Reklama

Reklama

Antoni Szymanowski: Legenda futbolu na aucie

Obrońca z Polski odgrywający w światowej piłce taką rolę, jak Dani Alves z Barcelony! Dzisiaj wydaje się to niemożliwe, ale w latach 70. XX wieku mieliśmy kogoś takiego. Był nim Antoni Szymanowski.

W czasach, kiedy polska piłka nożna ma wielkie trudności z "wyprodukowaniem" zawodników prezentujących przyzwoity europejski poziom, warto przypomnieć historię naszego rodaka, który w latach 70. był gwiazdą światowego futbolu. Wielu ekspertów, w tym legendarny piłkarz i trener Ernst Happel, uważało go za najlepszego prawego obrońcę na kuli ziemskiej.

Tosiek kasował wszystko!

Reklama

- Jeśli miałbym porównać siebie do któregoś z piłkarzy grających dzisiaj na prawej stronie obrony, to wybór padłby na Daniego Alvesa z FC Barcelona. Kiedy widzę, jak on zasuwa prawym skrzydłem, to od razu człowiek się uśmiecha. Cała ta Barcelona... Jak już ich oglądam, to naprawdę nie chcę oglądać nikogo innego! - mówi Antoni Szymanowski, dwukrotny medalista igrzysk olimpijskich (w 1972 i 1976 roku), zdobywca trzeciego miejsca mistrzostw świata w 1974 roku.

Zapytany o Szymanowskiego, Andrzej Iwan, niegdyś znakomity napastnik Wisły Kraków, natychmiast z uznaniem przyznaje, że niewielu było w dziejach polskiego futbolu tak znakomitych piłkarzy: - Kiedy byłem młodym chłopakiem, chodziłem na mecze Wisły, żeby oglądać, jak Antek gra na obronie. On był jak mur! Absolutnie nie do przejścia. Oprócz tego dysponował znakomitą techniką, no i miał końskie zdrowie!

Kolega Szymanowskiego z drużyny Wisły i reprezentacji Polski, Kazimierz Kmiecik, dodaje: - Bodaj najlepszy mecz w kadrze Tosiek zagrał na Wembley, w historycznym spotkaniu z Anglią. "Kasował" na prawej stronie wszystko, a do tego wybił piłkę z linii bramkowej, kiedy Anglicy byli o krok od strzelenia nam gola.

Rozgoryczenie

Pan Antoni do dzisiaj zachował sylwetkę 20-latka. - Zapraszam do środka, siadajcie - mówi na powitanie, kiedy odwiedzamy go w domu. Wchodzimy do pokoju. Na kominku zdjęcie ślubne: gospodarz z żoną Wandą Werbiłowicz, byłą gimnastyczką Wisły. - Ślub z Wandzią wzięliśmy trzy lata po tym legendarnym meczu z Anglią - mówi uprzedzając nasze pytanie.

- Wembley to był niesamowity kocioł. Chyba ze sto tysięcy ludzi siedziało wtedy na trybunach. Zionęła od nich straszna nienawiść. Trzeba było być cholernie mocnym psychicznie, żeby nie dać się im złamać... - wspomina pan Antoni.

Taki był Antoni Szymanowski. Od zakończenia kariery nic się zresztą nie zmienił. Nie ma łatwego charakteru. Nie idzie na kompromis, nie uznaje układów, a to, co myśli, wali prosto w twarz. Takie postępowanie nie przysparza mu przyjaciół, a wręcz przeciwnie - od półtora roku jest bez pracy.

- Jestem z wykształcenia nauczycielem i trenerem. Akurat na tym etapie mojego życia nie mam pracy. Nie mogę jednak narzekać na brak dochodów, gdyż otrzymuję świadczenie olimpijskie za zdobyty medal olimpijski - opowiada.

Nie ma dla niego pracy w Wiśle

Gdy odszedł 1978 roku do Gwardii, dopiero po 21 latach znalazło się dla niego zatrudnienie w Wiśle. Do powrotu na Reymonta zachęcił go ... Franciszek Smuda, ówczesny trener "Białej Gwiazdy". - Franek chciał się otoczyć byłymi wiślakami. Spotkaliśmy się na sparingu i zaproponował mi pracę w pionie młodzieżowym - wspomina sytuację z 1999 roku.

W owym czasie właściciel Wisły Bogusław Cupiał rozkręcił karuzelę trenerskich zmian do tempa, jakie dopiero współcześnie pobija w Polonii Warszawa Józef Wojciechowski. Odszedł Smuda, pojawia się Jerzy Kowalik, po nim wraca Wojciech Łazarek, ale nie na długo. Szybko zastępuje go Adam Nawałka, następnie w gabinecie trenera zajmuje miejsce Orest Lenczyk, po którym znowu następuje Nawałka, a że powrotów nigdy dosyć, to drugą szansę przy Reymonta dostaje Smuda. Zmiana goni zmianę, przewija się paleta nazwisk. Antoni Szymanowski ani razu nie dostaje jednak szansy pracy w sztabie pierwszego zespołu. Gdy okazało się, że jego młodszy kolega z boiska Nawałka również nie zaproponował mu współpracy, decyduje się odejść z Reymonta.

W marcu 2002 roku w Wiśle nastaje era Henryka Kasperczaka, przyjaciela Szymanowskiego z Orłów Górskiego.

Kasperczak przekonał prezesa Cupiała do powierzenia panu Antoniemu drużyny rezerw. Wisłę II nasz bohater objął w IV lidze, by już po roku pracy awansować z zespołem do III ligi.

Do pracy przy Reymonta Szymanowski przyszedł trzy miesiące po Kasperczaku, ale został wyrzucony razem z nim. Nie, nie dlatego, że zawalił czy przegrał jakąś ważną batalię. Po prostu z tego powodu, że u właściciela klubu na cenzurowanym znalazł się jego przyjaciel - Kasperczak.

Od tego czasu Szymanowski pozostaje poza Wisłą, choć znajdują, bądź znajdowali w niej miejsce jego koledzy z drużyny. Oprócz wspomnianego Nawałki, byli Marek Kusto i Iwana, a nadal pracują Zdzisław Kapka (piastował funkcje od wiceprezesa, przez menedżera, po skauta), Kazimierz Kmiecik (trener juniorów) czy Adam Musiał (szef ochrony obiektu).

Wybrany przez kibiców

Docenienie tradycji "Białej Gwiazdy" i jej największych herosów to jedna z idei prezesa Wisły Bogdana Basałaja, który od czerwca 2010 roku ponownie sprawuje rządy przy Reymonta. Na nowym stadionie ma powstać klubowe muzeum, a na trybunie honorowej zarezerwowano miejsce dla wszystkich wielkich byłych piłkarzy tego klubu. W tym dla Antoniego Szymanowskiego, który nie przyjął jednak zaproszenia, choć zadzwonił do niego sam prezes Basałaj. Dlaczego?

Kiedy pytamy go o tę sprawę, spuszcza wzrok: - Wbrew temu, co niektórzy twierdzą, ja się Wisły nie wstydzę. Wróciłbym nawet do niej w każdej chwili, ale mnie tam już chyba nie chcą. Poza tym wielu nieporozumień i niedomówień nie da się załatwić jednym telefonem - uważa.

Dowiedz się więcej na temat: dani alves | Jacek Gmoch | Led Zeppelin | Kazimierz Górski | Wisła Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje