Reklama

Reklama

Bulls najlepszym zespołem sezonu zasadniczego NBA

Koszykarze Chicago Bulls z bilansem 62-20 zostali najlepszą drużyną zakończonego w środę sezonu zasadniczego 2010/11 ligi NBA. W ostatnim meczu "Byki" pokonały we własnej hali New Jersey Nets 97:92.

To najlepszy sezon Bulls od 13 lat, kiedy w zespole występowali jeszcze Michael JordanScottie Pippen.

Do zwycięstwa nad Nets gospodarzy poprowadził rezerwowy Kyle Korver - 19 pkt. 15 dołożył Derrick Rose, który według specjalistów ma duże szanse na otrzymanie nagrody MVP (najbardziej wartościowy zawodnik) sezonu zasadniczego.

Rose po środowym spotkaniu nie był jednak w nastroju do świętowania. "Oczywiście, że jestem szczęśliwy, ale teraz czas na fazę play off, w której wszystko zaczyna się od początku. Jaki jest sens fetowania, skoro zaraz możemy odpaść z rozgrywek?" - zapytał retorycznie. W pierwszej rundzie Chicago zmierzy się z Indiana Pacers.

Reklama

Szansę na zakończenie rozgrywek z takim samym bilansem co ekipa z "Wietrznego miasta", zmarnowali San Antonio Spurs. Zespół Gregga Popovicha uległ na wyjeździe Phoenix Suns 103:106.

Najlepszym zawodnikiem "Słońc" był Marcin Gortat. Polak grał 36 minut i zapisał na swoim koncie 21 punktów oraz 13 zbiórek. 27-letni środkowy trafił dziesięć z 16 rzutów z gry i jeden z trzech wolnych, a "double-double" uzyskał po raz 24. w tym sezonie.

Wśród "Ostróg" najskuteczniejszy był Tim Duncan - 17 pkt i 12 zbiórek. Goście już w trzeciej minucie stracili Manu Ginobiliego, który doznał kontuzji łokcia. Według wstępnych badań uraz Argentyńczyka nie jest poważny. Rywalizację w play off Teksańczycy rozpoczną od zmagań z Memphis Grizzlies.

Drugie miejsce w Konferencji Zachodniej, po nadspodziewanie zaciętym meczu z Sacramento Kings, zapewnili sobie Los Angeles Lakers. Obrońcy tytułu dopiero po dogrywce pokonali na wyjeździe jedną z najsłabszych drużyn sezonu 116:108.

Długo nic nie zapowiadało takich emocji. "Jeziorowcy" na niespełna dziesięć minut przed końcem czwartej kwarty wygrywali aż 20 punktami. Ambitni "Królowie" zniwelowali stratę, a nawet wyszli na prowadzenie. Do dogrywki trzypunktowym rzutem na 4,8 s przed ostatnią syreną doprowadził niezawodny Kobe Bryant.

W dodatkowym czasie Lakers rywalom nie dali już szans, a Bryant spotkanie zakończył z dorobkiem 36 pkt i dziewięciu zbiórek. W pierwszej rundzie play off zmierzą się z New Orleans Hornets.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje