Reklama

Reklama

Boniek o aferze taśmowej w PZPN

Najzdrowszym rozwiązaniem byłaby dymisja zarządu i rozpisanie nowych wyborów, ale i one najpewniej przyniosłyby zamianę "Lenina" na "Stalina" i optymizm byłby tylko na początku, bo przyszło nowe - ocenia sytuację w PZPN w wywiadzie dla INTERIA.PL Zbigniew Boniek.

INTERIA.PL: Nie żałuje pan, że nie przyjął oferty Grzegorza Laty, który po pokonaniu pana w wyborach szykował dla pana stanowisko wiceprezesa?

Reklama

Zbigniew Boniek: - Muszę powiedzieć, że nigdy nie rozpatrywałem takiej ewentualności, żeby pełnić funkcję wiceprezesa u Grzegorza.

Dlaczego?

- Uważałem, i nadal jestem co do tego przekonany, że Lato był wybitnym piłkarzem, jednym z najlepszych, ale do kierowania związkiem nie nadaje się, bo po prostu brakuje mu doświadczenia, wiedzy i predyspozycji. Takie zdanie miałem już trzy lata temu i właśnie dlatego chciałem dać ludziom alternatywę, więc zgłosiłem swoją kandydaturę na prezesa. Dzisiaj co do tego jestem jeszcze bardziej przekonany - rola prezesa Grzegorza przerasta.

W jeszcze gorszym świetle nagrania stawiają sekretarza generalnego Zdzisława Kręcinę, bez którego nie radził sobie żaden zarząd związku od 12 lat.

- Nie chcę nikogo winić, najlepiej byłoby przemilczeć ten temat, ale robienie z Kręciny kozła ofiarnego jest niepoważne. Widocznie jednak tak jest wszystkim wygodniej. Za całość działań i dokonań związku odpowiada zawsze prezes, o ile faktycznie pełni funkcję zarządzającą. Prezes, a więc Grzegorz Lato, powinien kontrolować wszystkich swoich współpracowników, być odpowiedzialnym za ich dobór, kwalifikacje i jakość. To Lato jest odpowiedzialny za całość zarządzania Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Jeżeli jednak chodzi o korupcję, to mam nadzieję, że oni wszyscy będą się potrafili z tego wytłumaczyć. W przeciwnym razie będzie mi ich po ludzku szkoda.

- U nas się wszyscy podniecają się tym, czy na stosie zostanie położony Kręcina, Gołos czy Lato także, tymczasem problem PZPN leży gdzie indziej. Nawet gdyby usunąć całą tę trójkę, to nic się specjalnie nie zmieni! Całe środowisko ma problemy, a większość z nich wynika z biedy, chęci dorobienia do emerytury czy pensji. Nie można zmienić wizerunku polskiej piłki i modelu zarządzania, jeżeli z góry ustalimy, że wszyscy, którzy są przy stole, muszą nadal przy nim być. Tak się niestety nie da.

Czyli przy obecnym sposobie wybierania władz, gdy najwięcej zależy od "terenu", nie ma co liczyć na zmiany?

- Najwyraźniej tak. Ja patrzę z przymrużeniem oka na to, co się dzieje w PZPN-ie i zaczynam sobie pewne sprawy analizować. Chociażby to: co to jest absolutorium? W normalnej spółce otrzymuje je zarząd za to, jak działa, jak wykonuje założenia i jaką ma strategię rozwoju. Tymczasem podczas takiego głosowania w PZPN-ie dla Laty padło "tak", a dla Piechniczka - "nie". Serwotka nigdy nie otrzymał żadnego absolutorium, a cały czas mocno się trzyma w pezetpeenowskich strukturach. Nie zamierzam robić żadnych "wycieczek" do nikogo, chcę tylko pokazać, jak ta cała grupa ludzi jest niepoważna.

- Za co Piechniczek nie dostał absolutorium? Za to, że mu nogi śmierdzą, czy za to, że źle mu z oczu patrzy, czy że ma pochodzenie chłopskie albo robotnicze? Gdy patrzę na Antoniego Piechniczka, który jest trenerem, którego ja najbardziej uwielbiałem i widzę, że nie dostał on absolutorium, to zastanawiam się, czy szanujący się człowiek, mający takie nazwisko, nie powinien podziękować tym panom? On tego jednak nie robi, a pewnie dlatego, że musi zarabiać pieniądze. I tak marnuje sobie opinię przeporządny człowiek, za jakiego Piechniczka wciąż uważam. Z tych samych, zarobkowych pobudek nie potrafią się podać do dymisji członkowie zarządu PZPN, którzy już dawno powinni to zrobić, ale ciężko im zrezygnować z kilku tysięcy złotych miesięcznie. Ta zwykła ludzka bieda zabiera im odwagę cywilną, nie potrafią podjąć ruchów zdecydowanych.

Dymisje uratowałby twarze tych ludzi?

- Z pewnością tak, ale proszę mi wymienić, ilu ludzi przez ostatnie 20 lat podało się do dymisji w PZPN? Dwóch? Gdy zrezygnowałem z prowadzenia reprezentacji Polski, motywując to, że powodują mną nie żadne względy sportowe, tylko zupełnie inne, nikogo to tłumaczenie nie interesowało. W Polsce myślimy, że gdy złożysz dymisję, to od razu jesteś słaby. Teraz chcą poświęcić Kręcinę, a wydawać się mogło, że nagrania, które słyszałem, same powinny go nakłonić do poddania się i powiedzenia: "Stojąc z boku postaram się udowodnić swoją niewinność". Winnych zaistniałej sytuacji jest znacznie więcej, nie tylko Kręcina.

- Poza tym polowanie środowiska piłkarskiego na Latę i Kręcinę, jak ktoś słusznie zauważył, trochę wygląda tak: "Chcemy dzisiaj pochować Lenina, by na jego miejsce wstawić Stalina". Niestety, jeżeli nie zmienimy mentalności i metody myślenia, to ciężko będzie o lepszą, zreformowaną piłkę!

Jak pan ocenia postępowanie minister sportu Joanny Muchy, która skierowała aferę taśmową do prokuratury, wysłała także list do szefa UEFA, Michela Platiniego?

- Nie bardzo rozumiem sens wysyłania listu do Platiniego. Wiem, że pani Mucha jako nowy minister chciała się wykazać swoim działaniem, podjąć jakieś kroki. Obawiam się jednak, że są to kroki przypadkowe, a nie przemyślane. Uważam, że wszystkie wewnętrzne problemy rząd powinien rozwiązywać w Polsce. Co Platini sądzi na ten temat, doskonale wiem, bo dzwonił do mnie w niedzielę zaniepokojony tą sytuacją, ale nie wiem, czy listy od minister coś pomogą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama