Reklama

Reklama

Chcemy bohaterów. Nowy Małysz i nowy Gołota potrzebni od zaraz

Era Andrzeja Gołoty, Adama Małysza i Tomasz Adamka już za nami. Naród potrzebuje nowych bohaterów, których będzie kochał i dla których będzie wstawał w środku nocy. Robert Lewandowski, a może Krzysztof Głowacki? Kto zastąpi legendy?

Zaledwie kilka tygodni temu Krzysztof Głowacki w ciągu kilku chwil ze znanego tylko fanom boksu pięściarza stał się bohaterem narodowym. Został mistrzem świata, a co może nawet ważniejsze, efektownie znokautował, "szczekającego" głośno przed walką, Niemca (pochodzenia bośniackiego). "Tak się karze butę, brak szacunku i pokory dla przeciwników. Huck pięknie wytarł ring" - skomentował na gorąco sierpniową walkę promotor Głowackiego Andrzej Wasilewski.

"Szacun, aż mi się łza w oku zakręciła. Wielkie emocje!!! Tak przeżywałem wcześniej tylko jedną walkę, gdy bił się Gołota z Bowem" - to tylko jeden z tysięcy komentarzy pod walką "Główki". No kilka dni Polacy oszaleli na punkcie nowego mistrza.

Reklama

Podczas ubiegłorocznych zimowych igrzysk w Soczi polskim bohaterem narodowym został Zbigniew Bródka. Wywalczył złoto olimpijskie w łyżwiarstwie szybkim, o... trzy tysięczne sekundy pokonując znakomitego Holendra Koena Verweija w biegu na dystansie 1500 m.

Verweij nie mógł pogodzić się z porażką i wcale tego nie ukrywał.  - On nienawidzi przegrywać - komentował Bródka. Fatalne zachowanie zadufanego w sobie rywala, obrażonego na wszystkich po walce na torze, jeszcze tylko spotęgowało sympatię Polaków do skromnego, a jakżeby inaczej, strażaka z Domaniewic.

Jak to się dzieje, że ścigający się na łyżwach strażak, czy lejący się po twarzy faceci albo mały człowiek z wąsem, skaczący na nartach, potrafią zjednoczyć cały naród? - Każda wspólnota, a specyficzną wspólnotą jest naród, potrzebuje "kleju", który łączyłby tę grupę, bądź co bądź, anonimowych ludzi. Taki klej stanowią sportowi bohaterowie - powiedział w rozmowie z Interią socjolog sportu z Uniwersytetu Gdańskiego, Radosław Kossakowski. - Naród potrzebuje wyrazistych sytuacji, czy osób, które są jego spoiwem. Do tego dobudowana jest symboliczna infrastruktura: flaga, godło, Stadion Narodowy - podkreślił.

Przez ponad dekadę polskim bohaterem był Adam Małysz. Skromny chłopak z Wisły, który, z powodu kiepskich wyników, myślał o zakończeniu kariery, zanim ją na dobre rozpoczął, nagle pokazał, że wielki talent w połączeniu z ciężką pracą może przynieść oszałamiające efekty.

W skoczku narciarskim błyskawicznie zakochała się cała Polska, od prezydenta, po gospodynie domowe. Niemal w każdym domu popularne stało się sobotnio-niedzielne oglądanie Małysza. Bo to nie było oglądanie skoków, tylko właśnie Małysza. "- Mamo, bo zaraz Małysz! - Już lecę" - w niejednym domu kobiety odrywały się od ubijania kotletów, by zobaczyć kolejny najdłuższy skok Polaka w konkursie.

Małysz u progu XXI wieku stał się naszym dobrem narodowym. Oprócz oglądania go w telewizji, popularne stało się także jeżdżenie na Małysza do Zakopanego. - Był reprezentantem Polski, walczącym z Niemcami, Austriakami... Był bohaterem - stwierdził Radosław Kossakowski. - Gdy zakończył karierę skoczka i zaczął starty w rajdach, stał się już trochę oderwany od narodu, już go nie reprezentuje w takim sensie, jak w skokach - podkreślił.

Schedę po Małyszu przejął Kamil Stoch. Też odnosi sukcesy i to ogromne, jak choćby dwa złote medale igrzysk olimpijskich, ale "stochomania" w narodzie nie osiągnęła poziomu "małyszomanii".

