Reklama

Reklama

Asy i Cieniasy 13. kolejki Ekstraklasy

Śląsk pokonał Lechię po trzech wyjazdowych golach Flavio Paixao, Bełchatów wygrał u siebie po błędzie sędziego i świetnej postawie Arkadiusza Malarza. Lech Poznań wygrał po fenomenalnym golu Muhameda Keity, a Pogoń po dwóch bramkach Murayamy, z której jedna padła z ewidentnego spalonego. Wybieramy Asa i Cieniasa 13. kolejki Ekstraklasy.

Asy:

Muhamed Keita (Lech Poznań) - Norweg strzelił (nareszcie) swoją pierwszą bramkę dla Lecha Poznań. A strzelił tak, że kibice będą jego bramkę pamiętać przez lata. Lech długo męczył się na swoim stadionie z beniaminkiem z Łęcznej do czasu, gdy po rzucie wolnym na środku boiska piłkę dostał do nogi Keita. Był około 30 metrów od bramki Sergiusza Prusaka, ale zdecydował się na strzał. Skrzydłowy Lecha pewnie byłby skrytykowany po meczu za lekkomyślną decyzję, gdyby nie to, że puszczona przez niego bomba w spektakularny sposób wylądowała w okienku bramki Łęcznej.

Reklama

Paweł Golański (Korona Kielce) - od dłuższego czasu jest reżyserem wszystkiego co dobre w Koronie Kielce i tak też było w meczu z Ruchem Chorzów. Po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego padła jedyna bramka spotkania, a drużyna Ryszarda Tarasiewicza przezwyciężyła fatalną passę 16 meczów wyjazdowych bez zwycięstwa. Niebiescy pogrążają się w otchłani, zaliczając drugą kolejną porażkę po zmianie trenera, ale to już nie jest problem ani Kielczan, ani Golańskiego.

Maciej Iwański (Podbeskidzie Bielsko-Biała) - Strzelił pierwszy raz w lidze od ponad czterech lat i od razu dwie bramki. Podbeskidzie Bielsko-Biała prowadziło po jego golu z karnego 2-0 w 55. minucie spotkania, ale Górale za bardzo chyba uwierzyli, że bez walki dowiozą wynik do końca i dali sobie strzelić trzy bramki.

Franciszek Smuda (Wisła Kraków) - Kolejny raz wykazał się pozytywną reakcją w sytuacji, gdy wydarzenia na boisku toczyły się nie po myśli jego zespołu. Wisła przegrywała po pierwszej połowie 0-1, gdy Smuda zdecydował się wprowadzić dwóch skrzydłowych za mniej widocznych w piątek Łukasza Gargułę i Mariusza Stępińskiego.  Emmanuel Sarki i Donald Guerrier zdecydowanie ożywili akcje Wisły i choć Podbeskidzie strzeliło jeszcze jednego gola, grający ofensywnie Wiślacy zdołali strzelić aż trzy, odnotowując na swoim boisku niesamowity comeback. Po drugiej z rzędu wygranej zajmują czwarte miejsce w tabeli, a o serii porażek kibice już zapomnieli.

Łukasz Burliga (Wisła Kraków) - Obrońca Wisły może nie gra efektownie, ale na pewno gra efektywnie. Jego rajdy prawą stroną tworzą zagrożenie, umie też jak mało który obrońca w Ekstraklasie znaleźć się na dobrej pozycji w polu karnym przeciwnika. Tak tez było w 75. minucie spotkania z Podbeskidziem, gdy wyszedł na wolną pozycję, a dobre podanie z zimną krwią zamienił na wyrównującą bramkę, pokonując bramkarza gości klasyczną "podcinką" w stylu Tomasza Frankowskiego. Do tego w tym sezonie przestał grać tak brutalnie, jak w poprzednich. Fauluje gdy trzeba, ale jak na razie z większą rozwagą.

Arkadiusz Malarz (GKS Bełchatów) - GKS Bełchatów wygrał kolejny mecz i znowu nie stracił gola, głównie za sprawą interwencji Malarza, który kolejny raz zbiera za swoją grę świetne recenzje. Górnicy tracili w tym sezonie dopiero 11 bramek (najmniej w lidze), co też jest efektem jego wysokiej formy, Doświadczony bramkarz, mający za sobą kilka sezonów gry w Grecji, jest obecnie jednym z najlepszych golkiperów w Ekstraklasie.

Patryk Tuszyński (Jagiellonia Białystok) - Aktywny przez całe spotkanie z Piastem Gliwice, napastnik Jagiellonii doczekał się w końcu swojej sytuacji bramkowej. Był to prezent od bramkarza gości, ale nie liczy się, czy się dostaje prezenty, tylko liczy się, czy się je wykorzystuje. A Tuszyński błąd Alberto Cifuentesa Martineza wykorzystał z zimną krwią, po profesorsku.

Flavio Paixao (Śląsk Wrocław) - Strzelił trzy bramki w wyjazdowym spotkaniu z Lechią Gdańsk, do tego jedną z nich pięknym lobem. A właściwie strzelił cztery bramki, bo to po jego dograniu piłka odbiła się od nogi Thiago Valente. Skutecznie w Śląsku Wrocław zastępuje swojego brata, będąc najlepszym strzelcem zespołu. Co więcej, choć nominalnie jest prawy pomocnikiem, udało mu się strzelić już więcej goli, niż Marco miał o tej porze roku w zeszłym sezonie. Marco wrócił już do treningów. Co będzie, jak wróci do składu?

Takuya Murayama (Pogoń Szczecin) - Japończyk na początku meczu z Cracovią trafił w poprzeczkę, ale potem wykazywał się już lepszą celnością. W 59. minucie zachował się jak rasowy napastnik i pewnie wykończył kontratak swojego zespołu. Wpadł w pole karne, zakręcił Jaroszyńskim i, mając do dyspozycji możliwość dogrania piłki do partnerów, strzelił w bramkę praktycznie nie do obrony. W 84. minucie był tam, gdzie powinien być lis pola karnego, gdy po strzale Małeckiego piłka odbiła się od bramkarza. Wprawdzie był też na spalonym, ale to nie jego wina, że bramka została uznana. A oprócz dwóch goli, Murayama cały czas kreował akcje swojego zespołu.

Cieniasy:

Ariel Borysiuk (Lechia Gdańsk) - pomocnik Lechii Gdańsk spowodował karnego i osłabił swój zespół, zaliczając czerwoną kartkę już w 10. minucie spotkania. Sebastian Mila pewnie i tak by strzelił, bo słabo pilnowany znalazł się w świetnej sytuacji, ale próba interwencji Borysiuka była z gatunku tych bardziej topornych.

Thiago Valente (Lechia Gdańsk) - najpierw w 6. minucie próbował blokować strzał Paixao, ale piłka odbiła się od jego nogi, zmieniła kierunek i wpadła do bramki obok zaskoczonego bramkarza. 4 minuty później w dziecinny sposób stracił piłkę na korzyść Flavio Paixao i po chwili padła druga bramka dla Śląska. W 30. minucie odgrywał w polu karnym rolę statysty i widza, gdy trzecią bramkę strzelał Paixao. Jego błędy nie musiały się skończyć tak tragicznie, jak się skończyły, ale Valente udało się w Gdańsku zrealizować koszmarny sen każdego środkowego obrońcy i na drugą połowę spotkania już nie wyszedł.

Hebert Silva Santos (Piast Gliwice) - kto poza fanami Piasta Gliwice słyszał o środkowym obrońcy z Brazylii? Santos ma 23 lata i pewnie jeszcze może się wiele nauczyć, poza tym w meczu z Jagiellonią na tej odpowiedzialnej pozycji debiutował w tym sezonie w składzie swojego zespołu. Mateusz Piątkowski i spółka ośmieszali w tym sezonie już bardziej doświadczonych stoperów, problem w tym, że Santos nie dał szansy się ośmieszyć. Praktycznie przez cały mecz stał w bezpiecznej odległości od napastników, grając na przysłowiowe alibi.

Piotr Stawarczyk (Ruch Chorzów) - Doświadczony obrońca Ruchu Chorzów nie miał wczoraj swojego dnia. W pierwszej połowie powinien wylecieć z boiska za faul na napastniku w polu karnym, a w akcji, po której padła bramka dla Korony, to on odpowiadał za krycie Radka Dejmka. Piłka po główce gracza Jagiellonii, zanim wpadła do bramki, odbiła się jeszcze od pleców Stawarczyka.

Mariusz Złotek (sędzia spotkania GKS Bełchatów - Górnik Zabrze) - Sędzia główny meczu nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Rafała Kosznika przy stanie 0-0. Liniowy nie miał pewnej miny, ale podniósł chorągiewkę po tym, jak rękę podniósł obrońca. Złotek zasugerował się jego sygnalizacją, ale błąd bocznego arbitra obciąża głównego sędziego spotkania. Złotek mógł w końcu wziąć ze sobą kolegę, który cały czas patrzy, co się dzieje na boisku.

Tomasz Kwiatkowski (sędzia spotkania Pogoń Szczecin - Cracovia) -
Pogoń drugą bramkę w meczu strzeliła ze spalonego - Murayama w momencie oddania strzału przez Patryka Małeckiego był parę metrów za linią wyznaczoną przez obrońcę. Przemysław Kita był z kolei faulowany, gdy mijał bramkarza. Sędzia przewinienia jednak nie widział. Patrzył w drugą stronę?

Dowiedz się więcej na temat: T-Mobile Ekstraklasa | asy i cieniasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje