Reklama

Reklama

Aleksandra Socha: Skończyć jak zaczęłam

Szablistka Aleksandra Socha od drugiego miejsca w zawodach Pucharu Świata w Pekinie zaczęła olimpijskie kwalifikacje. - Chciałabym operację Rio zakończyć z równie mocnym przytupem, najlepiej medalem igrzysk - podkreśliła.

- Bardzo się cieszę z tego drugiego miejsca, to super wynik, który doda mi kopa przed kolejnymi startami. Na razie wymiernym efektem jest awans w rankingu światowym na ósmą pozycję, co pozwoli mi trafić na teoretycznie najsilniejsze rywalki w późniejszych fazach turniejów - powiedziała zawodniczka AZS AWF Warszawa.

Reklama

W Stolicy Chin w półfinale zmierzyła z drugą obecnie w klasyfikacji szablistek dwukrotną mistrzynią olimpijską Amerykanką Mariel Zagunis i wygrała... 15:2.

- Ten wynik zrobił wrażenie na wielu obserwatorach. Sporo osób nie mogło uwierzyć w rozmiary porażki Mariel. Nie znalazłam nikogo, kto pamiętałby, kiedy ona ostatnio tak wysoko przegrała. Ale znam ją świetnie, rozpisałam sobie każdy detal jej techniki i taktyki, przeanalizowałam na wideo jej walki i to wszystko złożyło się na ten sukces - dodała.

W szoku była chyba też Zagunis, która nie pogratulowała Polce zwycięstwa, choć znają się świetnie od lat.

- Ona nienawidzi przegrywać, ale to nie powód, by nie pogratulować lepszej tego dnia rywalce. Trafiłyśmy później na siebie przed dekoracją, ale była to bardzo chłodna i raczej zdawkowa wymiana kilku tylko zdań - wspomniała.

Socha poznała świetnie słynną szablistkę także dzięki wspólnym treningom w Portland, gdzie Amerykanki ćwiczą pod okiem polskiego szkoleniowca Edwarda Korfantego.

- Niedawno byłam tam przez dwa tygodnie. Na więcej... nie było mnie stać. Jeżdżę do Portland za swoje. Związek pokrywa tylko koszty lekcji szermierczych, przesuwając środki, które przeznaczyłby na moje szkolenie w kraju. To jednak niewielka część wydatków na treningi w USA. Portland to prawdziwy koniec świata. Same bilety lotnicze kosztują ponad tysiąc dolarów. Traktuję jednak te wyjazdy jako inwestycję w siebie. Jestem przekonana, że warto - wytłumaczyła.

Na rezultaty olimpijskich kwalifikacji złożą się rezultaty 10 startów w ciągu najbliższych 11 miesięcy.

- Najważniejsze będą tegoroczne mistrzostwa świata i Europy, gdzie do zdobycia będzie więcej punktów niż w zawodach Pucharu Świata, których czeka mnie łącznie osiem, z czego pięć najlepszych wyników zostanie zaliczonych do rankingu. Muszę być w nim możliwie wysoko, gdyż bardzo trudno będzie nam wywalczyć olimpijski paszport jako drużynie - zaznaczyła indywidualna mistrzyni Starego Kontynentu z 2004 roku.

Cztery lata później w Kijowie wywalczyła złoto tej imprezy wraz z koleżankami i na tym sukcesy zespołowe się skończyły.

- Później było jeszcze szóste miejsce na igrzyskach w Pekinie, a dalej tylko gorzej. Wiadomo, że siła drużyny jest wypadkową umiejętności poszczególnych dziewczyn. Amerykanki i Rosjanki mają kilka dziewczyn w czołowej +16+ świata, Francuzki też regularnie meldują się na podium wielkich imprez, Ukrainki to przede wszystkim świetna Ołga Charłan, liderka naszej klasyfikacji. Przez wiele lat trzymałyśmy zespół z Bodzią Jóźwiak, a teraz ona po poważnej kontuzji nie może wrócić do wielkiej formy. Ciągle szukamy trzeciej, czwartej do drużyny, ale efekty nie są takie, jakich byśmy oczekiwały - oceniła.

System kwalifikacji olimpijskich w szermierce jest i wymagający, i skomplikowany, a według Sochy "swoje pięć groszy dorzucają też sędziowie"

- Ja nie pierwszy raz to przerabiam, więc już chyba nic mnie nie zdziwi, ale sędziowie też odgrywają rolę, nieraz większą niż powinni. Polska w środowisku szermierczym jest niczym ubogi krewny, a zdarzało się w przeszłości, że możni tego sportu pomagają sobie przepchnąć zawodników czy drużyny w poszczególnych broniach na zasadzie przysługa za przysługę. Mam świadomość, że jestem zdana na siebie i muszę sobie jakoś poradzić - dodała.

W maju czeka ją jeszcze występ w PŚ w Moskwie, a w czerwcu udział w mistrzostwach Europy w szwajcarskim Montreux.

- W latach 2011-13 nieprzerwanie stałam na podium ME, a w ubiegłym roku przegrałam walkę o +czwórkę+. Chcę teraz wrócić na medalową ścieżkę. Nastawiam się też mocno na mistrzostwa świata. Ostatnio dwa razy byłam o zwycięstwo od medalu. Może zgodnie z przysłowiem, że do trzech razy sztuka, uda się tym razem - powiedziała.

Najbardziej utytułowana polska szablistka nie ma natomiast w planach startu w Igrzyskach Europejskich w Baku, w których szermierze rywalizować będą od 21 do 26 czerwca.

- Trener kadry Andrzej Molatta uznał, że jest zbyt krótki okres między ME a MŚ, by jeszcze jechać do Baku. Nie wszyscy z europejskiej czołówki uważają podobnie, gdyż np. Ukrainki mają pojechać do Azerbejdżanu w najsilniejszym składzie. Na miejscu będzie bowiem okazja potrenować i powalczyć z najlepszymi, a to zawsze się przydaje - zauważyła.

Mistrzostwa Europy i świata są zawsze ważne, gdyż oprócz prestiżu i medali m.in. dają możliwość zapewnienia sobie stypendium, ale celem Sochy są igrzyska w Rio.

- I upragniony medal. Jedyne trofeum, którego mi brakuje, by czuć się spełnionym sportowcem. Mam nadzieję, że w przypadku tej imprezy nieco zmienię porzekadło i prawdziwe będzie powiedzenie, że do czterech razy sztuka. Nie udało się w Atenach, Pekinie i Londynie, może zatem teraz. Mam opracowany długofalowy plan przygotowań, omijają mnie kontuzje, zmieniłam nieco podejście do treningu i z optymizmem czekam na to, co się wydarzy - przyznała.

Na czym ma polegać zmiana podejścia do treningu?

- Jestem na tyle doświadczoną zawodniczką, że najlepiej wiem, czego mi potrzeba. Doszłam do wniosku, że dotychczas za dużo było wokół mnie doradców, za bardzo słuchałam innych zamiast siebie i swojego organizmu. Dlatego też m.in. częściej rezygnuję ze zgrupowań kadry i pracuję w klubie, gdzie mam świetnie warunki. To zresztą szerszy problem, bo wydaje się, że więcej uwagi powinniśmy przykładać do szkolenia i treningu w klubach. Zbyt dużo czasu moim zdaniem spędzamy na zgrupowaniach, co powoduje większe zmęczenie i znużenie. Dopiero niedawno zaczęłyśmy ćwiczyć z juniorkami, co także ma pozytywny wpływ na obie grupy, zwiększa rywalizację - wyjaśniła.

Jak poinformowała, dba nie tylko o przygotowanie szermiercze, ale i mentalne.

- Głowę też ciągle trenuję. Wciąż współpracuję z psycholożką Adrianą Zagórską, a od niedawna również z coachem sportowym Michałem Dąbskim. Głęboko wierzę, że wspólnymi siłami wywalczymy w Rio olimpijski medal - podsumowała 33-letnia szablistka.

Dowiedz się więcej na temat: Aleksandra Socha | szabla | szermierka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje