Reklama

Reklama

Aleksandra Jagieło: Mało kto w nas wierzył

Przyjmująca reprezentacji Polski siatkarek Aleksandra Jagieło zdobyła trzeci medal mistrzostw Europy. W swojej kolekcji ma dwa złote krążki i jeden brązowy.

- Moja mama mówiła mi, że jak będę na tych mistrzostwach, to pewnie jakiś medal zdobędziemy, bo jestem w czepku urodzona. Sprawdziło się i nie ukrywam, że cieszę się z tego bardzo - powiedziała z uśmiechem Jagieło.

- Który z tych medali smakuje najlepiej?

- Z każdego medalu jest ogromna radość. Dwa złota, które zdobyłyśmy były dla mnie troszeczkę z innej perspektywy, bo byłam wtedy zawodniczką rezerwową. Niemniej cieszyłam się tak, jakbym grała. Natomiast ten brązowy medal ma ogromne znaczenie z tego względu, że grałyśmy w Polsce. Wspierała nas 13 tysięczna publiczność w hali i pewnie mnóstwo ludzi przed telewizorami. Myślę, że jest to nagroda dla naszej całej drużyny, ale także dla organizatorów. Mamy ogromną satysfakcję, bo zrobiłyśmy coś w co wielu nie wierzyło.

Reklama

- Czy przed turniejem wierzyłyście, że zajdziecie tak daleko?

- Obrałyśmy dobrą drogę, bo nie zastanawiałyśmy się jaki będzie efekt końcowy. Chciałyśmy pokonywać kolejne przeszkody. Jesteśmy szczęśliwe, że udanie zakończył się dla nas ten turniej.

- Tylko jeden zespół Holandia stanął Wam na drodze. Tylko niestety dwa razy.

- Myślę, że Holenderki zostaną mistrzyniami Europy. Trzeba uznać klasę przeciwnika. Holandia to na dzień dzisiejszy zespół od nas lepszy.

- A jaki moment był najtrudniejszy w mistrzostwach?

- Moment, kiedy zachorowała żona trenera Jerzego Matlaka. Każda z nas zdała sobie sprawę z tego, że mimo że poświęcamy niemal całe życie siatkówce, to jednak siatkówka nie jest najważniejsza. Ta sytuacja nas zjednoczyła i zmobilizowała do jeszcze bardziej wytężonej pracy.

- Osiągnęłyście sukces, a nie było z Wami kilku kluczowych zawodniczek. Co będzie jak wrócą?

- Mam nadzieję, że złoto. Mamy ogromną satysfakcję, bo mało kto w nas wierzył, a to nie nasza wina, że kilku nazwisk nie było. Myślę, że ten brązowy medal będzie nagrodą dla wszystkich.

- Na mecz z Niemkami wyszłyście bardzo zmobilizowane. Rywalki nie miały zbyt wiele do powiedzenia.

- Nie rozpamiętywałyśmy przegranego półfinału z Holandią. Trzeba było myśleć o meczu z Niemkami, zespołem który jest w naszym zasięgu. Chciałyśmy wygrać i zrealizowałyśmy plan w 100 procentach. Wiedziałyśmy, że niemiecki zespół może być groźny. One są niesamowice ambitne. W trzecim secie walka była wyrównana, ale w decydujących momentach pokazałyśmy, że jesteśmy lepsze.

Wysłuchał w Łodzi Robert Kopeć

CZYTAJ TEŻ:

Polki mają brązowy medal ME!

Reklama

Reklama

Reklama