Wśród naszych sportowych bohaterów narodowych dostrzec można trzy grupy: bohaterowie chwilowi, jak Zbigniew Bródka, niemal codzienni, jak Adam Małysz i wieloletni, ale przypominający o sobie raz na czas, przy okazji walki, jak choćby Andrzej Gołota.

W dzisiejszych czasach sport jest naturalnym dostarczycielem bohaterów narodowych, bo nie żyjemy już w naszym kraju w dobie wojen i podbojów. Żaden generał, czy rycerz nie ma szans zdobyć serc Polaków, a sportowiec jak najbardziej.

- Nie mamy dziś nowych bohaterów spod Monte Cassino, lotników z Dywizjonu 303, czy Żołnierzy Wyklętych. Ludzi jednoczy sport. Jesteśmy wśród tysięcy ludzi na meczu, razem śpiewamy hymn, mamy poczucie przynależności narodowej - mówi Kossakowski. - Mimo rozwoju globalizacji, istnienia Unii Europejskiej, element ojczyzny, narodu wciąż jest bardzo ważny - dodaje.

W ubiegłym roku w ciągu kilku miesięcy polscy piłkarze, siatkarze, koszykarze, piłkarze ręczni pokonali Niemców na najważniejszych sportowych imprezach lub eliminacjach do nich. Internet ogarnął szał. "Polska - Niemcy 4-0" - pojawiało się na każdym kroku. Podobnie było po wspomnianej walce Głowackiego z Huckiem. Niegdyś szaleństwo w narodzie budziły zwycięstwa Małysza nad Martinem Schmittem, a potem Svenem Hannawaldem.

Dlaczego takie emocje rodzą triumfy Polaków nad Niemcami, czy Rosjanami? Bo wypada przyłożyć sąsiadowi, czy raczej chodzi o historię? - Zdecydowanie chodzi o zaszłości historyczne, bo przecież rywalizacja z Czechami nie budzi w Polakach takich emocji, choć też są naszymi sąsiadami - wyjaśnia Kossakowski.

Jednym z polskich bohaterów narodowych ostatnich dekad był Andrzej Gołota. Popularny "Andrew" "wychodził o czwartej" - jak mówił w słynnym skeczu Marcin Daniec - po to, by rywalizować z najlepszymi pięściarzami swojej epoki. Był "wielką nadzieją Białych", jak nazwano go w Stanach Zjednoczonych. Gołota miał wielki potencjał, ale nie wykorzystał go w pełni, przegrywając najważniejsze walki, kilka razy na własne życzenie.

Mimo to na słowo "Gołota" zawsze serca Polaków, nie tylko tych zamieszkałych od lat w Chicago i okolicach, biły mocniej. Skąd wziął się fenomen polskiego boksera? - To fenomen specyficzny, bo jakby nie patrzeć, Gołota to bokser przegrany - uważa Radosław Kossakowski. - Polacy chyba lubią takich gości z niebytu, którzy zaszli wysoko dzięki ciężkiej pracy, ale jednak są w pewnie sposób przegrani. Może to taka nasza narodowa cecha, że trochę lubimy tych, co przegrywają po walce. Możemy im powspółczuć - dodaje nasz rozmówca. Idealnie pasuje tu słynne hasło: "Polacy, nic się nie stało".

Właśnie bokserzy często są w Polsce bohaterami kibiców. Według Kossakowskiego, boks oferuje mężczyznom możliwość upuszczenia sobie agresywnych tendencji i emocjonalnego wyżycia się.

Mamy dziś deficyt wyrazistych bohaterów, dlatego chwytamy każdego, który rodzi nadzieję na stanie się takim w przyszłości. Nie ma Gołoty, Adamek dogorywa, Małysz się przebranżowił, Justyna Kowalczyk też jest w fazie schyłkowej. Pojawiają się nowi: piłkarze, siatkarze, jak choćby Robert Lewandowski, czy Arkadiusz Milik, jest przecież Kamil Stoch, ale wciąż czegoś brakuje. - Paradoksalnie, według ostatnich badań, Lewandowski, wciąż jest w naszym kraju mniej rozpoznawalny niż Małysz - mówi Kossakowski.

Koniecznie potrzebujemy nowego Małysza, nowego Gołoty, czy Adamka. Kto zostanie nowym bohaterem i znów obudzi szaleństwo w narodzie?

Autor: Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje