Reklama

Reklama

Błogosławiony Benzema nie cieszył się z gola

Jose Mourinho postawił na Emmanuela Adebayora, ale to Karim Benzema zdobył bramkę, która odczarowała dla Realu Stade Gerland w Lyonie.

Dzięki temu "Królewscy" stają przed wielką szansą na pierwszy od siedmiu lat ćwierćfinał Ligi Mistrzów.

Reklama

Benzema świętować nie mógł. Wbił gola drużynie, która go wychowała. Kiedy piłka wykonała dziwny bilard przetaczając się pod nogami bramkarza Hugo Llorisa, a stoper Cris nie zdołał jej wybić z pustej bramki, nie bacząc na eleganckie towarzystwo w loży honorowej Florentino Perez poderwał się z miejsca wykonując gest jakby na jego oczach stawał się koniec świata. W piątym meczu na Stade de Gerland Real zdobył pierwszego gola, prowadził 1-0 i gdyby utrzymał wynik, przełamanie klątwy 1/8 finału Champions League dokonałoby się już wczoraj.

Nie ma jednak lekko. Prezes Realu czeka siedem długich lat, więc jeszcze trzy tygodnie będzie żył w nerwach. Wyrównująca bramka Bafetimbi Gomisa (83. min) sprawia, że w rewanżu na Santiago Bernabeu Lyon wciąż ma szansę bić się o ćwierćfinał. "Królewscy" są jednak zdecydowanym faworytem. Osiem razy w historii europejskich pucharów osiągali wynik 1-1 na wyjeździe i zawsze po rewanżu w Madrycie udawało im się awansować. Ostatni raz było tak w rywalizacji z Bayernem Monachium w Champions League w sezonie 2003-2004, czyli zaledwie rok przed startem fatalnej passy porażek w 1/8 finału.

"Błogosławiony Benzema" - pisze hiszpańska prasa. I utrzymując się w konwencji dodaje, że Francuz zachował się jak człowiek, który wrócił do domu, by ucałować posąg świętego czyniącego cuda. W 63. min Jose Mourinho zrozumiał, że Emmanuel Adebayor ma dość, że więcej drużynie już nie da. Upokorzony zesłaniem na ławkę w taki meczu Karim wszedł do gry, natychmiast powalczył o piłkę przy linii bocznej, a gdy dostał ją z powrotem w polu karnym było 1-0. Po 60 sekundach. "Nigdy w życiu nie zdobyłem gola tak szybko" - wyznał.

Jose Mourinho kipiał od emocji do tego stopnia, że na konferencji prasowej niechętnie mówił o Benzemie atakując niemieckiego arbitra Wolfganga Starka, który nie dał Realowi jedenastki po zagraniu ręką w polu karnym Yoanna Gourcouffa. Kiedy dziennikarze przypomnieli mu, że dzięki akcji Francuza Real odczarował w końcu Stade de Gerland, odpowiedział, iż decyzja o pozostawieniu Benzemy w rezerwie była słuszna. "Przewidywałem, że w pierwszej połowie nie będzie na boisku miejsca, a Karim go potrzebuje, on nie lubi grać w tłoku. Wszedł, gdy rywal był zmęczony i potrafił to wykorzystać" - opowiadał. "Wiedziałem, że to dla niego mecz szczególny, ale nie zawahałem się wysłać go na ławkę, dla dobra jego i drużyny".

Mourinho miał swoje powody, żeby nie wierzyć w Benzemę. Odkąd 1,5 roku temu Karim przybył do Madrytu, zachowywał się tak, jakby robił łaskę, że gra i trenuje. Z marszu przegrał rywalizację z Gonzalo Higuainem, choć miał przecież fory związane z 35 mln euro, które wydał na niego Florentino Perez. Tego lata, na początku współpracy z portugalskim trenerem Benzema wciąż zachowywał się jak śpiąca królewna. Słynny był ich dialog, gdy "Mou" zapytał Francuza, o której chce rozpoczynać zajęcia, bo przychodzi do klubu zaspany i wychodzi drzemiący. Kiedy Higuain uległ kontuzji, Mourinho nie chciał być skazany na Benzemę, dlatego tak bardzo zabiegał o Emmanuela Adebayora. Graczowi z Togo odsuniętemu od składu Manchesteru City wystarczyło pięć spotkań, by Benzema usiadł na ławce w meczu roku.

Wszystko to obudziło jednak u Karima sportową złość. Jeszcze jesienią słynny francuski trener Guy Roux ocenił, że Benzemie brakuje w Madrycie mamy i kolegów z podwórka. Zabrzmiało to nawet dość groteskowo, jak na standardy futbolu na tym poziomie. Faktycznie Karim nie uczył się hiszpańskiego trzymając na uboczu drużyny. Jego forma systematycznie jednak rosła. W ostatnim czasie osiągnęła szczyt - zdobył gola z Levante w lidze, trafił dla Francji w sparingu z Brazylią i w końcu na Gerland. To może być najważniejsza bramka klubu z Madrytu zdobyta w ostatnich siedmiu latach.

Był jeden człowiek w Realu, który nie tracił wiary w Benzemę. A raczej wiary w to, że 35 mln euro nie wyrzucił w błoto. Florentino Perez zmuszał najpierw Manuela Pellegriniego, a ostatnio także Jose Mourinho, by wydobyli z francuskiego napastnika to, co najlepsze. "Mou zmienił mnie zupełnie, dzięki niemu stałem się wojownikiem" - powiedział niedawno Benzema. Komplementy nie są dobrym sposobem na Mourinho. To stary wyga. Bramka na Gerland stała się jednak wspaniałym prezentem dla wszystkich w klubie, którym Karim był coś winien. Zaczynając od prezesa.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

Zobacz zestaw par 1/8 finału Ligi Mistrzów

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Karim Benzema | Jose Mourinho | Real Madryt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje