Reklama

Reklama

Co będzie z Samuelem Eto'o?

Jego oczekiwania finansowe są jasne: 9 mln euro za sezon. Czy spełni je Barcelona, Inter, czy Manchester - obojętne.

Samuel Eto'o zarabia w Barcelonie dużo. 7,5 mln euro za sezon, to drugie miejsce na liście płac po Lionelu Messim (8,5). Po zdobyciu potrójnej korony Barca daje jednak Argentyńczykowi podwyżkę. Kameruński napastnik uważa, że za 31 goli w lidze okraszone historycznym trafieniem w finale Champions League, też mu się ona należy.

Kontrakt Eto'o z Barceloną kończy się za rok. Klub ma dać 9 mln pensji, jeśli chce, by Kameruńczyk go przedłużył, lub musi go sprzedać już tego lata, by za 12 miesięcy nie został wolnym graczem.

Stąd wziął się pomysł w Katalonii, by wymienić go z Interem na Ibrahimovica. Barcelona chciała nawet dopłacić 10 mln. Dla Eto'o był to ostateczny dowód, że klub traktuje go jak najemnika. Szwed, który zarabia w Mediolanie 12 mln za sezon, na pewno nie zgodziłby się grać w Katalonii za mniej niż 9 mln. A czy Ibra zrobił dla Interu więcej niż Eto'o dla Barcelony?

Reklama

Kameruńczyk zawdzięcza Barcy bardzo dużo, ale przynajmniej tyle samo klub zawdzięcza jemu. Dwóch goli w finałach Champions League nie zdobył dla drużyny z Katalonii nikt. Na dodatek oba zostały wygrane. Eto'o jest trzecim strzelcem w historii klubu po nieżyjących już Cesarze i Ladislao Kubali. W 278 meczach ligowych trafiał do siatki 161 razy!

Klub z Katalonii też w łatwej sytuacji nie jest, po gigantycznym sukcesie podwyżek spodziewają się wszyscy. A co: Xaviemu, Inieście, Toure, Valdesowi, Puyolowi, Marquezowi, Busquetsowi, czy Pique się nie należy? Interes jednostki zmaga się z interesem drużyny, dlatego tak trudno czasem o współpracę. Przez ostatnie 12 miesięcy w Barcelonie się udawało, ale teraz wszystkich rozgrzał historyczny sukces.

Prezes Laporta problemów ma masę, zwłaszcza, że wracający do Realu Florentino Perez swoimi megatransferami nie tylko winduje ceny graczy i ich finansowe żądania, ale odbiera Barcy ciężko wywalczoną na boisku pozycję drużyny wywołującej największe emocje kibiców. A to zagraża także dochodom klubu. Przecież fani na całym świecie mają kupować koszulki bohaterów ostatniego finału Champions League, a nie Kaki, czy Rolando.

Eto'o z Barcelony uciekać nie chce. Poczeka 12 miesięcy i będąc wolnym graczem znajdzie klub, który da mu 9 mln za sezon. Barcelonie nikt nie da dziś 50 mln za gracza, którego za rok można mieć za darmo.

Kameruński napastnik ma do katalońskiego klubu spory sentyment, ale swoje w futbolu już przeżył. Wylądował w Hiszpanii mając 15 lat. Jesienią Madryt szykował się do zimy stulecia, a Eto'o miał na sobie krótkie spodenki. Na dodatek w Realu zapomnieli wyjechać po szczeniaków z Afryki. Odtąd miał zrobić wszystko, by tak zagubionym, nie poczuć się już nigdy.

Real zwodził go przez lata wypożyczając do Loganes, Espanyolu i Mallorki. Florentino Perez, który wtedy rządził w Madrycie to osobisty wróg Eto'o. Dlatego pewnie Samuel chętnie zostałby w Barcelonie a potem wykonał strzeleckie wyroki na nowym produkcie Pereza. Ale przy swoich 9 mln będzie obstawał. Wie, że jeśli nie da mu ich Barca, da Inter, lub szukający następcy dla Ronaldo Manchester. To chyba miał na myśli ten, kto powiedział, że dziś w futbolu sentymenty zostawia się głównie kibicom.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL