Reklama

Reklama

Aleksandra Jagieło: Rosjanki to nie maszyny

- Słyszałam opinię, że ten zespół raczej na medal nie ma większych szans, ale jeżeli my byśmy wychodziły na boisko z takim podejściem, to wydaje mi się, że nie byłaby to słuszna droga - powiedziała w rozmowie z INTERIA.PL przyjmująca reprezentacji Polski siatkarek Aleksandra Jagieło.

- Słyszałam opinię, że ten zespół raczej na medal nie ma większych szans, ale jeżeli my byśmy wychodziły na boisko z takim podejściem, to wydaje mi się, że nie byłaby to słuszna droga - powiedziała w rozmowie z INTERIA.PL przyjmująca reprezentacji Polski siatkarek Aleksandra Jagieło.

Rozmowę z Aleksandrą Jagieło przeprowadziliśmy w malowniczo położonym hotelu Stacja Nowa Gdynia nieopodal Łodzi, gdzie zakwaterowana jest kadra siatkarek podczas mistrzostw Europy. - Warunki naprawdę mamy doskonałe - wyznała zawodniczka na co dzień broniąca barw Muszynianki- Fakro.

- Awansowałyśmy do drugiej rundy i to jest najważniejsze. Dwa mecze wygrane i z tego się należy cieszyć. Mecz z Holandią pozostawia duży niedosyt i na pewno mógł być dużo lepszy w naszym wykonaniu. Mam nadzieję, że będzie to nasza jedyna wpadka w tym turnieju i będzie już tylko lepiej - podsumowała Aleksandra Jagieło pierwszą fazę czempionatu Starego Kontynentu w wykonaniu Polek.

Reklama

Twoje koleżanki mówiły, że przeciwko Holenderkom wyszłyście spięte, wręcz sparaliżowane. W pierwszych dwóch setach przewaga "Pomarańczowych" nie podlegała dyskusji. Dopiero w trzecim podjęłyście walkę i Holenderki poczuły się zagrożone.

- Powiem szczerze, że nie wydaje mi się, że wyszłyśmy spięte. Na pewno chciałyśmy wygrać. Tylko jak Holenderki na nas "naskoczyły", to nie potrafiłyśmy znaleźć recepty, żeby im się przeciwstawić i odpowiedzieć tym samym. Zwiesiłyśmy głowy i popełniałyśmy błąd za błędem. Dopiero w trzecim secie, kiedy tak naprawdę Holenderki się trochę zdekoncentrowały, wykorzystałyśmy szansę i niewiele brakowało, żeby wygrać tego seta.

Holandia potwierdziła, że jest mocnym zespołem, świetnie zorganizowanym. Trener Matlak mówił, że Wasze przyjęcie zagrywki nie było takie złe. Na podobnym poziomie przyjmowały Holenderki. Natomiast różnica w ataku była bardzo widoczna.

- Przyjęcie rzeczywiście było porównywalne. Tylko, że nawet jak przyjmowałyśmy "w punkt", to miałyśmy problemy ze skończeniem ataku. Holenderki znakomicie broniły, mają wysoki blok i ciężko było gdziekolwiek wcisnąć piłkę. A dla nich z kolei, nie miało znaczenia, czy ustawiałyśmy blok pojedynczy, podwójny czy potrójny, robiły co chciały. Ich przewaga w ataku była zdecydowana.

Przed Wami kolejne mecze i żeby znaleźć się w strefie medalowej, trzeba wszystkie wygrać.

- Na pewno nie będzie łatwo. We wtorek czeka nas pojedynek z Belgijkami, z którymi do tej pory wygrywałyśmy, ale po pięciosetowych bojach. W Rzeszowie (turniej kwalifikacyjny do mistrzostw świata - przyp. red) trochę na własne życzenie doprowadziłyśmy do dramatycznej końcówki. Natomiast spotkanie w Weronie mogło się skończyć wynikiem 3:1 dla nas, ale i w tym przypadku decydował tie-break. Jest to zespół bardzo ambitny i czasami nieobliczalny. Później czeka nas Rosja i wydaje się, że ten mecz będzie decydował o wszystkim, a na pewno będzie miał duże znaczenie. Wiadomo, Rosjanki to klasowy zespół i trzeba wspiąć się na wyżyny, żeby je pokonać.

Belgijki pokazały jednak, że można z Rosjankami powalczyć i jeśli się je przyśnie to również się gubią.

- To nie są maszyny. Tak samo jak Holenderki. Jeśli postawi im się trudne warunki, to w pewnym momencie pękną. Wszystko zależy od nas. Po pierwsze, grać swoje. Po drugie, ani przez chwilę nie tracić nadziei, kiedy wynik jest niekorzystny, na odwrócenie losów rywalizacji. Wielokrotnie w siatkówce były przypadki, zwłaszcza w żeńskiej, że nawet przegrywając 0:2, wygrywa się cały mecz.

Jak pokonać Rosję? Jak utrudnić im życie?

- Na tym turnieju bardzo duże znaczenie ma zagrywka. Zespół który posiada bardzo dobry serwis ma później ułatwione zadanie w bloku i w obronie. Większość Rosjanek ma po 190 cm wzrostu, a z naszymi warunkami będzie ciężko je zatrzymać. Ale zawsze pozostaje obrona i tutaj ten element będzie miał znaczenie. Jeżeli nie uda się zablokować, to trzeba obronić i wyprowadzić kontratak.

Niedawno pokonałyście Rosjanki. Fakt, że był to mecz sparingowy, ale to zawsze coś.

- Nie było co prawda wtedy Gamowej, ale wygrałyśmy i naprawdę jeżeli uwierzymy w to, że możemy je pokonać i jeżeli będziemy realizowały nasze założenia, to jest na to duża szansa.

Ostatnim Waszym meczem w drugiej fazie będzie pojedynek z Bułgarią. W tym zespole nie ma wielkich gwiazd, ale Bułgarki prezentują solidny poziom.

- W tym roku z Bułgarkami nie grałyśmy ani razu, ale mecze z nimi zawsze były zacięte. W tym zespole jest kilka dziewczyn, które grają w dobrych klubach, jak Ewa Janewa z RC Cannes czy Elena Kolewa, która przez wiele lat grała we Włoszech. Łatwo nie będzie, ale jeżeli marzy nam się półfinał, to musimy wszystkie mecze wygrać.

Co, Twoim zdaniem, najbardziej szwankuje w grze polskiego zespołu? Jakie elementy wymagają poprawy?

- Uważam, że zawsze są jakieś elementy do poprawienia. Na pewno fajnie by było, gdybyśmy uregulowały przyjęcie, żeby nie było tak jak w meczu z Holandią, kiedy seryjnie traciłyśmy punkty przez błędy w tym elemencie. A nawet, jak już przyjęłyśmy, to był problem, co zrobić z piłką w ataku. Poza tym zagrywka, jak już stawiamy na mocny serwis, to żeby przynosił efekt. Wszystko trzeba w jakimś stopniu poprawić. Myślę, że musimy być bardziej pewne siebie. Wiele się mówi, że nie ma tej czy innej zawodniczki. ale tak naprawdę, to nie jest nasza wina. Jesteśmy my, zostałyśmy wybrane i musimy uwierzyć, że ten zespół, który jest tutaj wyjdzie na boisko i może walczyć z najlepszymi. Słyszałam opinię, że ten zespół raczej na medal nie ma większych szans, ale jeżeli my byśmy wychodziły na boisko z takim podejściem, to wydaje mi się, że nie byłaby to słuszna droga.

Rozmawiał Robert Kopeć

CZYTAJ TAKŻE:

Jerzy Matlak: Żadnych cudów, ani kuglarstwa

Doroty Pykosz sposób na Gamową

Joanna Kaczor: Przed nami kluczowe mecze

Reklama

Reklama

Reklama