Reklama

Reklama

"Bójcie się Białego Rekina"

To wydarzenie urośnie z czasem do rangi symbolu. Kilkanaście godzin po tym jak Carles Puyol i jego kumple z Barcelony wznieśli Puchar Króla na znak, że ten sezon jest kataloński (w Hiszpanii na pewno, a może i w Europie), Florentino Perez zaprosił piłkarski świat do hotelu Ritz w Madrycie.

Przybyło 250 dziennikarzy, nikt inny nie mógł wywołać takiej uwagi. "Chcę stworzyć w Madrycie najlepszy klub XXI wieku" - powiedział jeden z najbogatszych ludzi w Hiszpanii. Fanom Realu, dla których ten sezon był pasmem nieszczęść, musiało się zrobić cieplej na sercu.

Czy ktoś uważa Pereza za futbolowego cudotwórcę, czy tylko za świetnego menedżera, który powinien skupić się na zarządzaniu klubem, a od futbolu trzymać z daleka, przyzna, że jego start w wyborach na prezesa Realu jest czymś niezwykłym.

Florentino przemawiał jak polityk, mąż opatrznościowy, który ma przeprowadzić naród wybrany przez Morze Czerwone. Obiecał sukcesy, w domyśle przerwanie zawstydzającej passy pięciu porażek w 1/8 finału Champions League. Pierwsze przemówienie było jednak mało konkretne, Perez tłumaczył dlaczego odszedł i po co wraca zaznaczając, że ma lepszy pomysł niż w 2000. roku. Ani razu nie padło nazwisko: Ramon Calderon, ale użył mocnych słów pod adresem byłego prezesa Realu. Calderon dał klubowi dwa tytuły mistrza Hiszpanii, ale skompromitował siebie i klub oszustwami, które miały mu pozwolić utrzymać się u władzy.

Reklama

ZOBACZ CAŁY TEKST I DYSKUTUJ NA BLOGU DARKA WOŁOWSKIEGO

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL