Reklama

Reklama

Bartoszek ucieka od odpowiedzialności

Ucieka od odpowiedzialności obarczając winą innych, choć doskonale wie, że decydował praktycznie o wszystkim w zakresie przygotowania fizycznego. Tak postępuje człowiek bez honoru! - uważa Łukasz Bortnik, który odpowiada na zarzuty postawione przez trenera Macieja Bartoszka.

Trener, który miał odpowiadać w drużynie z Bełchatowa za przygotowanie fizyczne uważa, że opinie wygłaszane w mediach przez Bartoszka są nieprawdziwe.

"Mój wpływ był mocno ograniczony"

- Ktoś może powiedzieć, że moje metody nie są skuteczne na polskich boiskach, bo i Cracovia, a teraz Bełchatów niczym specjalnym nie wyróżniały się w lidze. Ale nie każdy wie, w jakim stopniu ja miałem bezpośredni wpływ na trening motoryczny piłkarzy. Niestety, był to mały wpływ. O wszystkim decydował pierwszy trener, włącznie z tym jak będzie się kształtował mikrocykl tygodniowy, jakie akcenty motoryczne będą realizowane, jakie ćwiczenia będą wykonywane, ile będzie powtórzeń i serii ćwiczeń, jak długi będzie czas pracy i czas odpoczynku. Jak ja mogę być oceniany za przygotowanie fizyczne zespołu, skoro tak naprawdę mój wpływ jest bardzo mocno ograniczony i nie mogę wykonywać tego co uważam za słuszne w danym momencie? - pyta retorycznie były pracownik GKS Bełchatów i Cracovii.

Reklama

- Nie mam nic przeciwko krytyce, ale musi być ona słuszna. Nie mogę brać odpowiedzialności za rzeczy, o których decydował ktoś inny. Jeśli mam możliwość wykonywania swojej pracy według mojej filozofii, to wtedy mogę wziąć na siebie odpowiedzialność w stu procentach i jeżeli zawalę, wtedy schylę głowę i przyznam się do błędu - dodaje.

"Bartoszek uciekał od odpowiedzialności"

- W mediach Maciej Bartoszek wypowiada się źle o przygotowaniu fizycznym Bełchatowa. A ktoś kto ucieka od odpowiedzialności i obarcza winną innych, wiedząc doskonale o tym, że decydował praktycznie o wszystkim w zakresie przygotowania fizycznego piłkarzy, to dla mnie człowiek bez honoru! - ripostuje Bortnik.

- Ja dołączyłem do drużyny w połowie okresu przygotowawczego, nie miałem żadnego wpływu na okres roztrenowania, który w pewnym stopniu jest fundamentem okresu przygotowawczego. Na dodatek, wszystko było podporządkowane metodom pracy Bartoszka - kompletnie niesprawdzonym i nie popartym przez literaturę naukową. Każdego dnia monitorowałem obciążenia treningowe i posiadam pełną dokumentację na to, że były one na niepokojąco niskim poziomie w trakcie trwania całej rundy wiosennej - argumentuje.

Były współpracownik Bartoszka twierdzi, iż pierwszy trener wobec jego rad przechodził obojętnie.

- Przychodząc do Bełchatowa, dano mi jasno do zrozumienia, że będę pełnił rolę doradcy, a nie kogoś, kto podejmuje pełne decyzje w zakresie przygotowania motorycznego zawodników. Jednego mogę obecnie żałować - całe "przedsięwzięcie" firmowałem swoim nazwiskiem i być może w pewnym momencie powinienem stanowczo się temu sprzeciwić. Ucierpiała przez to moja reputacja z powodu czyjejś niekompetencji i braku honoru - wyjaśnia.

"Byłem zażenowany jego metodami"

- Informowałem pierwszego trenera o moich spostrzeżeniach, ale on nie reagował w prawidłowy sposób. Wielokrotnie byłem zażenowany metodami Bartoszka, ale za każdym razem najbliżsi współpracownicy uspakajali mnie i przypominali, że jestem tylko doradcą i zwracali uwagę, iż należy mu pozwolić pracować, bo to on podejmuje decyzje i z tego powodu poniesie odpowiedzialność za wszytko na koniec rozgrywek - twierdzi Bortnik, który uważany jest za specjalistę w swojej dziedzinie. Nic w tym dziwnego, wykształcenie zdobywał przecież w Stanach Zjednoczonych, a więc w kraju, który uważany jest za kolebkę przygotowania fizycznego.

- Większość najnowszych trendów pochodzi właśnie zza oceanu. Będąc w Anglii zaobserwowałem wśród Anglików fascynację szkołą amerykańską w dziedzinie przygotowania fizycznego - opowiada były asystent szkoleniowca GKS-u. - Testy oceniające postawę ciała i wykrywające jego wady (FMS), trening stabilności centralnej, propriocepcja, SPARQ, trening siły i mocy podbijają Europę i znajdują coraz większą grupę zwolenników tej szkoły - fachowo tłumaczy szkoleniowiec.

Zawodnicy, którzy pracowali z Bortnikiem o jego metodach pracy wypowiadają się w samych superlatywach. - Jest świetnym fachowcem, który posiada ogromną wiedzę. Współpraca z nim w GKS Bełchatów była niezwykle cenna. Uważam, że Łukasz ma wszelkie umiejętności do tego by osiągnąć duży sukces w swoim fachu. Nie rozumiem wypowiedzi, które krytykują Łukasza za złe przygotowanie fizyczne GKS-u Bełchatów. Jeśli drużyna straci bramkę w 90 minucie i przegrywa mecz, to zaraz mówi się, że zespół jest źle przygotowany fizycznie, a na to składa się wiele czynników i nie można wybierać sobie kozła ofiarnego, który nagle stanie się odpowiedzialny za całe zło - uważa Dariusz Pietrasiak, piłkarz Polonii Warszawa.

- W Cracovii z Łukaszem współpracowaliśmy przez pół roku i tę współpracę oceniam wyłącznie pozytywnie. Łukasz jest bardzo zaangażowanym, dobrym fachowcem o szerokiej wiedzy na temat fizjologii. Chętnie z nim rozmawiałem. Prowadziliśmy konstruktywne rozmowy, z których zawsze dowiadywałem się czegoś ciekawego - dodaje z kolei Radosław Matusiak.

Żewłakow broni Bortnika

Czym zatem były spowodowane mizerne wyniki GKS-u Bełchatów? - Myślę, że Łukasz nie mógł w 100 procentach wykonywać swojej pracy ze względu na zbyt krótki czas pobytu z nami - uważa Marcin Żewłakow. - Aby miarodajnie ocenić jego pracę potrzebny byłby okres minimum jednego sezonu i przepracowanej zimy. Trzeba też pamiętać, że ostateczne decyzje na temat treningu czy wszystkich innych spraw podejmował trener Maciej Bartoszek. Pewne spostrzeżenia i rady Łukasza nie pokrywały się z wizją szkoleniowca. Czerpałem z jego wiedzy tyle, ile tylko mogłem. Byłem i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem jego wiedzy i podejścia do przygotowania fizycznego, bo przygotowania fizyczne to nie tylko sam trening.

- Łukasz pokazał nam jak duże znaczenie dla zawodnika mogą mieć czynności wykonywane poza boiskiem. Chodzi tutaj o najnowsze metody odnowy biologicznej stosowane w najlepszych klubach europejskich, sposób odżywiania się przed i po meczu, sprawy związane z odpowiednim nawodnieniem organizmu i suplementacją diety - szczerze odpowiada Marcin Żewłakow, napastnik bełchatowskiej drużyny.

USA powinny być wzorem

- Pomijając aspekt materialny, różnica pomiędzy nami a Stanami jest taka, iż tam już od jakiegoś czasu zrozumieli jak ważne jest przygotowanie fizyczne w sporcie. A trenerzy nie kwestionują kwalifikacji specjalistów w tej dziedzinie i z dużym zaufaniem powierzają swoich zawodników w ich opiekę. Z kolei dzieci od najmłodszych lat są nauczane właściwych wzorców ruchowych podczas wykonywania najprostszych zadań ruchowych. To przynosi niesamowite efekty w przyszłości w postaci nie tylko mniejszego ryzyka odniesienia kontuzji, ale także w postaci lepszych parametrów siłowych, szybkościowych i wytrzymałościowych - twierdzi Bortnik, który jest podekscytowany podniesieniem poziomu sportowego na przykładzie USA.

