Reklama

Reklama

Arcymistrz Radosław Wojtaszek: Im więcej gry, tym więcej szans

Arcymistrz Radosław Wojtaszek awansował na 22., najwyższe z Polaków, miejsce w światowym rankingu szachistów. Po bardzo dobrym występie w Grand Prix FIDE w Moskwie jesienią czeka go intensywna rywalizacja. "Im więcej gry, tym więcej szans" - powiedział.

Obecna lokata w rankingu FIDE 32-letniego zawodnika MTS Kwidzyn nie jest najwyższą w jego karierze. Na przełomie 2014 i 2015 roku zajmował 15. miejsce, a w listopadzie 2018 był 16.

"Najważniejsze, że znów znalazłem się na fali wznoszącej" - skomentował.

Ostatni awans o siedem lokat w ciągu miesiąca Wojtaszek zawdzięcza znakomitej postawie w majowym turnieju Grand Prix FIDE w Moskwie, w którym pokonał wyżej notowanych Szachrijara Mamedjarowa z Azerbejdżanu i Rosjanina Petera Swidlera.

"Szczególnie ten pierwszy mecz był bardzo wyrównany i tak naprawdę mógł skończyć się korzystnie dla obu stron. Mogłem przegrać z Mamedjarowem i odpaść z turnieju, bo w pierwszej partii miałem duże problemy. To jest właśnie urok pucharowego cyklu Grand Prix. To system, gdzie wszystko się może zdarzyć. Jeden błąd może spowodować, że już niestety jesteś za burtą. Z drugiej strony nie ma przez to dodatkowej presji. Trzeba się skupiać na tym, żeby grać, a nie myśleć o wyniku. Bo jak się o nim myśli, to można wylądować poza zawodami. Jestem zadowolony z poziomu, jaki zaprezentowałem w dwóch pierwszych rundach. Pojedynek ze Swidlerem był z mojej strony bardzo +czysty+, praktycznie bez błędów. Wygrałem go może nie łatwo, ale dość zdecydowanie" - ocenił swoją grę najlepszy polski arcymistrz.

Reklama

W stolicy Rosji dopiero w półfinale przegrał po zaciętym pojedynku z innym reprezentantem gospodarzy Janem Niepomniaszczim 2,5:3,5 po dogrywkach.

"Ten mecz przyniósł na pewno duży niedosyt. Była to jedyna rywalizacja w całym Grand Prix, w której trzeba było aż sześciu partii do wyłonienia zwycięzcy. O ile w dwóch pierwszych, klasycznych, żaden z nas nie miał możliwości, żeby skończyć to w tej części, to w każdej z trzech partii szachów szybkich - trzeciej, czwartej i piątej - miałem swoje szanse, których nie wykorzystałem, a w szóstej popełniłem bardzo duży błąd. Jeden ruch zdecydował, że przegrałem. Był tak zły, że po jego wykonaniu nie miałem szans na jakąkolwiek walkę. Nic już nie dało się zrobić. Szkoda tych niewykorzystanych wcześniej szans. Może to jeszcze brak umiejętności, siły psychologicznej? Wszystko po trochu zdecydowało, że nie udało mi się" - zauważył.

Cykl GP FIDE składa się z czterech turniejów. Każdy z uczestników startuje w trzech wybranych imprezach, dwóch pierwszych zawodników w klasyfikacji końcowej awansuje do turnieju pretendentów wyłaniającego przeciwnika Magnusa Carlsena w meczu o mistrzostwo świata. Po pierwszym turnieju Wojtaszek z pięcioma punktami zajmuje trzecie miejsce, za Niepomniaszczim (9 pkt), który zwyciężył w Moskwie i drugim finalistą z Rosji Aleksandrem Griszczukiem (7). Wyprzedza zaś Amerykanina Hikaru Nakamurę (3), Swidlera, Chińczyka Wei Yima, Rosjanina Daniiła Dubowa (po 2) i Amerykanina Wesleya So (1), który w pierwszej rundzie wyeliminował innego reprezentanta Polski Jana-Krzysztofa Dudę.

"Powiedzmy, że to dla mnie dobra sytuacja do ataku, ale z drugiej strony nie przesadzałbym z pochwałami. Janek Duda odpadł w pierwszym meczu, ale nie można powiedzieć, że grał źle. Po prostu to jest taki poziom, że można trafić na przeciwnika, który nie będzie robił błędów, przegrać w pierwszym meczu i nie dostać punktow, a można przechodzić kolejne rundy. W tym systemie nie zna się dnia ani godziny, kiedy się odpadnie" - ocenił Wojtaszek.

Przyznał, że złapał formę na turniej w Moskwie, był w jego trakcie w dobrej dyspozycji.

"Dołek, w który wpadłem w końcówce poprzedniego roku, mam już za sobą. Mocno pracowałem, żeby z niego wyjść i teraz zbieram tego efekty. Wygrana w Mamedjarowem jest niespodzianką i dużym sukcesem, ale ja miałem z nim dodatni bilans wcześniejszych partii. Nie byłem specjalnie niezadowolony, gdy na niego trafiłem, mimo że był to zawodnik z pierwszej piątki rankingu, a niedawno drugi na świecie. Miałem przykład, że mogę z nim wygrać, więc wierzyłem w to. W tym cyklu zresztą każdy może pokonać każdego" - podkreślił.

I dodał: "Można powiedzieć, że Moskwa mi sprzyja, bo tam zresztą wziąłem ślub (z czołową rosyjską szachistką Aliną Kaszlinską - PAP). Żona była ze mną, wspierała mnie bardzo. Dzięki temu wsparciu, także jej rodziców, było mi prościej. Zawsze przyjemniej jest grać w miejscu, w którym ma się dobre wspomnienia".

Szachowe polsko-rosyjskie małżeństwo ma wiosną powody do zadowolenia. Alina w kwietniu zdobyła w tureckiej Antalyi złoty medal mistrzostw Europy kobiet.

"Tak naprawdę wszyscy żyjemy tymi ostatnimi wynikami. Ważne, że się wspieramy, ale też wzajemnie motywujemy. Widzimy, że skoro jedno z nas odniosło sukces, to drugie tak samo ma szanse. Mamy bardzo podobne spojrzenie, bo nie uważamy siebie za najlepszych na świecie, ale jak Alina widzi, że ja wygrywam z kimś z czołówki światowej, to ona myśli, że ją też na to stać. Gdy ona zdobywa mistrzostwo Europy, to ja też wierzę w podobny sukces. Oboje widzimy na co dzień, jak się staramy, ile pracujemy i to nas podbudowuje" - zaznaczył dwukrotny wicemistrz Europy (2011, 2018).

W drugiej połowie roku czeka go intensywny okres startowy.

"W lipcu będę grał w Dortmundzie. To dość silny turniej arcymistrzowski z udziałem ośmiu zawodników. Wygrałem go dwa lata temu, przed rokiem poszło mi gorzej. Natomiast od września do końca roku czeka nas szachowy maraton - zaczyna się Pucharem Świata - jedną z kwalifikacji do turnieju pretendentów, potem odbędą się drużynowe mistrzostwa Europy. Po ubiegłorocznym sukcesie na Olimpiadzie Szachowej (czwarte miejsce - red.) ostrzymy sobie zęby na ten start. Czekają mnie także dwa kończące cykl GP FIDE turnieje w Hamburgu i Tel Awiwie. To cele na jesień. Bardzo się cieszę, że jest ich tak dużo, bo im więcej gry, tym więcej szans" - zakończył Radosław Wojtaszek.

Marek Cegliński 

Dowiedz się więcej na temat: Radosław Wojtaszek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama