Reklama

Reklama

Armia Smudy na podbój stolicy

Piłkarze Lecha Poznań nie mieli czasu na świętowanie zdobycia Pucharu Polski. Dzisiaj zmierzą się z warszawską Polonią. Muszą wygrać, aby zachować szanse na mistrzostwo Polski.

- Owszem w drodze powrotnej z Chorzowa w autobusie pośpiewaliśmy trochę - mówi Franciszek Smuda, wracając do finału Remes Pucharu Polski. - Jednak wszyscy zdają sobie sprawę, że przed nami do rozegrania jeszcze dwa mecze finałowe z Polonią Warszawa i Cracovią. Jeżeli zdobędziemy mistrzostwo Polski, będzie podwójna okazja do świętowania - podkreśla "Franz".

Na razie "Kolejorza" czeka ciężka przeprawa w stolicy. Puchar Polski zdobyty przez podopiecznych Smudy zmobilizował "Czarne Koszule", które mają szanse na grę w Lidze Europejskiej. Aby nie zmarnować tej okazji, warszawianie podpisali kontrakt na dwa ostanie spotkania z Michałem Chałbińskim, byłym piłkarzem m.in. Górnika Zabrze i Zagłębia Lubin.

Reklama

Jeszcze dwie dekady temu mecz Polonia Warszawa - Lech Poznań zostałby określony "kolejowymi derbami", bo kluby te w przeszłości finansowane były przez krajowego przewoźnika. Dzisiaj sentyment pozostał tylko w Poznaniu, gdzie na zespół z Bułgarskiej kibice wołają "Kolejorz".

W tym sezonie Lech już trzy razy grał z podopiecznymi najpierw Jacka Zelińskiego i Bogusława Kaczmarka, a obecnie Jacka Grembockiego. Nie dalej jak dwa tygodnie temu poznaniacy pokonali w półfinale Remes Pucharu Polski "Czarne Koszule". - Mamy świadomość, że teraz kiedy gra toczy się o wszystko, styl pozostawia wiele do życzenia. Tak samo było w Chorzowie, gdzie jedna sytuacja zadecydowała o triumfie. Równie dobrze Ruch mógł rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść, ponieważ również miał sytuacje - powiedział Franciszek Smuda. - Nas interesuje zdobycie w stolicy trzech punktów.

Dlatego od samego początku na murawie przy Konwiktorskiej pojawi się najsilniejsza armia Smudy z Semirem Stiliciem na czele, chociaż ten piłkarz nie miał ostatnio dobrych notowań zarówno u kibiców, jak i u samego szkoleniowca. Oliwy do ognia mogła dolać wypowiedź menedżera piłkarza dla bulwarowej prasy, że Smuda to kiepski trener. "Przecież zawodnik jest w życiowej formie, a trener sadza go na ławce" - twierdził opiekun zawodnika. Jak ta "życiowa" forma wyglądała, kibice mogli się przekonać m.in. w spotkaniu z ŁKS-em.

Aby liczyć się w dalszej walce o "majstra", Lech musi pokonać Polonię. Jednak nawet gdyby nie udało się zdobyć mistrzostwa, nikt w Poznaniu nie powinien załamywać rąk z tego powodu. "Kolejorz" miał jeden z najlepszych sezonów od niepamiętnych czasów. Grał w fazie grupowej Pucharu UEFA, zdobył Puchar Polski i na pewno zajmie miejsce na pudle w lidze.

- Owszem balon został nadmuchamy ale nie ja to zrobiłem - stwierdził "Franz". - Wszystko zależy od interpretacji. Ja uważam ten sezon za jeden z piękniejszych w karierze. Zobaczcie jak wiele zrobiliśmy nie tylko dla klubu, ale również dla polskiej piłki! Natomiast jeżeli dla kogoś to mało i liczył tylko na mistrzostwo, a my go nie zdobędziemy, to może być zawiedziony.

Maciej Borowski, Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL