Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

24. kolejka T-Mobile Ekstraklasy nie obfitowała w niespodziewane rozstrzygnięcia. Tradycyjnie przygotowaliśmy jednak dla was wykaz Asów i Cieniasów z minionej serii spotkań. Zapraszamy do wyboru największego Asa i Cieniasa!

Asy:

Arkadiusz Milik (Górnik Zabrze) - najmłodszy piłkarz w talii Adama Nawałki był bohaterem ostatniego meczu zabrzańskiego zespołu z Koroną Kielce. 18-letni napastnik ostatnio wielokrotnie krytykowany był przez kibiców Górnika za małą zdobycz bramkową, jednak potrafił przełamać się i dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców. Utalentowany snajper w idealnym momencie wziął na siebie odpowiedzialność za bramki, ponieważ w słabej dyspozycji jest ostatnio Prejuce Nakoulma. W niedzielnym meczu Milik najpierw wywalczył rzut karny, który sam wykorzystał, zaś kilka minut później pewnie wykorzystał sytuację sam na sam ze Zbigniewem Małkowskim. Ze względu na datę urodzenia (28 lutego), jego talent często porównywany jest do Włodzimierza Lubańskiego. Snajper zabrzan trzeźwo jednak stoi na nogach, uważając, że są to porównania przesadzone, na wyrost.

Reklama

Szymon Pawłowski (Zagłębie Lubin) - ulubieniec Franciszka Smudy wreszcie zaprezentował formę godną reprezentanta Polski. Dynamiczny skrzydłowy był architektem ostatniego zwycięstwa "Miedziowych". W meczu z Jagiellonią zdobył dwie bramki, które w znacznym stopniu przybliżyły lubinian do wywalczenia utrzymania.

Abdou Razack Traore (Lechia Gdańsk) - ciemnoskóry napastnik znowu zaczął błyszczeć. Afrykańczyk był niewątpliwie bohaterem Lechii Gdańsk w meczu z PGEW/GKS Bełchatów. Świetna postawa (gol i dwie asysty) przebojowego reprezentanta Burkina Faso w dużym stopniu pomogła gdańszczanom odnieść pierwsze zwycięstwo na wiosnę. To w tej chwili najlepszy piłkarz w drużynie prowadzonej przez Pawła Janasa.

Arkadiusz Piech (Ruch Chorzów) - utalentowany snajper strzelił gola, który przesądził o zwycięstwie "Niebieskich" w wyjazdowym meczu z Widzewem. Pochodzący ze Świdnicy napastnik tym samym potwierdził swoje aspiracje do gry w reprezentacji Polski. Franciszek Smuda powinien zwrócić na niego szczególną uwagę w kontekście powołań na Euro 2012. To w końcu najlepszy - obok Tomasza Frankowskiego - strzelec w Ekstraklasie z polskim paszportem.

Wojciech Łobodziński (Łódzki KS) - pochodzący z Bydgoszczy zawodnik na gola w Ekstraklasie czekał niemal trzy lata! Popularny "Łobo" z ostrego kąta wcisnął piłkę pod poprzeczką Richarda Zajaca, strzelając gola na wagę trzech punktów. To trafienie może okazać się bezcenne w kontekście walki o utrzymanie. Kibice łódzkiego zespołu na zwycięstwo swoich pupili czekali od 30 października ubiegłego roku.

Mateusz Możdżeń (Lech Poznań) - 21-letni pomocnik definitywnie odkupił winy z meczu z Wisłą (zmarnował dwie sytuacje i dostał czerwoną kartkę). Młodzieżowy reprezentant Polski miał udział przy wszystkich golach dla "Kolejorza". Pierwszego strzelił sam, przy drugim zaliczył asystę, zaś trzeciego wypracował. Skrzydłowy poznańskiego zespołu w meczu z Cracovią był najlepszym zawodnikiem na placu. To głównie dzięki jego świetnym dośrodkowaniom lechici wywalczyli komplet punktów na nierównej i kiepskiej murawie.