- Amerykanie stworzyli program rozwoju piłkarskiego na wzór szkoły niemieckiej, hiszpańskiej i angielskiej. Ten program dotyczy metod nauczania i doskonalenia techniki i taktyki głównie w formie małych gier z różnymi zadaniami kształtującymi "inteligencję" piłkarską i jest on wdrażany w całym kraju. Z jakim efektem? 22. miejsce w rankingu FIFA - wyjaśnia były współpracownik trenera Bartoszka.

Wyprzedzają nas nawet kluby z Meksyku

- Niestety, z przykrością stwierdzam, że większość klubów z naszej Ekstraklasy odstaje od klubów meksykańskich pod względem finansowym i organizacyjnym. Może kilka słów o Pachuca CF, w której pracowałem. Miałem tam fantastyczne warunki do pracy. Tamtejsza infrastruktura jest na światowym poziomie - dwa perfekcyjne boiska trawiaste tylko dla potrzeb pierwszego zespołu, siłownia wyposażona w najwyższej jakości sprzęt siłowy, basen kryty, spa, gabinet odnowy biologicznej, własne laboratorium, sala kinowa w klubie, telewizja klubowa. Musi upłynąć jeszcze trochę czasu zanim w Polsce doczekamy się porównywalnych warunków - zaznacza, Bortnik, który oprócz wspomnianego wcześniej GKS Bełchatów pracował także w Cracovii również jako specjalista ds. przygotowania fizycznego. Zdążył więc już poznać polskie realia.

- W polskiej lidze mamy wielu zawodników, którzy w piłce seniorskiej po raz pierwszy dowiadują się, jak prawidłowo wykonać przysiad - jedno z podstawowych ćwiczeń poprawiających siłę kończyn dolnych. Amerykańską mentalność cechuje chęć odniesienia sukcesu, pewność siebie, duma i to jest wpajane od najmłodszych lat. W Polsce z tym jest troszeczkę gorzej, dlatego chciałbym zmienić podejście w naszym kraju do przygotowania fizycznego poprzez moją firmę Sports Performance Bortnik, którą prowadzę wraz z bratem Karolem - twierdzi.

Bortnik - jak na specjalistę przystało - cały czas inwestuje w swój rozwój osobisty. Jako pierwszy Polak w historii będzie miał możliwość uczestniczenia w kursie Football Association Fitness Trainers Award organizowanym przez Angielską Federację Piłkarską. To najwyższy tytuł z przygotowania fizycznego w futbolu w Anglii uprawniający do pracy nie tylko Premier League. Kurs ten honorowany jest bowiem na całym świecie.

Z amerykańskim uprawnieniem

Bortnik niedawno otrzymał certyfikat amerykańskiej organizacji National Strentgh&Conditioning Association jako Certified Strength&Conditioning Specialist (Specjalista od treningu siłowego i kondycyjnego). To bardzo ważny tytuł, który na całym świecie jest świadectwem fachowości i kompetencji w zakresie szeroko pojętego przygotowania fizycznego. Jest to specjalizacja, którą trzeba odnawiać co pół roku, co z kolei daje pewność, że jest się na bieżąco ze światowymi trendami. Otrzymanie certyfikatu poprzedzone jest bardzo trudnym i wymagającym egzaminem.

- Przez moje 12 lat pobytu we Francji, Belgii i Cyprze współpracowałem z bardzo dobrymi specjalistami w dziedzinie przygotowania fizycznego. Łukasz doskonale orientuje się w europejskich standardach i stara się przeszczepić swoją wiedzę na grunt polskiego sportu, jednocześnie ciągle podnosząc swoje kwalifikacje. Oby w Polsce pracowało więcej takich wybitnych specjalistów - przyznaje Marcin Żewłakow.

- Dzisiaj bez wahania mogę powiedzieć, że zbyt wielu niewłaściwych ludzi pracuje w polskim futbolu i to od najniższych stanowisk po te najwyższe, zarządzające. Całe środowisko piłkarskie milczy na ten temat. Najwięcej widzą i wiedzą sami piłkarze, bo to oni doświadczają wszystkiego na własnej skórze. Zdaję sobie sprawę, iż moje słowa mogą niektórymi osobami mocno wstrząsnąć, ale ja nie boję się o tym głośno powiedzieć. Niestety, cierpi na tym polska piłka - kwituje Bortnik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje