Reklama

Reklama

Boruc! Co? Pomidor. Wideo

Arturowi Borucowi zdarza się w kłopotliwych sytuacjach na każde pytanie dziennikarza odpowiadać "pomidor". Sęk w tym, że wczoraj w meczu z Hibernianem Edynburg przytrafił mu się bramkarski pomidor!

Po stracie piłki w środku pola zawodnik Hibernianu - Rankin zdecydował się na pozornie szalony pomysł - strzał z 40 metrów. Sęk w tym, że Polak zapędził się na prawo i gdy piłka zawinęła w przeciwnym kierunku, nie zdołał jej złapać! Obok błędu Krzysztofa Kozika z GKS-u Bełchatów szmata, jaką puścił Boruc jest murowanym kandydatem na kiks weekendu.

Rankin po spotkaniu przyznał, że to uderzenie nie było przypadkowe. - Koledzy pytali mnie czemu podjąłem decyzję o uderzeniu z koła środkowego, ale wraz z Derekiem Riordanem ćwiczymy takie "rogale" - przyznał lewonożny gracz.

Reklama

- Piłka trafiła do mnie, przyjąłem ją i chciałem rozegrać, ale wszyscy partnerzy byli schowani, więc po prostu ją uderzyłem - opisywał sytuację z 55. minuty ze swojej perspektywy. - Jestem zachwycony tym strzałem. Być może pomogło mi trochę szczęście, ale najważniejsza jest zaliczona bramka - dodał Szkot.

Problem w tym, że to nie jedyne w ostatnim czasie potknięcie Boruca. Odkąd zaczęło mu się walić życie prywatne, a brukowce co rusz przyłapywały go na romansie z blondwłosą Sarą Mannei, coraz częściej bohaterowi Euro 2008 zdarzają się gafy na boisku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL