Reklama

Reklama

"Bili nawet kobiety i dzieci"

Polscy kibice są oburzeni postawą słowackiej policji przed, w trakcie i po środowym meczu eliminacyjnym mistrzostw świata 2010 między Polską a Słowacją w Bratysławie (1:2). Zdaniem fanów reprezentacji Polski słowacka policja nadużywała siły, a skandalem można nazwać to, że biła nawet kobiety i dzieci!

"Od 14 lat jeżdżę na spotkania reprezentacji i może nawet nie jako kibic, ale jako Polak czuję się poniżony, bo jak nazwać zachowanie policjantów, bijących po głowach niewinne kobiety i dzieci, które uciekają w panice przed funkcjonariuszami po krzesełkach" - opowiadał PAP Grzegorz Kownacki, który był świadkiem środowych wydarzeń na stadionie w Bratysławie.

Kownacki podkreślał jak bardzo różniło się zachowanie policji na Słowacji, chociażby od polskiej podczas meczu z Czechami w Chorzowie, czy od tej na czerwcowych mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii oraz świata z 2006 roku w Niemczech.

Reklama

"Byli niesamowici, robiliśmy sobie z nimi zdjęcia, pomagali nam rozwieszać flagi. Oni zwyczajnie nie przeszkadzali, byli niewidoczni. Spotkanie w Chorzowie pokazało, że polscy stróże prawa potrafią także zgasić rozróbę w zarodku i nie pozwolili, by rozniosła się na cały stadion" - opisywał.

Z dalszej relacji Kownackiego wynika, że to słowaccy policjanci sprowokowali wydarzenia na obiekcie w Bratysławie.

"Około 30 minut przed pierwszym gwizdkiem kilku mundurowych weszło w sektor biało-czerwonych. Nie wiem w jakim celu, bo było spokojnie. W ruch poszły pałki, a fani bronili się pięściami i nogami. W końcu stróże prawa wpadli z bronią w ręku, bili po głowach, kopali leżących. Ludzie gubili buty, zostali przyciśnięci do muru, z zakrwawionymi głowami pozostali sami sobie, szukali chusteczek, by opatrzyć rany, lekarza nie wprowadzono" - opowiadał PAP świadek wydarzeń.

Z całkiem innej strony przedstawia to strona słowacka. Z informacji, które dotarły do Polski wynikało, że ok. 200 polskich pseudokibiców zaatakowało słowackich funkcjonariuszy, gdy ci chcieli skontrolować jednego z nich podejrzewając, że w plecaku może mieć race. Decyzja o użyciu gazu zapadła, gdy zaczęto rzucać w policjantów kamieniami i krzesłami.

"Informacje o zamieszkach przekazane zostały do biura międzynarodowej współpracy w KGP. Zrobimy wszystko by pomóc słowackiej policji w identyfikacji osób, które brały w nich udział" - powiedział PAP rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Dodał, że będzie to możliwe m.in. dzięki nagraniom z tamtejszego monitoringu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy