Reklama

Reklama

Błąd asystenta Beenhakkera

"Mam 58 lat i nie potrzebuję być, tam gdzie mnie nie chcą. Przyjmując ofertę Arki popełniłem błąd" - twierdzi na łamach "Sportu" były asystent Leo Beenhakkera, Bobo Kaczmarek. Szkoleniowiec u boku Holendra pracował przez dwa lata, w Arce zaś... dwa dni.

Po liście napisanym przez kibiców Arki, którzy domagali się odejścia świeżo zatrudnionego trenera, Kaczmarek zdecydował się jednak odejść.

"Nie miałem wątpliwości, że tak powinienem postąpić. Sytuacja była nienormalna i uniemożliwiała pracę z zespołem. Trzy tygodnie przed startem takie coś nie może mieć miejsca" - twierdzi Kaczmarek.

"Bobo" przyznaje również, że u podłoża jego decyzji były też obawy o własną reputację i zdrowie.

"Nie chcę, żeby wywieszano na stadionie obrażające mnie transparenty. Po co mi to? Nie miałem też gwarancji, że jakiś kibol nie wejdzie do szatni i mnie nie pobije, a takie rzeczy w klubach z Wybrzeża się działy" - mówi Kaczmarek. Na koniec dodaje, że zdecydował się odejść mimo że na spotkaniu z działaczami Arki pojawili się także kibice, którzy jednak próbowali go przekonać do pozostania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL