został wykluczony z wyścigu i czuje się prześladowany z  powodu swych związków z Lance'em Armstrongiem - donosi w niedzielę  hiszpańska prasa.

- Nic nie rozumiem z tego, co się stało. Nie mam nic do ukrycia - powiedział 37-kolarz dziennikowi "Marca" w sobotę wieczorem na lotnisku w Madrycie.

Jak poinformowała w piątek dyrekcja wyścigu, w organizmie Beltrana wykryto po pierwszym etapie erytropoetynę zewnątrzpochodną. Policja francuska w spektakularny sposób zatrzymała Hiszpana w hotelu po piątkowym etapie, ale po krótkim przesłuchaniu zwolniła go. Prokuratura w Aurillac poinformowała, że rewizja w hotelu "nic nie dała".

- Zażądałem kontrekspertyzy. Mam nadzieję, że będzie przestrzegana zasada domniemania niewinności" - dodał Beltran, który poniósł już pierwsze konsekwencje sprawy. Włoska ekipa Liquigas zawiesiła go i nie wyklucza pozwania go do sądu za naruszenie dobrego wizerunku.

Reklama

Według dziennika "El Pais", cytującego osoby z otoczenia Beltrana, kolarz czuje się "ofiarą spisku". "Oni mnie prześladują, ponieważ byłem z kimś" - stwierdził Hiszpan, dając do zrozumienia, że chodzi o jego kontakty z siedmiokrotnym zwycięzcą Tour de France Lance'em Armstrongiem, który nad Sekwaną nie jest popularny. Beltran pomagał Armstrongowi w jego trzech triumfach w Wielkiej Pętli, w latach 2003-2005

Reklama

Reklama

Reklama