Władimir Dwaliszwili (Polonia Warszawa) - to jemu trener Czesław Michniewicz może zawdzięczać świetny debiut. Tym samym napastnik reprezentacji Gruzji przywrócił kibicom "Czarnych Koszul" wiarę w walce o mistrzostwo Polski. W meczu ze Śląskiem Wrocław Gruzin był wyróżniającym się piłkarzem.

Czesław Michniewicz (trener Polonii Warszawa)- "Polski Mourinho" zaliczył wymarzony debiut. Pod jego wodzą stołeczny zespół rozgromił Śląsk Wrocław 3-0. Michniewicz nie tylko odmienił Polonię, ale błysnął też kilkoma trafnymi pomeczowymi wypowiedziami, jak choćby ta o Rolling Stonesach i disco polo. Ważniejsze jednak, że Polonia grała mądrze, agresywnie i skutecznie, choć brakowało jej m.in. pauzującego za kartki lidera drugiej linii - Roberta Jeża.

Cieniasy:

Cristian Omar Diaz (Śląsk Wrocław) - w spotkaniu z Polonią był zupełnie bezproduktywny. Można zastanawiać się, dlaczego trener Orest Lenczyk tak długo trzymał go na placu gry. Aż strach pomyśleć, w jakiej formie jest obecnie Johan Voskamp, który stracił miejsce w wyjściowym składzie na korzyść Argentyńczyka.

Waldemar Sobota (Śląsk Wrocław) - filigranowy skrzydłowy wicemistrzów Polski zaliczył kolejny bezowocny występ. Jego forma jest bardzo niepokojąca.

Luka Pejović (Jagiellonia Białystok) - obrońca zespołu z Podlasia bezczynnie patrzył jak Szymon Pawłowski pakuje piłkę do siatki. Czarnogórcowi ewidentnie brakowało agresywności, zachowywał się biernie.

Piłkarze Wisły Kraków - mistrzowie Polski przez piętnaście minut grali nawet w przewadze dwóch zawodników, a mimo to nie potrafili zagrozić bramce Legii. Zawodnicy "Białej Gwiazdy" w niczym nie przypominają drużyny, która przed rokiem wywalczyła mistrzostwo Polski. To był raczej zlepek poszczególnych indywidualności. Podopieczni Michała Probierza grali zbyt głęboko cofnięci, mieli ogromne problemy z konstruowaniem ataków pozycyjnych, po których w zasadzie nie było żadnego zagrożenia.

Maciej Skorża (trener Legii Warszawa) - rozemocjonowany szkoleniowiec nie dotrwał na ławce do końca szlagierowego spotkania z Wisłą Kraków. Wbiegł na murawę podczas meczu i zaatakował sędziego, za co został wyrzucony na trybuny. Nie udał się jednak na nie, tylko przed wejściem do tunelu dowodził drużyną. Sędziego wprawdzie przeprosił, ale i tak najprawdopodobniej nie będzie mógł prowadzić swojej drużyny w dwóch następnych kolejkach. Na pomeczowej konferencji prasowej Skorża już w cenzuralnych słowach oznajmił, że jego podopieczni otrzymali o dwie żółte kartki za dużo.

Wojciech Kaczmarek (Cracovia) - trener Tomasz Kafarski ma olbrzymi problem z bramkarzami. Spotkanie z Górnikiem częściowo zawalił Radosław Cierzniak, a tym razem w Poznaniu nie popisał się Kaczmarek. Dwumetrowy bramkarz przynajmniej przy dwóch straconych bramkach mógł zachować się zdecydowanie lepiej, wykonać chociaż ruch do piłki.

Orest Lenczyk (trener Śląska Wrocław) - "Oro Profesoro" zupełnie nie panuje nad szatnią. Nic więc dziwnego, że wrocławianie spisują się fatalnie. Wicemistrzowie Polski są w tej chwili obok Cracovii najsłabszą drużyną w naszej lidze. Gdyby pod uwagę wziąć wyłącznie spotkania rozegrane na wiosnę, podopieczni Lenczyka broniliby się przed spadkiem. Z taką dyspozycją Śląsk może o zapomnieć o mistrzostwie Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje