Reklama

Reklama

Bo stracił szybkie nogi

Gdyby Kanter rzucił w pierwszej, drugiej próbie, miałbym szanse zareagować. On to jednak uczynił dopiero w czwartej, więc nie miałem czasu, by zareagować. Ale i tak nie narzekam. Liczyłem na miejsce w szóstce, a mam srebrny medal - promieniał wicemistrz olimpijski w rzucie dyskiem Piotr Małachowski.

Piotrek na codzień jest zawodowym żołnierzem, starszym szeregowcem. Reprezentuje WKS Śląsk Wrocław.

W Pekinie Polak przez godzinę był liderem konkursu. W ostatniej serii wyprzedził go dopiero Estończyk Gerd Kanter. - Wyszedł mu tak dobry rzut w momencie, w którym byłem zmęczony i straciłem największy atut - szybkie nogi - opowiadał Małachowski. - W tej sytuacji zamiast walki o lepszy rezultat było czekanie, wielkie zniecierpliwienie, kiedy ten konkurs się skończy.

Kciuki za Piotrka trzymał jego kolega Tomasz Majewski. - Z Tomkiem jesteśmy jak dwaj przyjaciele z boiska. Doradzał mi przed startem, jego wskazówki były bezcenne. Apelował, bym do końca był skupiony. Podziałało! - podkreśla Piotr Małachowski. - Przede wszystkim jednak Tomek dodał mi otuchy swoim startem. Razem zaczynaliśmy ciężką pracę w sporcie. Wiedziałem, w jakiej formie jest mój kolega. Byłem pewien, że zdobędzie srebrny medal, ale na złoto nawet ja nie liczyłem. Gdy stało się ono faktem, nie zostało nic innego, jak próba pójścia w jego ślady - opowiadał Małachowski.

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: medal | piotr małachowski | małachowski | nogi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje