Reklama

Reklama

Co dalej z polskimi skokami?

Przyzwyczajeni do sukcesów Adama Małysza polscy kibice mają prawo w tym sezonie czuć niedosyt. Najlepszy polski skoczek jest daleki od formy, jaką prezentował przez ostatnie trzy lata. W ten sposób uwidocznił się dodatkowo fakt, który do tej pory był przyćmiony blaskiem Małysza. Polskie skoki to niestety tylko jeden zawodnik.

Przed rozpoczęciem sezonu w sztabie szkoleniowym nastąpiły poważne zmiany. Zrezygnowano ze współpracy z fizjologiem Jerzym Żołądziem i psychologiem Janem Blecharzem. Do szkolenia kadry B zatrudniono austriackiego trenera Heinza Kuttina, a kadrę A pozostawiono pod opieką Apoloniusza Tajnera i Piotra Fijasa.

Reklama

Chociaż do końca sezonu pozostało jeszcze półtora miesiąca (ostatni konkurs odbędzie się 15 marca w Oslo), można już pokusić się o pierwsze podsumowanie wyników polskich skoczków.

Adam Małysz nie zdobędzie po raz czwarty Pucharu Świata. Po słabszym początku sezonu, kryzys, w odróżnieniu od poprzednich lat, jeszcze się pogłębił. Jego apogeum było w Hakubie, kiedy Małysz nie zakwalifikował się do drugiej serii i po raz pierwszy od trzech lat nie zdobył punktu w konkursie Pucharu Świata.

Niezbyt dobrze wypada analiza osiągnięć pozostałych zawodników kadry A. Przed sezonem oprócz Małysza znaleźli się w niej Robert Mateja, Marcin Bachleda, Tomasz Pochwała, Tomisław Tajner i Grzegorz Sobczyk.

Spośród tych skoczków punkty Pucharu Świata ma na swoim koncie... tylko Marcin Bachleda, a odbyło się już 16 konkursów...

Tomisław Tajner, mimo startów od początku sezonu nie zdołał ani razu zakwalifikować się do najlepszej "30". Na zawody praktycznie nie jeździł Grzegorz Sobczyk, rzadko startował Mateja oraz Pochwała, a w miarę regularnie jedynie Bachleda.

Inaczej wyglądała sytuacja w kadrze B. Pod opieką Kuttina i Kruczka znaleźli się: Wojciech Skupień, Wojciech Tajner, Mateusz Rutkowski, Krzysztof Styrczula, Stefan Hula, Kamil Stoch i Jan Ciapała. Z tych zawodników najlepiej prezentowali się Mateusz Rutkowski, który w Planicy wygrał konkurs Pucharu Kontynentalnego i Wojciech Tajner.

W tej sytuacji obaj skoczkowie rozpoczęli starty w Pucharze Świata i niemal natychmiast zaczęli zdobywać punkty. Szczególnie wrażenie musiała robić postawa juniora Rutkowskiego.

O słabszej formie zawodników Tajnera najdobitniej świadczyły wyniki mistrzostw Polski w Karpaczu i Zakopanem, gdzie jego kadrowicze okupywali przeważnie miejsca w drugiej dziesiątce, wyraźnie ustępując podopiecznym Kuttina. Sam Małysz dwukrotnie tylko "o włos" pokonał Mateusza Rutkowskiego.

Mimo tego nie zdecydowano się na przeprowadzenie żadnych roszad między kadrami. Na konkursy do USA poleci Tomisław Tajner, a z drugiej strony uznano, że dla Rutkowskiego ważniejszy od zbierania doświadczeń w zawodach PŚ (należący do światowej czołówki Morgenstern również jest juniorem) będzie udział w mistrzostwach świata juniorów.

Media naciskają na PZN sugerując zmianę trenera. Być może rzeczywiście układ Tajner - Małysz się przeżył i zawodnik pod wodzą tego szkoleniowca więcej nie osiągnie. Jednak rację ma prezes PZN, Paweł Włodarczyk mówiąc, że zmiana trenera na półtora miesiąca przed końcem sezonu mija się z celem. Do marca żaden szkoleniowiec prochu nie wymyśli.

Skoro jednak kadra A jest gorsza od B - to znaczy, że jednak zostały popełnione jakieś błędy. Polski Związek Narciarski będzie musiał ten temat przeanalizować po zakończeniu sezonu.

Warto również wprowadzić w PZN-ie większą elastyczność. O nominacjach na poszczególne konkursy nie powinna decydować o przynależność do kadry A lub B, ale aktualna forma. Stąd powinny być możliwe rotacje między obiema reprezentacjami. Nie może być tak, jak w obecnym sezonie, że choć zawodnicy nie zdobyli ani punktu, pobierali co miesiąc stypendium olimpijskie w wysokości niemal 3 tysięcy złotych.

Nie ma sensu również posyłać na konkursy zawodników, którzy nie dają nadziei na jakiekolwiek dobre miejsce. Lepiej dla samego skoczka jest w spokoju potrenować, niż męczyć się na zawodach, na których nie można, co wielokrotnie podkreślał nawet Adam Małysz, wyeliminować błędów.

Strzałem w dziesiątkę narciarskich działaczy było natomiast zatrudnienie Kuttina. To głównie dzięki niemu objawił się talent Mateusza Rutkowskiego, który coraz częściej typowany jest na następcę Małysza, choć na razie to "pieśń przyszłości".

Pojawiają się głosy, że w przyszłym sezonie Kuttin lub inny zagraniczny szkoleniowiec powinni zastąpić Apoloniusza Tajnera. W dużej mierze zależeć to powinno od składu osobowego kadry A. Jeśli oparta będzie ona na dotychczasowych podopiecznych Kuttina, jego awans byłby logiczny i uzasadniony. W innym wypadku, być może byłoby lepiej pozwolić Austriakowi robić dalej to, co wychodzi mu tak dobrze w tym sezonie.

Czy i kto powinien zastąpić Apoloniusza Tajnera? Wszystko wskazuje na to, że jednak najlepszym wyjściem byłoby zatrudnienie zagranicznego szkoleniowca. Ile znaczy dobry trener, widać choćby na przykładzie Miki Kojonkoskiego i reprezentacji Norwegii, w której nie tylko jeden zawodnik prezentuje wysoką formę, ale cała kadra.

Z drugiej strony czy mamy w Polsce skoczków na miarę talentu Adama Małysza? Czy Apoloniusz Tajner, który przez ostatnie trzy lata był bohaterem i ojcem sukcesów Małysza powinien ustąpić ze stanowiska trenera?

Wszystkie wasze pytania i wątpliwości rozwieje prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Paweł Włodarczyk, który będzie gościem Czaterii INTERIA.PL w czwartek w samo południe.

W imieniu Polskiego Związku Narciarskiego serdecznie zapraszamy od godziny 12:00 do Czaterii.

Dowiedz się więcej na temat: zawodnik | PZN | kadry | Adam Małysz | tajner

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje