Reklama

Reklama

Błochin: W meczu ze Szwecją zobaczyłem drużynę

Piłkarska reprezentacja Ukrainy, współgospodarza Euro 2012, uległa Szwecji 0-1 w towarzyskim meczu piłkarskim w Charkowie. Nie bacząc na porażkę Oleg Błochin pozytywnie ocenił postawę swego zespołu. Jego zdaniem na boisku widać było, że jest to już drużyna.

"Ogólnie jestem zadowolony z gry. Po dwóch dniach zgrupowania i jednym treningu drużyna wyglądała nieźle. Przez pierwsze 25 minut zawodnicy poznawali się wzajemnie, tak się bowiem składa, że do każdego meczu przystępujemy w nowym zestawieniu. Generalnie było dużo walki, podań, a mnie osobiście spodobało się, że widziałem na boisku kolektyw, który chce walczyć" - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej selekcjoner reprezentacji.

Jak powiedział Błochin, obie drużyny miały okresy dobrej gry, choć nie zabrakło błędów. Jego zdaniem zespół Ukrainy miał w drugiej połowie przewagę i tym bardziej przykra jest porażka po bramce zdobytej przez rywali w 93. minucie. "Ale co zrobić. Taki właśnie jest futbol" - skomentował.

Reklama

"Mam już koncepcję, jak powinna wyglądać reprezentacja na Euro, ale jeśli będzie się utrzymywać dotychczasowa sytuacja z plagą kontuzji i innych okoliczności eliminujących poszczególnych graczy, trudno będzie tę koncepcję zrealizować. Są jeszcze problemy, których nie mogę rozwiązać w obecnej sytuacji kadrowej. Na określone pozycje po prostu brakuje piłkarzy, których bym tam widział. Ma już jednak jasność, w jakim kierunku zmierzamy" - podkreślił Błochin.

Legendarny ukraiński piłkarz był bardzo zadowolony z atmosfery panującej na trybunach stadionu Metalista. "Chcę podziękować charkowskim kibicom. Bardzo mi się podobało jak dopingowali naszą drużynę. Choć stadion nie był zapełniony w całości, mieliśmy mocne wsparcie - przyjemniej gra się w takiej atmosferze, niż przy pustawych trybunach" - powiedział.

Oleg Błochin nie ukrywał, że uważa Charków za doskonałe miejsce na zgrupowania i mecze reprezentacji. "Kiedy graliśmy w Doniecku, z nie byle kim, bo z Francją, na trybunach było 10 tysięcy ludzi. Kiedy patrzy się na tych rozrzuconych na trybunach 50-tysięcznika widzów robi się trochę przykro. Nie czuje się nawet dopingu. A podczas meczu w Charkowie ochrypłem, bo żeby przekazać uwagi zawodnikom musiałem przekrzyczeć kibiców. Z takim dopingiem mamy do czynienia tylko w dwóch ukraińskich miastach - Lwowie i Charkowie. Ta atmosfera jest ważna i doceniają to także zawodnicy. Przed meczem przypomniałem im: przyjdzie tłum ludzi, nie możemy ich rozczarować. Gramy przecież dla kibiców, nie dla siebie. Dla siebie to możemy się zamknąć w hotelu i pograć w piłkarzyki."

Selekcjoner przyznał jednocześnie, że nie ma wielkiego wpływu na to, gdzie reprezentacja rozgrywa mecze towarzyskie przed mistrzostwami Europy. "Dam przykład. We wrześniu mamy zaplanowane dwa mecze tuż po sobie - 2. z Urugwajem u siebie i 6. z Czechami na wyjeździe. Moim zdaniem pierwszy mecz warto byłoby rozegrać w Kijowie, odpocząć dwa dni i stamtąd polecieć do Pragi. Oczywiście, z Charkowa mamy do Kijowa zaledwie 40 minut lotu, ale tylko pozornie takie podróże nie mają znaczenia. Jednak UEFA postanowiła, że dla lepszego przygotowania stadionu w Charkowie, powinniśmy rozegrać mecz z Urugwajem właśnie na obiekcie Metalista" - wyjaśnił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL