Reklama

Reklama

Bohater z krwawiącymi kolanami

Marcin Karczyński rządził w kategorii elita na trasie zawodów z cyklu Bank BPH Grand Prix MTB w Szczawnie Zdroju. Szkoda, że zabrakło naszego najbardziej utytułowanego "górala" Marka Galińskiego, bo ich bezpośrednia walka byłaby świetnym zakończeniem rowerowego weekendu u stóp Wieży Anny.

Głównym faworytem do zdobycia jedynej kwalifikacji olimpijskiej, jaką mamy wśród mężczyzn w kolarstwie górskim jest Marek Galiński. Jednak Marcin Karczyński - drużynowy mistrz świata z 2003 roku, dwukrotny triumfator Grand Prix (2003 i 2004 r.) - znany z wielkiego serca do walki, zapowiada, że nie złożył jeszcze broni przed igrzyskami w Pekinie.

Reklama

Marcin Karczyński (Halls Professional): - Igrzyska są w sierpniu, kadra będzie powołana końcem czerwca. Wiadomo, myślę o igrzyskach, ale w tym momencie jest Grand Prix, jest drużyna, a olimpiada będzie dopiero w sierpniu, a więc praktycznie pod koniec sezonu. Dlatego robię swoje.

Ale kiedy masz być w największym gazie?

- W tym sezonie przygotowujemy się na dwa szczyty formy. Pierwszy ma przyjść w okolicach mistrzostw Europy i mistrzostw świata, bo te dwie imprezy są w tegorocznym kalendarzu bardzo blisko siebie. Po tych dwóch imprezach w lipcu ma być wyluzowanie, a na sierpień powinien przyjść drugi szczyt formy.

Na co cię stać, sądząc po tym, jak się czujesz po przepracowaniu okresu przygotowawczego?

- Jestem pozytywnie nastawiony na walkę i na pewno nie poddam się łatwo.

W Szczawnie Zdroju finiszowałeś samotnie, ale z zakrwawionymi kolanami. To pamiątka po najtrudniejszym zjeździe?

- Nie. Tak to już bywa, że jak za wolno jeżdżę, to zazwyczaj się wywracam! Marek Galiński twierdzi, że jemu zdarza się to zawsze na płaskim, a mi, gdy jadę powoli. Tym razem upadłem praktycznie już przed samą metą. Nawet nie wiem jak. W każdym razie nic się nie stało.

Praktycznie od pierwszych kilometrów jechałeś sam na czele.

- Po pierwszych dwóch rundach startowych zaatakowałem i odjechałem. Powiem szczerze, że trochę wystraszyłem się, bo Czesi narzucili bardzo mocne tempo na początku. Zacząłem nawet zastanawiać się, czy ze mną wszystko w porządku, ale na drugiej rundzie popatrzyłem do tyłu, zobaczyłem, że odjechaliśmy, więc powiedziałem sobie: pociągnę dalej. Zaatakowałem, odskoczyłem i dowiozłem przewagę do mety.

Rozmawiał w Szczawnie Zdroju Mirosław Ząbkiewicz

Dowiedz się więcej o zawodach BANK BPH GP MTB 2008!

Dowiedz się więcej na temat: krwawienie | kolana | bank | MTB | Bank BPH | Grand Prix | Bohater

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje