Reklama

Reklama

"Będę walczyć"

Mateusz Sawrymowicz rok temu na pływackich mistrzostwach świata w Melbourne zdobył złoty medal na 1500 m stylem dowolnym ustanawiając wynikiem 14.45,94 rekord Europy. Wynik ten sprawił, że Polak jest jednym z faworytów do medalu na tym dystansie również na igrzyskach w Pekinie.

Do olimpijskiego startu Sawrymowicz przygotowywał się w Sierra Nevada. Trener Polaka, Mirosław Drozd, zafundował pływakowi cztery tygodnie ciężkiego treningu. Zawodnik w czasie zgrupowania kilka razy narzekał, że już nie daje rady. Patrząc jednak na trenujących obok Katarzynę Baranowską i Przemysława Stańczyka mobilizował się do dalszej pracy. Na koniec przygotowań w Hiszpanii szkoleniowiec poinformował Sawrymowicza, że w porównaniu z poprzednim rokiem zrobił postęp, o czym świadczą badania krwi. "Trener przekonuje, że to dobry znak przed igrzyskami" - mówił Sawrymowicz. "Cieszę się z tego i ufam mu. Chcę popłynąć tak szybko, jak jeszcze nigdy nie płynąłem. To jest mój cel. Nie wiem jednak, czy to wystarczy do medalu" - przyznał Polak. "Będę walczyć - to mogę zagwarantować" - dodał wychowanek MKP Szczecin. Zawodnik powiedział, że nie może obiecać sukcesu. Według niego sportowcy z duszą fightera muszą być pewni siebie, ale nie gwarantuje to im sukcesu, bo w trakcie zawodów może się wiele zdarzyć. Mateusz Sawrymowicz, Katarzyna Baranowska i Przemysław Stańczyk jako pierwsi złożyli olimpijskie ślubowanie i są już w Japonii, gdzie w niecodzienny sposób szlifują formę przed igrzyskami. Trener Mirosław Drozd, podobnie jak amerykańscy szkoleniowcy, budzi zawodników o 5.00 rano i zabiera ich na kilometrową "przebieżkę" na basen, po której reprezentanci Polski jedzą śniadanie. A wszystko po to, aby odpowiednio przygotować Polaków do startu w finałach, które w przypadku pływaków będą rozgrywane przed południem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL