Reklama

Reklama

Arboleda: Czuję się Polakiem

- Jeśli zostanę w Polsce, wystąpię o obywatelstwo, by grać w reprezentacji. Mundial to największe marzenie każdego piłkarza, dlaczego ja miałbym z niego rezygnować? - mówi obrońca Lecha Poznań, Manuel Arboleda w rozmowie z Interia.pl. Kolumbijczyk podkreśla, że... od jakiegoś czasu czuje się reprezentantem naszego kraju i Poznania.

Dariusz Wołowski: Kiedy przyszedł Panu do głowy taki pomysł?

Manuel Arboleda, obrońca Lecha Poznań: Kiedyś przy rozmowie o Rogerze jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy ja nie chciałbym grać dla Polski, bo Beenhakker potrzebuje stopera. Bez namysłu odpowiedziałem, że chciałbym. Potem im się nad tym głębiej zastanawiałem, tym bardziej byłem przekonany.

Beenhakker był ostro krytykowany za starania, by Roger dostał paszport w trybie nadzwyczajnym. I pewnie o paszport dla Arboledy bił się już nie będzie.

- Jeśli nie mogę dostać paszportu w trybie nadzwyczajnym, postaram się w normalnym. Tak jak Mauro Cantoro z Wisły. Ja jestem już w Polsce czwarty rok. Nie chodzi mi o to, by ktoś w Polsce traktował mnie wyjątkowo, ale zwyczajnie. Nie staram się o nic co mi się nie należy. Ale ponieważ największym marzeniem każdego piłkarza jest gra na mundialu, nie chciałbym się tego marzenia pozbawiać.

Reklama

Nie łatwiej byłoby je Panu spełnić z kadrą Kolumbii?

- Nie. Tam każdy trener ma swoich graczy i ich do kadry bierze. Ja nie byłem ulubieńcem selekcjonerów do dziś, to już raczej nigdy nie będę. Chcę być jednak dobrze zrozumiany: ja się do kadry Beenhakkera nie pcham. Jeśli zostanę w Polsce na dłużej, będę spełniał wszystkie warunki, to wystąpię o obywatelstwo. A selekcjoner zdecyduje, czy Arboleda mu się przyda.

Czuje się Pan związany z Polską?

- Bardzo. Moja żona chciałaby zostać tu na stałe, tak jej się podoba w Poznaniu. Moje dzieci są tu szczęśliwe i ja też. Ludzie traktują nas jak swoich, a ja właściwie już czuję się jednym z nich. Arboleda jest Polakiem.

Na polskich stadionach spotykały Pana jednak zachowania rasistowskie?

- Tak, ale rzadko. W Poznaniu ludzie traktują nas wspaniale. To oni są dla mnie normalnymi Polakami, a nie tych kilku dziwnych facetów na trybunach w Wodzisławiu. W Poznaniu jest teraz dom mój i mojej rodziny.

Pański syn, Ronaldo urodził się jednak w Kolumbii.

- Byłem wtedy jeszcze w Lubinie, gdzie odsunięto mnie od drużyny Zaglębia, nikt mi nie pomagał, zostawili nas na pastwę losu. Czuliśmy się tam zupełnie samotni. Dlatego zdecydowaliśmy z żoną, że powinna rodzić w Kolumbii. Ale gdybyśmy już wtedy mieszkali w Poznaniu, Ronaldo urodziłby się tutaj.

Imię dał mu Pan oczywiście na cześć Ronaldo?

- Tak, bo dla mnie nie Maradona i nie Pele byli piłkarzami wszech czasów, tylko właśnie Brazylijczyk Ronaldo.

Mówi Pan: "Jeśli zostanę w Polsce". Gdzieś się Pan wybiera?

- Każdy piłkarz marzy o tym, by się rozwijać. Ja też chciałbym grać w coraz lepszych klubach i ligach. Chciałbym wyjechać do Hiszpanii, albo Anglii. Ale na razie nawet się wstydzę o tym wspominać, bo mam przed sobą wielki cel, by zrewanżować się ludziom z Poznania za ich dobroć. Chcę pomóc Lechowi w zdobyciu mistrzostwa i to jest w tej chwili moje najważniejsze marzenie.

Przed mundialem w RPA obywatelstwa Pan chyba nie dostanie. W 2014 roku będzie Pan miał 35 lat.

- Prowadzę sportowy tryb życia, kontuzje mnie omijają, pogram do 37 lat. Ale mówię: Arboleda zagra w kadrze Polski tylko wtedy, gdy trener będzie chciał. Ja mam tylko zamiar dać mu taką możliwość. Może moje marzenie o mundialu nigdy się nie spełni, ale jeśli nie zrobię w tym kierunku nic, to nie spełni się na pewno. Właściwie to ja już reprezentowałem Polskę, kiedy graliśmy z Lechem w Pucharze UEFA. Nie mówiło się wtedy, że dobrze gra Kolumbijczyk, Peruwiańczyk, Serb, albo Bośniak, tylko, że jest taka drużyna w Polsce, która zremisowała z Deportivo i wygrała z Feyenoordem. Ja czułem wtedy, że gram dla Poznania, a nawet dla całej Polski.

Nasza reprezentacja potrzebuje stopera?

- Potrzebuje każdego dobrego piłkarza, który pomoże jej wygrywać. Rogera bardzo dużo wniósł do polskiej drużyny, to piłkarz, który na boisku robi różnicę. Jeśli chodzi o stoperów to dla mnie najlepszy w Polsce jest Bosacki. I nie ma to nic wspólnego z tym, że gramy razem w Lechu.

Rozmawiał Pan o swoich planach z Beenhakkerem? On mówi po hiszpańsku.

- Widzieliśmy się raz przy okazji meczu w Szczecinie kadra Polski przeciw obcokrajowcom z ligi polskiej. Powiedzieliśmy sobie: "dzień dobry" i to wszystko. Ale może będziemy mieli do obgadania więcej spraw, kiedy będę miał polskie obywatelstwo.

Przed Wami dwa ostatnie mecze ligowe - najpierw wyjazdowy z Polonią Warszawa, a później na własnym stadionie z Cracovią.

- Całą uwagę skupiamy na razie na pojedynku z Polonią. Jesteśmy w sytuacji bez wyjścia - ten pojedynek musimy wygrać. Po serii remisów mieliśmy spotkanie z kibicami. Było ono dosyć nieprzyjemne. Powiedzieliśmy im jednak, żeby ze złością poczekali, bo liczy się nie to, na którym miejscu jesteśmy w środku rundy wiosennej, tylko na jej koniec! Po pierwszym meczu Pucharu Polski z Polonią Warszawa byliśmy teoretycznie w kiepskiej sytuacji, a jednak na wyjeździe awansowaliśmy i zdobyliśmy to trofeum. Nie jest powiedziane, że na finiszu nie wygramy też mistrzostwa Polski.

Rozmawiał: Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL