Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 28. kolejki Ekstraklasy

Choć mistrza Polski już znamy, to w Ekstraklasie wciąż trwa zacięta walka o utrzymanie i miejsca gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte, więc emocje czekają nas do końca sezonu.

Liczymy natomiast, że w sobotę sezon zakończył się dla arbitra Roberta Małka. Arbiter z Zabrza skompromitował się po raz kolejny tej wiosny. Jakiś czas temu nie pokazał czerwonej kartki Krzysztofowi Kotorowskiemu w meczu Lecha z Legią, bo tak mu się wydawało. W sobotnim spotkaniu z Cracovii z Widzewem najpierw uznał dla gospodarzy gola ze spalonego, a potem nie podyktował dla "Pasów" ewidentnej "11" po faulu Bartosza Kanieckiego na Bartłomieju Dudzicu.

Małek, jako jeden z nielicznych sędziów potrafi po meczu porozmawiać z dziennikarzami, dyskutuje o spornych sytuacjach. "Każdy ma prawo do błędu" - tłumaczył się. Oczywiście, że każdy. Tylko, że za swoje błędy piłkarz traci miejsce w składzie, trenerzy są zwalniani, drużyny spadają z ligi, a pan Małek dalej robi swoje i niczym nie musi się przejmować, bo "ma przecież tylko ułamek sekundy, aby podjąć właściwą decyzję". Ale na tym właśnie polega pana praca. Tym się pan różni od przeciętnego kibica, że właśnie musi podejmować właściwe decyzje w ułamku sekundy. Jak się tego nie potrafi, to może czas zmienić zajęcie?

Reklama

Lekcja pokory dla Klicha

Pozostając jeszcze przy meczu "Pasów" z Widzewem wspomnieć trzeba o bardzo rozczarowującej postawie Mateusza Klicha. Pomocnik Cracovii jest kolejnym przykładem, jak łatwo u nas kreuje się gwiazdy. Wystarczyło kilka w miarę udanych spotkań, jakieś przypadkowe bramki i już Klich stał się bohaterem spekulacji transferowych do Legii, a trener Franciszek Smuda osobiście pofatygował się na stadion przy ul. Kałuży, aby utwierdzić się w słuszności decyzji, o wysłaniu nominacji dla lidera Cracovii na najbliższe mecze. Tymczasem zobaczył rozkojarzonego zawodnika, który nie był w stanie pokierować grą swego zespołu w arcyważnym spotkaniu. Dodatkowo dwoma głupimi faulami sprawił, że od 67. minuty jego drużyna grała "10". Nie odmawiamy Klichowi talentu, ale takie spotkania, jak to z Widzewem powinny być dla niego lekcją pokory.

Nie do tej bramki

W piątek obejrzeliśmy w Bełchatowie jeden z bardziej koszmarnych meczów w tym sezonie. Na szczęście tylko garstka widzów była świadkami "popisów" piłkarzy GKS-u Bełchatów i Zagłębia Lubin. Tym drugim bardziej się chciało, więc wygrali. Rozgrywający swój 150. mecz w Ekstraklasie Grzegorz Fonfara postanowił uczcić jubileusz golem. Szkoda tylko, że pomylił kierunki i zaskoczył swojego bramkarza.

Kierunki pomylili także piłkarze Śląska Wrocław, którzy w 20 minut strzelili sobie dwa "samobóje". Po raz kolejny trener Orest Lenczyk zapomniał wstawić do składu napastników (co z tego że Cristian Diaz w poprzednim meczu zdobył dwie bramki. niech Argentyńczyk wie kto tu rządzi). Powoli przestajemy się dziwić dlaczego Lenczyk, pracując w naszej lidze od 1977 roku, tylko raz doprowadził zespół do mistrzostwa Polski. Jemu brakuje mentalności zwycięzcy, tej odrobiny szaleństwa, która pozwala sięgać po trofea. Bezpieczniej jest przecież parkować w swoim polu karnym przegubowce.

Za dużo chamstwa

Oglądając grę Korony od listopada ubiegłego roku można tylko załamywać ręce. Kielczanie to w tej chwili najgorsza drużyna Ekstraklasy. Gdyby nie pokaźna zaliczka punktowa z początku sezonu, to pewnie znalibyśmy już jednego ze spadkowiczów. W Białymstoku podopieczni Włodzimierza Gąsiora zagrali koszmarnie, a Paweł Sobolewski - tylko łaskawości arbitra - zawdzięcza fakt, że dotrwał do końca meczu. Nie wytrzymał nawet komentator Orange Sport Andrzej Iwan, który stwierdził, że kielczanie zachowują się jak wieśniacy.

Skoro jesteśmy przy werbalnych "popisach", to bramkarz Wisły Siergiej Pereiko przebił swojego kolegę klubowego Patryka Małeckiego sprzed tygodnia. Rozjuszony podyktowaniem rzutu karnego i pokazaniem mu czerwonej kartki (kontrowersyjne decyzje arbitra) reprezentant Estonii kwieciście zbluzgał arbitrów w języku Aleksandra Puszkina i Fiodora Dostojewskiego. Co ciekawe, pierwszym uspokajającym Pareikę był... Małecki.

Lech Poznań - bez europejskich pucharów? Ten scenariusz jest już prawie przesądzony. Drużyna posiadająca w swoich szeregach tylu klasowych piłkarzy zajmuje dopiero 7. miejsce w tabeli. Podopieczni Jose Marii Bakero po raz kolejny dali pokaz niefrasobliwości i braku profesjonalizmu, tracąc w dwie minuty dwa gole i pewne - wydawałoby się - zwycięstwo.

Co wie Fornalik?

Trener Waldemar Fornalik po klęsce 0-3 Ruchu z Polonią Warszawa wygłosił dość dziwne zdanie. "Musimy siąść w klubie i porozmawiać na pewne tematy, bo chciałbym być pewien, że przegraliśmy to spotkanie w kategoriach czysto sportowych i nie będę tego wątku dzisiaj rozwijał". A może jednak warto ten wątek rozwinąć. Nic tak nie drażni jak niedopowiedzenia.

Przez lata wszyscy wiedzieli o korupcji w naszym futbolu, czasami dawali coś do zrozumienia, ale brakowało odważnych, którzy postawiliby sprawę jasno. Jak pan Fornalik coś wie, albo coś ustali w tych "rozmowach na pewne tematy", trzeba to głośno i zdecydowanie wyartykułować. Albo za pośrednictwem mediów, albo odpowiednim organom.

Jeż i Mierzejewski - królowie asyst

A teraz o sprawach przyjemniejszych, czyli o Asach 28. kolejki. O Robercie Jeżu już można mówić, że został jedną z najjaśniejszych gwiazd Ekstraklasy. Świadczący usługi reklamowe dla Górnika, przez firmę zarejestrowaną na Cyprze, Słowak poprowadził Górnika do zwycięstwa ze Śląskiem. Po jego dośrodkowaniu Tadeusz Socha pokonał własnego bramkarza, on też wyłożył idealnie piłkę Grzegorzowi Boninowi przy goli na 3-1. Za dwie asysty i efektowną grę wyróżniamy też Adriana Mierzejewskiego, a zwłaszcza za fantastyczny rajd przy golu Ebiego Smolarka.

Piotr Grzelczak długo czekał na swoją szansę, ale gdy ją dostał, to udowadnił, że warto na niego stawiać. Dwa gole strzelone Cracovii były tego kolejnym dowodem. W spotkaniu z Lechem, po chwilowym letargu, przebudziła się największa gwiazda Lechii - Razack Traore, który dwoma bramkami przedłużył nadzieje gdańszczan na miejsce na podium.

Stary dobry "Franek"

Jagiellonia wiosną zawodziła na całej linii. W meczu z Koroną jednak ujawniła swoje możliwości. Znowu oglądaliśmy popis mądrej i skutecznej gry Tomasza Frankowskiego, który jest na najlepszej drodze do wywalczenie czwartego w karierze tytułu króla strzelców. Brawa - za dwa gole - należą się też młodemu Tomaszowi Kupiszowi.

Po przegranym meczu Arki z Ruchem (0-2) wskazano jednego winnego - bramkarza Marcelo Moretto. Wysłano go na urlop do Portugalii, jego zastępca Hieronim Zoch zawalił spotkanie z Koroną, więc trzeba było przeprosić się z Brazylijczykiem. W arcyważnym spotkaniu z Polonią Bytom Moretto pokazał, że nieprzypadkowo grał kiedyś w Lidze Mistrzów i obronił karnego strzelanego przez Ronaldinho.

Hit Legii z Wisłą rozczarował swoim poziomem. Naprawdę trudno kogoś wyróżnić. Więc tak nieco dla zachęty stawiamy na Sebastiana Szałachowskiego. Ten notorycznie nękany kontuzjami zawodnik godnie żegna się z warszawskim klubem. Jako jedyny z warszawskich piłkarzy znalazł sposób na ogranie Osmana Chaveza i zdobył ładnego gola.

Zobacz relacje z meczów 28. kolejki

Ruch Chorzów - Polonia Warszawa 0-3

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 2-1

Arka Gdynia - Polonia Bytom 2-1

Cracovia - Widzew Łódź 1-2

Legia Warszawa - Wisła Kraków 2-0

Jagiellonia Białystok - Korona Kielce 4-0

Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 3-1

PGE GKS Bełchatów - Zagłębie Lubin 0-2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje